czwartek, 28 czerwca 2012

10

*oczami Estery*
Obudził mnie alarm w telefonie. Szukałam go na stoliku i nic.
-Anne, kochanie wyłącz to.-mruknęłam z przyzwyczajenia
Na moją prośbe muzyka ucichła. Uśmiechając się pod nosem, obróciłam się na drugi bok i przytuliłam się do osoby leżącej obok. Otworzyłam oczy, żeby sprawdzić pore dnia i odskoczyłam jak oparzona, gdy zobaczyłam koło siebie półnagiego Niall'a!!!!!
-Dzień dobry, skarbie.-powiedział ze śmiechem
Wybiegłam z pokoju i zamknęłam się w łazience. Oblałam twarz wodą i usiadłam na podłodze, starając przypomnieć sobie, co się działo na imprezie. Wszystko było zmazane, ale było. Tańce, alkohol, wygłupy...
Po chwili usłyszałam, jak Horan dobija się do drzwi.
-Es, wszystko dobrze? Błagam otwórz!!
Nadal lekko skołowana, wsrałąm i zrobiłam to, o co mnie prosił. Poszliśmy do kuchni, a on wstawił wode na herbate.
-Przepraszam.-odezwał się po dłuższej chwili-Nie powinienen był tu zostawać. Zaraz się wyniose.
-Nie, zostań.-szybko zareagowałam-Proszę. Po prostu byłam zdziwiona tym....wszystkim. Nie pamietam zbyt dokładnie tego, co się działo.
Irlandczyk zaczął mi opowiadać, co robiłam na imprezie. Z tego, co się dowiedziałam, to nic nie zrobiłam. Ulżyło mi, ale już nigdy w życiu nie wezmę tylu procentów. Pozostałam mi jeszcze jedna kwestia do wyjaśnienia.
-Wytłumacz mi, skąd się tu wziąłeś.
-No więc tak....-zaczął-Odprowadziłem cię i chciałem już iść, ale chciałaś pogadać o czymś ważnym. Zachowywałaś się, jak trzeźwa, więc się zgodziłem. Wtedy powiedziałaś, że mnie kochasz i zaczęliśmy się całować. Później zasnęłaś w moich objęciach i nie chciałem cię budzić, więc zostałem.
Siedzieliśmy w ciszy przez jakiś czas. Byłam zawstydzona swoim zachowaniem. Było cicho, do czasu, gdy zaczęłam myśleć na głos.
-Przynajmniej po pijaku mówię prawde i niczego nie udaje.
Zrobiłam się czerwona, uświadamiając sobie, co zrobiłam. Jak się mnie o to zapyta, to będe musiałam powiedzieć prawde.
-Co masz na myśli?-wiedziałam, że o to zapyta
-To wyda ci się głupie.-zaczęłam się nerwowo bawić rąbkiem od bluzki-Ale wszystko co mówiłam i robiłam nie było spowodowane alkoholem.
-To dobrze.-złapał mnie za policzek, żebym na niego spojrzałam-Bo już się martwiłem, że mnie stąd wywalisz i powiesz, że cię wykorzystałem.
Przytulił mnie i pocałował przeciągle, ale delikatnie. Poczułam motylki w brzuchu i usiadłam mu na kolanach.
-Wracamy do was? Obstawiam, że Anne zrobi śniadanie, bo nie wierzy że potraficie gotować.
-Nie musimy się spieszyć. Obudził cię sms od Liam'a.
-Co napisał?-byłam bardzo ciekawska
-Sama przeczytaj.
Rzuciłam się biegiem do pokoju. Usiadłam na łóżku i zaczęłam szukać odpowiedniej wiadomości w jego telefonie. Szybko znalazłam to, co chciałam.
"Wygrałeś zakład, Nialler. Wisimy ci po 50 funtów, każdy. Zszedłem do kuchni, a tam byli An z Malik'iem i prawie się zaczęli pieprzyć, więc wygoniłem ich do góry. Gorzej niż z Harry'm. Przez to będe miał koszmary."
Zaczęłam się śmiać, kręcąc głową. Będe musiała ją wychować. Tym razem nie wytłumaczy się, że była pijanak, bo wypiła tyle co ja i ma mocniejszą głowę, a na dodatek było rano.
-To co robimy na śniedanie?-spytałam, gdy się uspokoiłam
-Naleśniki-blondyn nie zastanawiał się długo
Ubrałam się w jakiś dres, bo do tej pory byłam w bieliźnie i bluzie. Niall wolał zostać bez koszulki, co mi wogóle nie przeszkadzało, wręcz przciwnie. Zaczęliśmy wyrabiać ciasto na naleśniki, gdy chłopak sypnął mnie cukrem pudrem w twarz.
-Za co to?-zrobiłam mu wyrzuty
-Chciałem sprawdzić, czy możesz być jeszcze słodsza.
-Idiota.-warknęłam i odpłaciłam się pięknyjm za nadobne.
Później po kuchni latała mąka, mleko, jajka, a nawet nuttella i bita śmietana. W ten sposób śniadanie było gotowe po 2 godzinach i do tego tylko połowa z zaplanowanej góry naleśników. Znikały w śmiesznym tempie, ja-1, on-5. Właśnie dlatego musiałam nacieszyć się"aż" dwoma naleśnikami.
Gdy wyżerałam resztke nuttelli ze słoika, usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi i śmiech przyjaciółki. Stanęła w drzwiach z mulacikiem i jej mina zmieniła się dyrastycznie. Nie jestem w stanie się domyślić o czym myślała, ale wyraz twarzy miała rozbrajający. Chociaż sami na pewno  lepiej nie wyglądaliśmy. Cali umorusani wszystkim, czym się dało, w kuchni, katóra wyglądała jak po armagedonie, a na dodatek siedzieliśmy spokojnie, jak gdyby nigdy nic.
-Ja tego nie sprzątam.-powiedziała-Zróbcie tu porządek, a my jedziemy.
-Dokąd?-spytałam
-Do mnie, po ostatnie rzeczy i się do ciebie wprowadzam.
Po tych słowach zniknęli, a my wybuchnęliśmy śmiechem.


***********************************************************************************
Dzięki za te 972 wejścia. Ciesze się że to czytacie. Nie wiem kiedy dodam kolejny rozdział bo wyjeżdżam na jakiś czas do Poznania i cienko z dostępem do kompa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz