niedziela, 29 lipca 2012

21

Każdy kolejny dzień wyglądał podobnie. Anne codziennie obiecała, że z tym skończy, ale wieczorem zawsze kończyła w ten sam sposób jak za pierwszym razem. Liam, Louis i Harry opiekowali się nią w nocy, żebym mogła odpocząć i mieć trochę czasu dla Niall'a. Każdą noc spędziliśmy sami w ich domu, bo Zayn chodził do Annie, gdy ta spała, bo w innym wypadku wpadała w histerie na najmniejszą nawet wzmianke o nim.

Było dość wcześnie, a na dodatek sobota. Nie mogłam spać. Leżałam wtulona w bok blondyna, czekając aż się obudzi. Zaczęłam się wiercić i go obudziłam.
-Jak długo nie śpisz, piękna?-spytał, przy okazji całując mnie w czoło
-Niedługo. Wiesz, że dzisiaj musimy zawieść An do kliniki? Nikt nie będzie wiedział gdzie jest i co z nią.
-Wiem, ale nie mówmy o tym więcej. Inaczej zmienisz zdanie.
Usiadł, a mnie posadził sobie na kolanach i zaczął rozczesywać palcami moje włosy. Jakie to fajne uczucie, gdy moje czarne loki opadają mi na ramiona. Na dodatek Niall jeździł opuszkami palców po moich plecach, a przez to, że miałam okropne łaskotki, cały czas się śmiałam. Ale zaczęłam się już przyzwyczajać i, przynajmniej, nie rzucałam się tak jak kiedyś. Jeszcze chwilę tak posiedzieliśmy i musieliśmy się szykować. Szybko się ubrałam i zbiegłam na dół, żeby zrobić śniadanie.
Przy stole w kuchni siedział Zayn z Harry'm. Oboje zmęczeni i smutni, ale już na pierwszy rzut oka było widać kto cierpi najbardziej.
-Hej chłopcy.-dałam każdemu buziaka w policzek-Jak wasza zmiana?
-Lepiej.-zaczął loczek-Nie brała, ale się pocięła. Skąd ona bierze to wszystko, skoro my zabieramy?
-I jeszcze te sny.-odezwał się mulat-Cały czas krzyczy moje imie, ale nie mogę jej obudzić i przytulić, bo będzie jeszcze gorzej. Wiesz jakie to uczucie? Nie móc pomóc najważniejszej osobie, tylko patrzeć jak cierpi?
-Przykro mi.
Nie mogłam mu powiedzieć o odwyku. O tym wiedzieliśmy tylko ja, Niall, Louis i Liam, bo na to się zgodziła Annie.
Reszte poranka spędziliśmy w ciszy. Zrobiłam kanapki, które od razu znikły i poszłam do mojego mieszkania. Gdy przyszłam, znalazłam całą trójke w salonie, gdzie zjadali pizze. Moja przyjaciółka leżała z chłopakami, opierając się o Lou'ego. Podeszłam do nich i przytuliłam An. Lekko odwzajemniła uścisk, co było krokiem naprzód, bo unikała kontaktów z ludźmi. Po prostu, jak już, siedziała z nami i na tym koniec. Jakby jej nie było.
-Gotowa?-spytałam
Kiwnęła głową i skierowała się do swojego pokoju, a my za nią. Wzięłam jej torbe i podałam chłopakom, żeby sprawdzili co tam jest. Ja w tym czasie sprawdziłam ją, czy czegoś nie przemyca(dziwnie to brzmi). Znalazłam żyletke w bucie i ostrze od noża w koku.
-To już wszystko.-powiedziała. Uwierzyłam, bo wogóle się odezwała i się rozluźniła.
Łącznie znaleźliśmy 10 przdmiotów, których nie powinno tam być.
Wzięłam torbe i poszłyśmy na dwór. Na zewnątrz czekał już na nas Niall w aucie. Jechaliśmy dość długo, a jedyne co słyszeliśmy to radio. W pewnym momencie zaczęła lecieć piosenka Amy Winehouse-Rehab. Ktoś chyba chciał mnie dobić, a na dodatek Anne zaczęła to śpiewać. Biorąc pod uwagę okoliczności, przez tego songa czułam się jak w jakimś durnym filmie.
Ośrodek znajdował się za Londynem, z dala od cywilizacji. Widząc podrapane mury, zastanawiałam się czy to dobry pomysł ją tu zostawiać, ale nie było już odwrotu. Weszliśmy do środka, żeby załatwić jeszcze parę spraw. Przez ten cały czas przyjaciółka wydawała się nieporuszona tą sytuacją, jakby to był normalny hotel albo coś.
Ciężko było mi się z nią rozstać, ale musiałam. Brama się zamknęła, a ja nadal się w nią wpatrywałam. Dopiero gdy irlandczyk pociągnął mnie za ręke, ruszyłam się z miejsca.
-To tylko 2 miesiące.-pocieszał mnie, widząc moje łzy-Wróci zmieniona, na lepsze. To dla jej dobra. Wszystko się ułoży.




Jest 21 rozdział. Teraz widzę ile już łącznie wszystkiego napisałam, a na dodatek ponad dwa tysiące wejść. Dziękuje;*

2 komentarze: