-Śniadanie, pani Malik.
Do pokoju wszedł Zayn, z wielką tacą ze śniadaniem. W oczy rzuciła mi się złota obrączka na jego dłoni. Automatycznie zerknęłam na swoją.
-Przez chwilę myślałam, że to tylko sen.
-Niby czemu?
-Nie wiem. Przecież każda para zaręcza się po 2 tygodniach, a parę godzin później bierze ślub.-za mój sarkastyczny ton dostałam buziaka
-Sama chciałaś. Nikt ci nie kazał, a pijani nie byliśmy.
-Nie mówiłam że żałuję, bo nie mam czego.
Zjedliśmy śniadanie i położyliśmy się na łóżku. Właśnie taki był plan na cały dzień. Tylko my dwoje, cały dzień tylko dla nas. Bez chłopaków i ich docinek i dziewczyn, które się z nimi sprzeczają.
Siedziałam, a Zayn leżał z głową na moich kolanach. Uśmiech nie schodził nam z twarzy. Jedliśmy truskawki z czekoladą. Pyszności. Dyskutowaliśmy co będzie za parę lat. Ja chciałam dom w Londynie, a wakacje spędzać we dwójkę, choćby parę dni. Jak zawsze wyszło na moje.
-Jak cicho.-stwierdziłam-Tak nienaturalnie, ale przyjemnie.
-Coś innego.-zadzwonił telefon-I koniec ciszy. To Paul, pewnie chce mnie ochrzanić.
Wstał i wyszedł, żebym nie słyszała niczego. Głupia nie jestem, wiem, że to nie było cukierkowe. Chciałam już do niego iśc, ale mnie wyprzedził. Wyraźnei byłow idać że nie jest szczęśliwy z tego, co słyszał. Usiadłam mu na kolanach i przytuliłam.
-Wytwórnia nie jest zadowolona z naszego ślubu.
-Przeze mnie. Nie zaprzeczaj.
-Twierdzą że jesteś zbyt...bezczelna i tworzymy zbyt kontrowersyjną parę.
-Postaram się, żeby mnie inaczej postrzegali.
-I jeste jeszcze coś. Chcą, żebyśmy się ukrywali.
Bez słowa wzięłam jego telefon do ręki. Zapowiada się piękna rozmowa między żoną Malik'a i wytwórnią.
czwartek, 13 grudnia 2012
niedziela, 18 listopada 2012
32
Każdy dzień wyglądał tak samo. Oni szli na próbę, a ja byłam jedyną osobą, która nie mogła im towarzyszyć. Po prostu zajebiście. Żebym nie czuła się samotna, dziewczyny zostawały ze mną. Każdy wiedział o co chodzi, ale nikt nie chciał mnie poinformować. Codziennie szłyśmy na zakupy. Nudziło mi się to, więc zawsze w pewnym momencie się odłączałam od reszty. Wieczorem, gdy wracałam, wszyscy już na mnie czekali. Nie rozmawiałam z nimi Zayn wiecznie mnie za to przepraszał, a ja miałam to w dupie.
W dzień koncertu każdy głupio się uśmiechał na mój widok, a rozmowy się momentalnie urywały. Własny chłopak mnie unikał. Wszystko tłumaczone 'stresem' Już nawet nie chciałam iść na ten koncert, ale El mnie namówiła, żebym z nią poszła pod scenę. Bawiłam się razem z nią, ale i tak wolę mocniejsze brzmienie. Zaczęły się pytania od fanów. Najgłupsza rzecz, jaką można było wymyślić. Nawet były pytania o Perrie.
-Nic mnie z nią nie łączy.-tłumaczył Zayn- Anne, chodź tu na chwilę.
Bez problemu przeskoczyłam barierkę i wdrapałam się na scenę. Stanęłam naprzeciwko niego i czekałam na rozwój wydarzeń.
-Z boku są schody, ale to taki szczegół.-wtrącił się Harry
-Zamknij się!
-An-spojrzałam z powrotem na mulata-Przepraszam, że cię unikałem przez ten tydzień, ale bałem się że się wygadam. Miałem wszystko uszykowane, ale teraz mam przeczucie że zabiłabyś mnie za to. Chcę znać odpowiedź: wyjdziesz za mnie?-nie mogłam się powstrzymać musiałam coś palnąć na to wszystko
-Mogłeś chociaż uklęknąć, ale tak. Wyjdę za ciebie.
Założył mi pierścionek na palec i pocałował. Wziął mnie na ręce i wyniósł za scenę. Zaraz dołączyli do nas chłopacy, żeby przebrać się w garnitury do ostatniego występu.
-Czekaj na mnie.-super polecenie od narzeczonego
Gdy oni śpiewali, Es dała mi jakąś sukienkę i szpilki i kazała się przebrać. Ledwo się przebrałam, a Zayn złapał mnie za ręke i pociągnął do samochodu.
-Bez pytań. Później się dowiesz.
-Jaka stanowczość.
Po drodze żadne z nas się nie odzywało. Chłopak był widocznie szczęśliwy, bo szczerzył się trochę jak głupi do sera. Na miejscu zawiązał mi oczy i gdzieś zaprowadził. Gdy w końcu ściągnął mi opaskę, wiedziałam co się święci. Przyjechałam na własny ślub.
W dzień koncertu każdy głupio się uśmiechał na mój widok, a rozmowy się momentalnie urywały. Własny chłopak mnie unikał. Wszystko tłumaczone 'stresem' Już nawet nie chciałam iść na ten koncert, ale El mnie namówiła, żebym z nią poszła pod scenę. Bawiłam się razem z nią, ale i tak wolę mocniejsze brzmienie. Zaczęły się pytania od fanów. Najgłupsza rzecz, jaką można było wymyślić. Nawet były pytania o Perrie.
-Nic mnie z nią nie łączy.-tłumaczył Zayn- Anne, chodź tu na chwilę.
Bez problemu przeskoczyłam barierkę i wdrapałam się na scenę. Stanęłam naprzeciwko niego i czekałam na rozwój wydarzeń.
-Z boku są schody, ale to taki szczegół.-wtrącił się Harry
-Zamknij się!
-An-spojrzałam z powrotem na mulata-Przepraszam, że cię unikałem przez ten tydzień, ale bałem się że się wygadam. Miałem wszystko uszykowane, ale teraz mam przeczucie że zabiłabyś mnie za to. Chcę znać odpowiedź: wyjdziesz za mnie?-nie mogłam się powstrzymać musiałam coś palnąć na to wszystko
-Mogłeś chociaż uklęknąć, ale tak. Wyjdę za ciebie.
Założył mi pierścionek na palec i pocałował. Wziął mnie na ręce i wyniósł za scenę. Zaraz dołączyli do nas chłopacy, żeby przebrać się w garnitury do ostatniego występu.
-Czekaj na mnie.-super polecenie od narzeczonego
Gdy oni śpiewali, Es dała mi jakąś sukienkę i szpilki i kazała się przebrać. Ledwo się przebrałam, a Zayn złapał mnie za ręke i pociągnął do samochodu.
-Bez pytań. Później się dowiesz.
-Jaka stanowczość.
Po drodze żadne z nas się nie odzywało. Chłopak był widocznie szczęśliwy, bo szczerzył się trochę jak głupi do sera. Na miejscu zawiązał mi oczy i gdzieś zaprowadził. Gdy w końcu ściągnął mi opaskę, wiedziałam co się święci. Przyjechałam na własny ślub.
poniedziałek, 12 listopada 2012
Help
Moja przyjaciółka szuka pomocy przy prowadzeniu stronki, bo sama nie ma czasu. Pomożecie??
http://www.facebook.com/pages/%C6%89irectioner-irl/192320190886154
http://www.facebook.com/pages/%C6%89irectioner-irl/192320190886154
czwartek, 1 listopada 2012
+18
Właśnie skończyłaś trening koszykówki. Usiadłaś w szatni, czekając aż wszyscy wyjdą. Zawsze tak robiłaś, a potem zamykasz drzwi od środka. Zostałaś sama. Podłączyłaś telefon do głośników i włączyłaś muzykę. Zgrabnie zsunęłaś s siebie ubrania i weszłaś do kabiny. Chłodne krople wody wywołały ulgę dla twojego rozgrzanego ciała. Nie ruszałaś się z miejsca. Przestraszyłaś się, czując jak czyjeś ręce łapią cię w biodrach, a usta muskają szyję.
-Shhh....
Uspokoiłaś się i uległaś mu. Przemknęło ci przez myśl jak on się tu dostał, ale to było mało ważne. Gdy nad tym myślałaś, Zayn zdążył zjechać z pocałunkami na sam dół kręgosłupa. Odwróciłaś się i złapałaś chłopaka za podbródek, aby wstał. Lubiłaś się z nim droczyć. Złożyłaś na jego usta krótki pocałunek. Jeden, drugi, za trzecim nie pozwolił ci się odsunąć. Wasze języki toczyły walkę, którą wygrywałaś, ale nie na długo. Syknęłaś czując jego palce w sobie. Rzadko bywał delikatny, wolał mieć nad tobą przewagę. Wykorzystał chwilę, gdy przyzwyczajałaś się do tego i wsunął język do twojej buzi. Zaczął się bawić kolczykiem w twoim języku. Byłaś niezadowolona, gdy się od ciebie odsunął.
-Dalej ci mało?
Malik chciał się z tobą podroczyć. Dawał ci krótkie buziaki i zaczął zjeżdżać niżej. W końcu jego język znalazł się na twojej kobiecości. Wydawałaś z siebie pojedyńcze jęki, pomiędzy oddechami. Jedną ręką opierałaś się o ściankę kabiny, a drugą bawiłaś się włosami mulata albo kreśliłaś wzór tatuażu na jego karku. Chłopak przyspieszył, a ty byłaś na kresie wytrzymałości, o czym doskonale wiedział. Nogi się pod tobą ugięły i po chwili klęczałaś naprzeciwko niego. Zayn wstał i czekał co zrobisz, z tym swoim uśmieszkiem. Kiedyś cię to obrzydzało, ale nie przy nim. Bez wachania wzięłaś jego męskość do ust. Na początku kreśliłaś kółka językiem, a później wzięłaś jego całego do buzi. Chłopak położył dłonie z tyłu twojej głowy,a le ty je zabrałaś i przygwoździłaś do ściany. Skończyłaś. Nadal było mu mało, tobie zresztą też. Weszłaś w centrum strumienia wody, a on do ciebie dołączył. Zayn podniósł cię, a ty oplotłaś go nogami w pasie. Wszedł w ciebie. On nadawał rytm, który był idealny, o czym świadczyły wasze jęki i krzyki. Długo nie musieliście czekać na orgazm. Najpierw ty, potem mulat. Malik postawił cię na chłodnej posadzce, a następnie dokładnie wytarł.
Wróciliście do domu, gdzie oczywiście chłopacy musieli się wypytać, co tak długo na treningu.
Tadaaaaa. Zboczona jestem jak cholera, ale nie chciało mi się dalej pisać :D Mam nadzieje, że nie zawiodłam.
-Shhh....
Uspokoiłaś się i uległaś mu. Przemknęło ci przez myśl jak on się tu dostał, ale to było mało ważne. Gdy nad tym myślałaś, Zayn zdążył zjechać z pocałunkami na sam dół kręgosłupa. Odwróciłaś się i złapałaś chłopaka za podbródek, aby wstał. Lubiłaś się z nim droczyć. Złożyłaś na jego usta krótki pocałunek. Jeden, drugi, za trzecim nie pozwolił ci się odsunąć. Wasze języki toczyły walkę, którą wygrywałaś, ale nie na długo. Syknęłaś czując jego palce w sobie. Rzadko bywał delikatny, wolał mieć nad tobą przewagę. Wykorzystał chwilę, gdy przyzwyczajałaś się do tego i wsunął język do twojej buzi. Zaczął się bawić kolczykiem w twoim języku. Byłaś niezadowolona, gdy się od ciebie odsunął.
-Dalej ci mało?
Malik chciał się z tobą podroczyć. Dawał ci krótkie buziaki i zaczął zjeżdżać niżej. W końcu jego język znalazł się na twojej kobiecości. Wydawałaś z siebie pojedyńcze jęki, pomiędzy oddechami. Jedną ręką opierałaś się o ściankę kabiny, a drugą bawiłaś się włosami mulata albo kreśliłaś wzór tatuażu na jego karku. Chłopak przyspieszył, a ty byłaś na kresie wytrzymałości, o czym doskonale wiedział. Nogi się pod tobą ugięły i po chwili klęczałaś naprzeciwko niego. Zayn wstał i czekał co zrobisz, z tym swoim uśmieszkiem. Kiedyś cię to obrzydzało, ale nie przy nim. Bez wachania wzięłaś jego męskość do ust. Na początku kreśliłaś kółka językiem, a później wzięłaś jego całego do buzi. Chłopak położył dłonie z tyłu twojej głowy,a le ty je zabrałaś i przygwoździłaś do ściany. Skończyłaś. Nadal było mu mało, tobie zresztą też. Weszłaś w centrum strumienia wody, a on do ciebie dołączył. Zayn podniósł cię, a ty oplotłaś go nogami w pasie. Wszedł w ciebie. On nadawał rytm, który był idealny, o czym świadczyły wasze jęki i krzyki. Długo nie musieliście czekać na orgazm. Najpierw ty, potem mulat. Malik postawił cię na chłodnej posadzce, a następnie dokładnie wytarł.
Wróciliście do domu, gdzie oczywiście chłopacy musieli się wypytać, co tak długo na treningu.
Tadaaaaa. Zboczona jestem jak cholera, ale nie chciało mi się dalej pisać :D Mam nadzieje, że nie zawiodłam.
piątek, 19 października 2012
31
Obudziłam się rano, przeciągnęłam się i ruszyłam z zamkniętymi oczami w stronę drzwi od balkonu, a raczej powinny tam być. Ręką nie natrafiłam na klamkę, więc otworzyłam oczy i rozejrzałam się dookoła. To nie był mój pokój w LA. Podeszłam do okna i je odsłoniłam, a widok, który zobaczyłam, zapierał dech w piersiach. Za oknem rozciągały się różne budynki, podświetlone na różne kolory, ze względu na to, że była noc.
Prawie podskoczyłam i chciałam się bronić, czując, że ktoś mnie obejmuje od tyłu.
-Vegas w nocy jest niesamowite.-powiedział Zayn, otwierając okno. Oparłam się o parapet i wychyliłam na zewnątrz.
-Nie zakradaj się tak. - obróciłam się - Gdzie byłeś?
-Musiałem coś załatwić. Nic złego, nie martw się. Przestraszyłem cię?
-Marne szanse. Przypominam, że trenuje sztuki walki, w tym boks też i to może się źle skończyć.
-To pokaż.
Nadal stałam tyłem do niego, a on zaczął mnie całować. Dopóki wiedziałam jak zareagować, odwróciłam się i jednym ruchem rozłożyłam go na podłodze. Jego mina była rozbrajająca, gdy leżał na brzuchu, z ręką na plecach. Usiadłam na nim rozkrokiem i pochyliłam się, żeby pocałować w policzek.
-Na siłownie się zapisz, kocie.
Ten tylko się uśmiechnął. Szybkim ruchem wstał i rzucił mnie na łóżko. Teraz ja leżałam na plecach, a on znajdował się nade mną i przygwoździł moje ręce po bokach.
-Mówiłaś coś, kocie? - zaszydził ze mnie - A gdybym był nieznajomym? Mógłbym cię teraz wykorzystać.
-Gdybyś był nieznajomym to co innego. A co do wykorzystania..... A tak wogóle to....? - nie dokończyłam, bo Zayn zaczął mnie całować.
-Zamknij się. Usta są nam potrzebna do czegoś innego.
Zmęczona i uśmiechnięta padałam na poduszki. Malik leżał podpierając się na łokciu i mi się przyglądał.
-Muszę cię częściej napadać, jeśli to tak się kończy.
-Ale i tak masz się zapisać na siłownie. Nie powinnam cie rozłożyć. - mulat patrzył na mój brzuch - Co? Coś nie tak?
-Wszystko jest w porządku, tylko....
Zrozumiałam o co mu chodzi. Już od jakiegoś czasu rozglądał się za wszystkim związanym z tym tematem. Przytuliłam się do niego.
-Chcesz dziecka, prawda? - szepnęłam
-Tak, ale ty nie, rozumiem.
-Chcę! Nawet nie wiesz jak bardzo.
-Ale?
-Mam nauke i jestem młoda, ty też. Jeśli zajdę w ciąże to koniec imprez, nie wrócę na studia. A co z tobą?
-Przerwa w karierze to nie koniec świata. A bez alkoholu i papierosów da się przeżyć. Poczekamy i zobaczymy, co będzie.
Zaczyna mi brakować poooomysłóóóów....... Badziewie, jak dla mnie. Serio. Mam imagina +18. Chcecie?
Prawie podskoczyłam i chciałam się bronić, czując, że ktoś mnie obejmuje od tyłu.
-Vegas w nocy jest niesamowite.-powiedział Zayn, otwierając okno. Oparłam się o parapet i wychyliłam na zewnątrz.
-Nie zakradaj się tak. - obróciłam się - Gdzie byłeś?
-Musiałem coś załatwić. Nic złego, nie martw się. Przestraszyłem cię?
-Marne szanse. Przypominam, że trenuje sztuki walki, w tym boks też i to może się źle skończyć.
-To pokaż.
Nadal stałam tyłem do niego, a on zaczął mnie całować. Dopóki wiedziałam jak zareagować, odwróciłam się i jednym ruchem rozłożyłam go na podłodze. Jego mina była rozbrajająca, gdy leżał na brzuchu, z ręką na plecach. Usiadłam na nim rozkrokiem i pochyliłam się, żeby pocałować w policzek.
-Na siłownie się zapisz, kocie.
Ten tylko się uśmiechnął. Szybkim ruchem wstał i rzucił mnie na łóżko. Teraz ja leżałam na plecach, a on znajdował się nade mną i przygwoździł moje ręce po bokach.
-Mówiłaś coś, kocie? - zaszydził ze mnie - A gdybym był nieznajomym? Mógłbym cię teraz wykorzystać.
-Gdybyś był nieznajomym to co innego. A co do wykorzystania..... A tak wogóle to....? - nie dokończyłam, bo Zayn zaczął mnie całować.
-Zamknij się. Usta są nam potrzebna do czegoś innego.
Zmęczona i uśmiechnięta padałam na poduszki. Malik leżał podpierając się na łokciu i mi się przyglądał.
-Muszę cię częściej napadać, jeśli to tak się kończy.
-Ale i tak masz się zapisać na siłownie. Nie powinnam cie rozłożyć. - mulat patrzył na mój brzuch - Co? Coś nie tak?
-Wszystko jest w porządku, tylko....
Zrozumiałam o co mu chodzi. Już od jakiegoś czasu rozglądał się za wszystkim związanym z tym tematem. Przytuliłam się do niego.
-Chcesz dziecka, prawda? - szepnęłam
-Tak, ale ty nie, rozumiem.
-Chcę! Nawet nie wiesz jak bardzo.
-Ale?
-Mam nauke i jestem młoda, ty też. Jeśli zajdę w ciąże to koniec imprez, nie wrócę na studia. A co z tobą?
-Przerwa w karierze to nie koniec świata. A bez alkoholu i papierosów da się przeżyć. Poczekamy i zobaczymy, co będzie.
Zaczyna mi brakować poooomysłóóóów....... Badziewie, jak dla mnie. Serio. Mam imagina +18. Chcecie?
niedziela, 7 października 2012
30
-Anne, pobudka.-usłyszałam głos Zayn'a, który jeździł opuszkami po moich plecach
-Po co? Jest weekend i do kompletu ósma rano.
Otworzyłam oczy i usiadłam na łóżku, wcześniej dostając buziaka.
-Dzisiaj jedziemy do Las Vegas, bo za tydzień zaczynamy trasę. Jedziesz z nami?
-Z tobą na koniec świata.-udawałam typową dziewczynę-Udawanie waszej fanki to nie moja bajka. Poza tym niektórzy z nas mają studia i muszą się uczyć.
-Nie musisz niczego udawać. Po prostu chce wsparcia od mojej dziewczyny. A co do studiów, to pogadałem z paroma osobami i okazało się, że już wszystko masz zrobione. I masz wolne do następnej jesieni.
-Czyli ty już mi zaplanowałeś wakacje.
Gdy to mówiłam, wchodziłam do garderoby. Wtedy Zayn do mnie podszedł, złapał na wysokości kolan i podniósł. Zaczął biegać po całym domu, krzycząc że zabiera mnie ze sobą. Ubaw miałam niezły.
-Nacieszyłeś się już? Bo ja muszę się przebrać, bo obiecałam dziewczynom zakupy. Chociaż, skoro już tak biegasz, to możesz mnie zanieść na miejsce.
-A co ja, tragarz?
Postawił mnie i poszłam do sypialni.Ogarnęłam się i zeszłam na dół. Po drodze zgarnęłam El i Es, które były już gotowe.
-Na serio jedziesz z nimi?-Eleanor nie wierzyła w to
-No pewnie, a czemu nie?
-No wiesz, będziesz musiała chodzić na ich koncerty, znosić tłumy fanek. Plus próby, wywiady, sesje. Teksty dziewczyn, które chcą za nich wyjść i inne.
-Koncerty jakoś przeżyje. A co do fanek, to będe mogła go przypilnować.
-Nie ufasz Malik'owi?
-Nie ufam dziewczynom. Szczególnie po tym, co się działo.
-Spoko. Perrie już ci nie przeszkodzi. Zawsze się znajdzie pare wariatek. Ale po tym filmiku masz luz.
Zostawiłyśmy ten temat w spokoju. Żadna z nas nie chciała tego ciągnąć. Biegałyśmy po sklepach jak oszalałe. Z każdego wynosiłyśmy kolejne torby. Ja kupiłam najmniej, ze względu że dla mnie to była norma. Co tydzień miałam coś nowego.
Dziewczyny były bardzo zawiedzione, gdy Lou zadzwonił, że mamy już wracać. Niechętnie wróciłyśmy i, podczas gdy siedzieli i oglądali jakiś film, ja pakowałam się. Po jakimś czasie (4 godziny) udało mi się wszystko pomieścić. Padłam na łóżko ze zmęczenia. W tamtym momencie potrzebowałam chwili spokoju, ale, po raz kolejny, nie dostałam tego co chciałam, bo wparował Zayn.
-Pore to sobie wybrałeś.-mruknęłam
-Niby czemu?
-Bo gdy cię potrzbuje do pakowania, to cię nie ma, a jak chce być sama, to przychodzisz. Przez ciebie nei zasnę.
-I dobrze. Za chwilę mamy samolot, więc wyśpisz się w drodze.
Wstałam i znieśliśmy walizki na dół. Od razu pojechaliśmy na lotnisko. Nic dalej nie powiem, bo w samolocie od razu położyłam głowę na kolanach Malik'a i zasnęłam.
-Po co? Jest weekend i do kompletu ósma rano.
Otworzyłam oczy i usiadłam na łóżku, wcześniej dostając buziaka.
-Dzisiaj jedziemy do Las Vegas, bo za tydzień zaczynamy trasę. Jedziesz z nami?
-Z tobą na koniec świata.-udawałam typową dziewczynę-Udawanie waszej fanki to nie moja bajka. Poza tym niektórzy z nas mają studia i muszą się uczyć.
-Nie musisz niczego udawać. Po prostu chce wsparcia od mojej dziewczyny. A co do studiów, to pogadałem z paroma osobami i okazało się, że już wszystko masz zrobione. I masz wolne do następnej jesieni.
-Czyli ty już mi zaplanowałeś wakacje.
Gdy to mówiłam, wchodziłam do garderoby. Wtedy Zayn do mnie podszedł, złapał na wysokości kolan i podniósł. Zaczął biegać po całym domu, krzycząc że zabiera mnie ze sobą. Ubaw miałam niezły.
-Nacieszyłeś się już? Bo ja muszę się przebrać, bo obiecałam dziewczynom zakupy. Chociaż, skoro już tak biegasz, to możesz mnie zanieść na miejsce.
-A co ja, tragarz?
Postawił mnie i poszłam do sypialni.Ogarnęłam się i zeszłam na dół. Po drodze zgarnęłam El i Es, które były już gotowe.
-Na serio jedziesz z nimi?-Eleanor nie wierzyła w to
-No pewnie, a czemu nie?
-No wiesz, będziesz musiała chodzić na ich koncerty, znosić tłumy fanek. Plus próby, wywiady, sesje. Teksty dziewczyn, które chcą za nich wyjść i inne.
-Koncerty jakoś przeżyje. A co do fanek, to będe mogła go przypilnować.
-Nie ufasz Malik'owi?
-Nie ufam dziewczynom. Szczególnie po tym, co się działo.
-Spoko. Perrie już ci nie przeszkodzi. Zawsze się znajdzie pare wariatek. Ale po tym filmiku masz luz.
Zostawiłyśmy ten temat w spokoju. Żadna z nas nie chciała tego ciągnąć. Biegałyśmy po sklepach jak oszalałe. Z każdego wynosiłyśmy kolejne torby. Ja kupiłam najmniej, ze względu że dla mnie to była norma. Co tydzień miałam coś nowego.
Dziewczyny były bardzo zawiedzione, gdy Lou zadzwonił, że mamy już wracać. Niechętnie wróciłyśmy i, podczas gdy siedzieli i oglądali jakiś film, ja pakowałam się. Po jakimś czasie (4 godziny) udało mi się wszystko pomieścić. Padłam na łóżko ze zmęczenia. W tamtym momencie potrzebowałam chwili spokoju, ale, po raz kolejny, nie dostałam tego co chciałam, bo wparował Zayn.
-Pore to sobie wybrałeś.-mruknęłam
-Niby czemu?
-Bo gdy cię potrzbuje do pakowania, to cię nie ma, a jak chce być sama, to przychodzisz. Przez ciebie nei zasnę.
-I dobrze. Za chwilę mamy samolot, więc wyśpisz się w drodze.
Wstałam i znieśliśmy walizki na dół. Od razu pojechaliśmy na lotnisko. Nic dalej nie powiem, bo w samolocie od razu położyłam głowę na kolanach Malik'a i zasnęłam.
piątek, 28 września 2012
29
Ściemniało się, więc wróciłyśmy do domu. Nikogo w środku nie było, tylko liścik, że poszli na plażę posurfować. Dobrze wiedziałam gdzie dokładnie byli. Przebrałam się, chwyciłam deskę i ruszyliśmy w odpowiednie miejsce, znane tylko miejscowym. Liam i Adam surfowali, Harry z Niall'em pływali, a reszta siedziała przy ognisku. W drodze do wody, podbiegłam do Zayn'a i go pocałowałam.
-Dobra, panowie.-powiedziałam, gdy byłam w wodzie-Pokażę wam, jak to się robi.
-Chyba śnisz. Może z nim wygrasz, ale to ja jestem mistrzem.-Liam dumnie się wypiął
-To może mały zakład?
-Zgoda, ale na razie nie mówimy co zrobi przegrany. Kto dłużej się utrzyma.
Akurat zbliżała się wielka fala, bo dzisiaj wypadał przypływ. Wytrzymaliśmy tyle samo i wygrałabym, gdyby nie piłka do rugby, którą oberwałam. Zachwiałam się i wywróciłam. Wściekła wyszłam z wody, nei zwracając uwagi na deske, która dryfowała w stronę brzegu. Podeszłąm do sprawców z piłką w ręku. Znałam ich ze studiów i imprez. Cisnęłam w nich piłką z całej siły.
-Jesteście zadowoleni!!! Zatłuke was za to!!!
-An, spokój. To był wypadek. Postawimy ci drinka na przeprosiny.
-Przez was przegrałam zakład!!! Alkohol akurat tego nie naprawi!!!
W tym momencie podbiegł do mnie Zayn. Mocno mnie przytulił i pocałował, żeby się uspokoiła.
-O co to krzyki? Dawno nie było takiej histerii.
-Przez tych debili przegrałam zakład z Liam'em. A dla nich drink wystarczy.
-I to wsyzstko?-zaśmiał się-Przecież to Li, uspokój się. A co do drinka - tu zwrócił się do chłopaków- To moja dziewczyna i od tego i innych rzeczy jestem ja.
-Dobra, daj znać, jakby co, An.
-Pewnie. Bye. -odeszliśmy od nich- Zazdrośnik. Nie martw się, nie zdradzę cię. Co jak co, ale wierna to jaj jestem.
-Kocham cię.
-Ja ciebie też, gwiazdo.
Wróciliśmy do reszty i do willi. Starałam się przemknąć do pokoju niezauważona. Miałam nadzieję, że zapomną o zakładzie. Myliłam się.
-Annie, a ty dokąd?-Liam musiał mnie zaczepić- Musimy się rozliczyć.
Zrezygnowana podeszłam tam i usiadłam na skraju kanapy.
-Gadaj, czego chcesz?
-Pomysł podrzucił mi Hazza, przypominając, że z nim przegrałem. I teraz muszę załatwić mu kota.
-O nie. Nie zgadzam się.-wiedziałam o czym myśli- Zayn???
-Zakład to zakład.
-Ale jak ktoś to nagra, to jego trup zostanie znaleziony poćwiartowany na plaży.-zagroziłam
Es z El przyczepiły mi ogon, uszy i narysowały wąsy. Musiałam wyglądać bardzo dziwnie. Payne kazał mi zachowywać się jak kot, czyli łasić się, miauczeć i mruczeć, bo miało być wiarygiodnie. Zrobiłam, co musiałam i oddaliłam się.
-Debile.-skomentowałam
Wzięłam gorący prysznic, ubrałam się i wgramoliłam na łóżko. Zayn poszedł do łazienki, a gdy wrócił miał mokre włosy i ubrany był jedynie w bokserki. Kochałam ten widok. Usiadł na łóżku, a ja wskoczyłam na jego kolana.
-Pięknie wybrnęłaś z sytuacji.
-Daj spokój. To było żałosne. Nawet po pijaku bym tego nei zrobiła.
-Nieprawda. Też chcę takiego kota, szczerze mówiąc.
-Myślałam że wolisz psy.
-Dla takiego kociaka zrobię wyjątek.
Wybaczcie, nie mam czasu pisać. Mam zawalony cały tydzień i w przerwach coś zawsze wystukam. Mało czasu, mam nadzieję, że zrozumiecie.
-Dobra, panowie.-powiedziałam, gdy byłam w wodzie-Pokażę wam, jak to się robi.
-Chyba śnisz. Może z nim wygrasz, ale to ja jestem mistrzem.-Liam dumnie się wypiął
-To może mały zakład?
-Zgoda, ale na razie nie mówimy co zrobi przegrany. Kto dłużej się utrzyma.
Akurat zbliżała się wielka fala, bo dzisiaj wypadał przypływ. Wytrzymaliśmy tyle samo i wygrałabym, gdyby nie piłka do rugby, którą oberwałam. Zachwiałam się i wywróciłam. Wściekła wyszłam z wody, nei zwracając uwagi na deske, która dryfowała w stronę brzegu. Podeszłąm do sprawców z piłką w ręku. Znałam ich ze studiów i imprez. Cisnęłam w nich piłką z całej siły.
-Jesteście zadowoleni!!! Zatłuke was za to!!!
-An, spokój. To był wypadek. Postawimy ci drinka na przeprosiny.
-Przez was przegrałam zakład!!! Alkohol akurat tego nie naprawi!!!
W tym momencie podbiegł do mnie Zayn. Mocno mnie przytulił i pocałował, żeby się uspokoiła.
-O co to krzyki? Dawno nie było takiej histerii.
-Przez tych debili przegrałam zakład z Liam'em. A dla nich drink wystarczy.
-I to wsyzstko?-zaśmiał się-Przecież to Li, uspokój się. A co do drinka - tu zwrócił się do chłopaków- To moja dziewczyna i od tego i innych rzeczy jestem ja.
-Dobra, daj znać, jakby co, An.
-Pewnie. Bye. -odeszliśmy od nich- Zazdrośnik. Nie martw się, nie zdradzę cię. Co jak co, ale wierna to jaj jestem.
-Kocham cię.
-Ja ciebie też, gwiazdo.
Wróciliśmy do reszty i do willi. Starałam się przemknąć do pokoju niezauważona. Miałam nadzieję, że zapomną o zakładzie. Myliłam się.
-Annie, a ty dokąd?-Liam musiał mnie zaczepić- Musimy się rozliczyć.
Zrezygnowana podeszłam tam i usiadłam na skraju kanapy.
-Gadaj, czego chcesz?
-Pomysł podrzucił mi Hazza, przypominając, że z nim przegrałem. I teraz muszę załatwić mu kota.
-O nie. Nie zgadzam się.-wiedziałam o czym myśli- Zayn???
-Zakład to zakład.
-Ale jak ktoś to nagra, to jego trup zostanie znaleziony poćwiartowany na plaży.-zagroziłam
Es z El przyczepiły mi ogon, uszy i narysowały wąsy. Musiałam wyglądać bardzo dziwnie. Payne kazał mi zachowywać się jak kot, czyli łasić się, miauczeć i mruczeć, bo miało być wiarygiodnie. Zrobiłam, co musiałam i oddaliłam się.
-Debile.-skomentowałam
Wzięłam gorący prysznic, ubrałam się i wgramoliłam na łóżko. Zayn poszedł do łazienki, a gdy wrócił miał mokre włosy i ubrany był jedynie w bokserki. Kochałam ten widok. Usiadł na łóżku, a ja wskoczyłam na jego kolana.
-Pięknie wybrnęłaś z sytuacji.
-Daj spokój. To było żałosne. Nawet po pijaku bym tego nei zrobiła.
-Nieprawda. Też chcę takiego kota, szczerze mówiąc.
-Myślałam że wolisz psy.
-Dla takiego kociaka zrobię wyjątek.
Wybaczcie, nie mam czasu pisać. Mam zawalony cały tydzień i w przerwach coś zawsze wystukam. Mało czasu, mam nadzieję, że zrozumiecie.
sobota, 15 września 2012
Louis
Starałaś się zatracić w muzyce. Chciałaś zapomnieć o ludziach dookoła ciebie. Nie wiedziałaś już po co przyjechałaś na Woodstock. No tak, chciałaś zrobić na przekór ludziom, którzy mówili że to zły pomysł. Zrobiłaś po swojemu. Mimo muzyki, nie pasowałaś tu. Gdziekolwiek szłaś lub patrzyłaś, spotykałaś to samo - grupki napitych, naćpanych i chętnych do bójek. Słyszą Woodstock, myślałaś raczej o pokoju niż wojnie. Byłaś jak kot na wystawie psów, tak to można ująć. Wydawało ci się, że każdy czeka na twój ruch, żeby mieć pretekst. Nie ufałaś tu nikomu.
Środek nocy, a właściwie wschód słońca.... Mniejsza z tym. Właśnie skończył się występ twojego ulubionego polskiego zespołu - Happysad. Twoim jedynym marzeniem był powrót do hotelu, kąpiel i zasłużony sen. Po drodze natrafiłaś na bójkę. Chciałaś ich wyminąć, uciec od kłopotów.... Właśnie przed tym cię przestrzegali - trafiłaś w sam środek zamieszania. Byłaś uwięziona w klatce z ludzkich ciał. Choć cię nie zauważali, nie chcieli wypuścić. Ciosy mijały cię ledwo co, a ty modliłaś się o koniec albo o rycerza, który cię uratuje - nic głupszego nie przyszło ci do głowy. A jednak.... Stał się cud. Poczułaś szarpnięcie i znalazłaś z dala od bójki, obok swojego wybawcy. Też tutaj nie pasował, co wywnioskowałaś z jego stroju - bluzka w paski, czerwone spodnie i vansy. Był zbyt kolorowy i zadbany jak na taką impreze. Otworzyłaś usta, żeby mu podziękować, gdy poczułaś palący ból z tyłu głowy. Później nie czułaś już nic.
Resztką sił otworzyłaś oczy, ale nie byłaś w stanie zrobić nic więcej. Z poprzedniej nocy pamiętasz tylko tajemniczego chłopaka, który wyłonił się z łazienki, jak na zawołanie. Nie obyło się bez gwizdu na widok jego klaty.
-Widzę, że się w końcu obudziłaś. Jestem Louis.
- Wytłumaczysz mi, co się dzieje, bo ja nie w temacie? Bo wiesz, nie codziennie budzę się w hotelu, a po pokoju biega półnagi chłopak, który wczoraj mnie uratował.
Ze względu na twoją uwagę, ubrał się i usiadł obok ciebie.
-Wczoraj trafiłaś w sam środek bójki, a ja ci pomogłem. Zaraz po tym ktoś uderzył cię w tył głowy i zemdlałaś, więc zabrałem cie do szpitala. Parę szwów i zabrałem cię tutaj, bo znalazłem w twoich rzeczach klucz.
-Dziękuje.
Tylko tyle powiedziałaś, choć na usta cisnęły ci się tysiące pytań. Nie wytrzymałaś, musiałaś zaspokoić swoją ciekawość.
-Nie pasujesz tutaj. Dlaczego tu jesteś?
-Nie uwierzysz albo mnie wyśmiejesz.
-Próbuj, nie masz nic do stracenia.
-W innych kręgach jestem sławny. Wielki Louis Tomlinson, jedna piąte One Direction. Byłem przekonany, że ludzie przesadzają, mówiąc, że nie mogę nikomu ufać. Ale jednak... Eleanor była ze mną dopóki jej kariera się nie rozwinęła. Wtedy stwierdziła, że to nie ma przyszłości.
-A czemu jesteś tutaj?
-Wpadłem na głupi pomysł. Skoro nie mogę ufać ludziom, którzy wiedzą o mojej sławie i chcą ją wykorzystać, to postanowiłem szukać w kręgach trochę innego rodzaju. Przyjechanie na Woodstock wydawało mi się idealnym planem. Jednak nie, a wczoraj miałem wrócić do Londynu. Wtedy zauważyłęm ciebie. Byłaś inna, więc chciałem ci pomóc. A twoja historia?
-Kocham ten rodzaj muzyki, chciałam wszystkiego doświadczyć. Każdy mówił, że zgłupiałam, co mnie bardziej motywowało. Chciałam im udowodnić, że dam sobie radę, mimo piętnastu lat. Nie wyszło, jak chciałam, ale jak zaczęłam to skończę.
-Mogę ci towarzyszyć? We dwójkę zawsze raźniej.
-Jasne, tylko nie rozpędzaj się. Jesteś ode mnie starszy o...
-6 lat. Spokojnie, nie jestem taki.
Ludzie nie wierzyli w siłę waszego związku. Odległość, która was dzieliła i wiek, który budził kontrowersję. Minęło dziesięć lat od waszego spotkania i nadal trwacie przy swoim. Skończyłaś studia, znalazłaś pracę. Louis tak samo. One Direction skończyło swoją działalność i każdy rozpoczął swoje życie, ale nadal tworzą jedną wielką rodzinę, a ty byłaś jej częścią.
Miałam ochotę napisać dla was imagina i tak zrobiłam. Ale czy wyszedł? Zapraszam was do komentowania tego i mojego drugiego bloga. Chcę wiedzieć, czy jest sens pisania tego wszystkiego....
Środek nocy, a właściwie wschód słońca.... Mniejsza z tym. Właśnie skończył się występ twojego ulubionego polskiego zespołu - Happysad. Twoim jedynym marzeniem był powrót do hotelu, kąpiel i zasłużony sen. Po drodze natrafiłaś na bójkę. Chciałaś ich wyminąć, uciec od kłopotów.... Właśnie przed tym cię przestrzegali - trafiłaś w sam środek zamieszania. Byłaś uwięziona w klatce z ludzkich ciał. Choć cię nie zauważali, nie chcieli wypuścić. Ciosy mijały cię ledwo co, a ty modliłaś się o koniec albo o rycerza, który cię uratuje - nic głupszego nie przyszło ci do głowy. A jednak.... Stał się cud. Poczułaś szarpnięcie i znalazłaś z dala od bójki, obok swojego wybawcy. Też tutaj nie pasował, co wywnioskowałaś z jego stroju - bluzka w paski, czerwone spodnie i vansy. Był zbyt kolorowy i zadbany jak na taką impreze. Otworzyłaś usta, żeby mu podziękować, gdy poczułaś palący ból z tyłu głowy. Później nie czułaś już nic.
Resztką sił otworzyłaś oczy, ale nie byłaś w stanie zrobić nic więcej. Z poprzedniej nocy pamiętasz tylko tajemniczego chłopaka, który wyłonił się z łazienki, jak na zawołanie. Nie obyło się bez gwizdu na widok jego klaty.
-Widzę, że się w końcu obudziłaś. Jestem Louis.
-
Ze względu na twoją uwagę, ubrał się i usiadł obok ciebie.
-Wczoraj trafiłaś w sam środek bójki, a ja ci pomogłem. Zaraz po tym ktoś uderzył cię w tył głowy i zemdlałaś, więc zabrałem cie do szpitala. Parę szwów i zabrałem cię tutaj, bo znalazłem w twoich rzeczach klucz.
-Dziękuje.
Tylko tyle powiedziałaś, choć na usta cisnęły ci się tysiące pytań. Nie wytrzymałaś, musiałaś zaspokoić swoją ciekawość.
-Nie pasujesz tutaj. Dlaczego tu jesteś?
-Nie uwierzysz albo mnie wyśmiejesz.
-Próbuj, nie masz nic do stracenia.
-W innych kręgach jestem sławny. Wielki Louis Tomlinson, jedna piąte One Direction. Byłem przekonany, że ludzie przesadzają, mówiąc, że nie mogę nikomu ufać. Ale jednak... Eleanor była ze mną dopóki jej kariera się nie rozwinęła. Wtedy stwierdziła, że to nie ma przyszłości.
-A czemu jesteś tutaj?
-Wpadłem na głupi pomysł. Skoro nie mogę ufać ludziom, którzy wiedzą o mojej sławie i chcą ją wykorzystać, to postanowiłem szukać w kręgach trochę innego rodzaju. Przyjechanie na Woodstock wydawało mi się idealnym planem. Jednak nie, a wczoraj miałem wrócić do Londynu. Wtedy zauważyłęm ciebie. Byłaś inna, więc chciałem ci pomóc. A twoja historia?
-Kocham ten rodzaj muzyki, chciałam wszystkiego doświadczyć. Każdy mówił, że zgłupiałam, co mnie bardziej motywowało. Chciałam im udowodnić, że dam sobie radę, mimo piętnastu lat. Nie wyszło, jak chciałam, ale jak zaczęłam to skończę.
-Mogę ci towarzyszyć? We dwójkę zawsze raźniej.
-Jasne, tylko nie rozpędzaj się. Jesteś ode mnie starszy o...
-6 lat. Spokojnie, nie jestem taki.
Ludzie nie wierzyli w siłę waszego związku. Odległość, która was dzieliła i wiek, który budził kontrowersję. Minęło dziesięć lat od waszego spotkania i nadal trwacie przy swoim. Skończyłaś studia, znalazłaś pracę. Louis tak samo. One Direction skończyło swoją działalność i każdy rozpoczął swoje życie, ale nadal tworzą jedną wielką rodzinę, a ty byłaś jej częścią.
Miałam ochotę napisać dla was imagina i tak zrobiłam. Ale czy wyszedł? Zapraszam was do komentowania tego i mojego drugiego bloga. Chcę wiedzieć, czy jest sens pisania tego wszystkiego....
sobota, 8 września 2012
28
-Coś ty najlepszego odstawiła wczoraj?!-Es wparowała do mojego pokoju z krzykiem, aż podskoczyłam
-Uspokój się, pogadamy później. Chcę się wyspać.-odwróciłam się na drugi bok, dzięki czemu leżałam twarzą do Zayn'a, który spał. Uśmiechnęłam się i wtuliłam się w jego bok, a on automatycznie przyciągnął mnie bliżej, tak jak kiedyś.
-Jest 10. Trzeba było spać w nocy.
-Przepraszam cię bardzo.-odezwał się mulat. Czyli jednak nie spał.-To była nasza pierwsza wspólna noc od prawie pół roku. Myślisz, że traciliśmy czas na spanie? Poza tym trzeba skończyć zakład, a do kompletu Anne biegała wczoraj w samej bieliźnie.
-Nie mów że ci się nie podobało.-mruknęłam
-Jesteście parą seksoholików. Ale jesteście razem i jest dobrze. Lepiej niż...
-Es!-warknęłam-Jak zejdziemy za godzinę, to wyjdziesz?
-45 minut.
Wstałam i wyprowadziłam ciężarną z pokoju. Zamknęłam drzwi na klucz i włączyłam wieżę, żeby nie słyszeć jej paplania przez drzwi. Czasami to denerwuje, uwierzcie. Odsłoniłam okno i wróciłam do łóżka. Chciałam się jeszcze drzemnąć, ale Zayn mnie do siebie przygarnął i zaczął całować.
-Nie wystarczy ci jak narazie?-zażartowałam
-Muszę nadrobić te wszystkie samotne noce.
-Ale nie teraz. Wstawaj.
Ubraliśmy się i zeszliśmy na dół. Wszyscy siedzieli już w kuchni, jedząc tosty i śmiejąc się z czegoś. Usiadłam obok mojej przyjaciółki.
-Przyszły gwiazdy całego zamieszania.-skomentował Harry-Brawa!
Wszyscy zrobili to co kazał, ale nie wiem dlaczego. Malik tylko wzruszył ramionami, gdy na niego spojrzałam na niego dla wyjaśnienia. Dopiero po chwili wręczyli mi telefon i mogłam się dowiedzieć o co kaman. Mój chłopak stanął za mną i oparł brodę na moim ramieniu, czekając aż włącze filmik. Włączyłam i zobaczyliśmy całe wczorajsze zajście z Perrie. Po tym, jak wybiegła z wody pojawił się napis "Pirania 1D" i jak wynurzam się.
-Tak się kończy zadzieranie z dziewczynami One Direction.-przeczytałam-Ile to ma wejść?
-Tylko parę milionów.-odpowiedział Niall
-Tylko?!
-Daj spokój.-wtrącił się Liam-Przynajmniej jesteś sławna i nikt nie będzie zarywał do twojego Zayn'a.
Przyznałam mu rację. Przez resztę śniadania gadaliśmy o tym, co się działo gdy mnie nie było.
-Dobra, my tu gadu gadu, a na dworze jest taka pogoda.-powiedziałam, wstając
-Jaka pogoda?-nie byli stąd, więc nie wiedzieli o co chodzi
-Idealna na plażę i zakupy. Es? El?
-Bardzo chętnie.
Wzięłyśmy odpowiednie rzeczy i ruszyłyśmy na miasto. Oczywiście, Estera chciała zobaczyć Aleję Gwiazd i podniecała się prawie każdą gwiazdą. Nawet ja tak się nie zachwycałam na samym początku. Zdecydowałyśmy się pójść do kina. Wybrałyśmy się na "Jak urodzić i nie zwariować?"
-Mam nadzieję że urodzę jak ta żona rajdera.-powiedziała Es po filmie
-Na twoim miejscu bardziej bym się martwiła, żeby Niall nie był takim ojcem jak tamci.
-Tsaaa... Racja.
-A tak wogóle to jak mała będzie miała na imię?
-Ri. Po irlandzku.
-Pięknie.
Nie potrafię się długo na was gniewać i musiałam coś dodać. Mam nadzieję że wam się podoba.
-Uspokój się, pogadamy później. Chcę się wyspać.-odwróciłam się na drugi bok, dzięki czemu leżałam twarzą do Zayn'a, który spał. Uśmiechnęłam się i wtuliłam się w jego bok, a on automatycznie przyciągnął mnie bliżej, tak jak kiedyś.
-Jest 10. Trzeba było spać w nocy.
-Przepraszam cię bardzo.-odezwał się mulat. Czyli jednak nie spał.-To była nasza pierwsza wspólna noc od prawie pół roku. Myślisz, że traciliśmy czas na spanie? Poza tym trzeba skończyć zakład, a do kompletu Anne biegała wczoraj w samej bieliźnie.
-Nie mów że ci się nie podobało.-mruknęłam
-Jesteście parą seksoholików. Ale jesteście razem i jest dobrze. Lepiej niż...
-Es!-warknęłam-Jak zejdziemy za godzinę, to wyjdziesz?
-45 minut.
Wstałam i wyprowadziłam ciężarną z pokoju. Zamknęłam drzwi na klucz i włączyłam wieżę, żeby nie słyszeć jej paplania przez drzwi. Czasami to denerwuje, uwierzcie. Odsłoniłam okno i wróciłam do łóżka. Chciałam się jeszcze drzemnąć, ale Zayn mnie do siebie przygarnął i zaczął całować.
-Nie wystarczy ci jak narazie?-zażartowałam
-Muszę nadrobić te wszystkie samotne noce.
-Ale nie teraz. Wstawaj.
Ubraliśmy się i zeszliśmy na dół. Wszyscy siedzieli już w kuchni, jedząc tosty i śmiejąc się z czegoś. Usiadłam obok mojej przyjaciółki.
-Przyszły gwiazdy całego zamieszania.-skomentował Harry-Brawa!
Wszyscy zrobili to co kazał, ale nie wiem dlaczego. Malik tylko wzruszył ramionami, gdy na niego spojrzałam na niego dla wyjaśnienia. Dopiero po chwili wręczyli mi telefon i mogłam się dowiedzieć o co kaman. Mój chłopak stanął za mną i oparł brodę na moim ramieniu, czekając aż włącze filmik. Włączyłam i zobaczyliśmy całe wczorajsze zajście z Perrie. Po tym, jak wybiegła z wody pojawił się napis "Pirania 1D" i jak wynurzam się.
-Tak się kończy zadzieranie z dziewczynami One Direction.-przeczytałam-Ile to ma wejść?
-Tylko parę milionów.-odpowiedział Niall
-Tylko?!
-Daj spokój.-wtrącił się Liam-Przynajmniej jesteś sławna i nikt nie będzie zarywał do twojego Zayn'a.
Przyznałam mu rację. Przez resztę śniadania gadaliśmy o tym, co się działo gdy mnie nie było.
-Dobra, my tu gadu gadu, a na dworze jest taka pogoda.-powiedziałam, wstając
-Jaka pogoda?-nie byli stąd, więc nie wiedzieli o co chodzi
-Idealna na plażę i zakupy. Es? El?
-Bardzo chętnie.
Wzięłyśmy odpowiednie rzeczy i ruszyłyśmy na miasto. Oczywiście, Estera chciała zobaczyć Aleję Gwiazd i podniecała się prawie każdą gwiazdą. Nawet ja tak się nie zachwycałam na samym początku. Zdecydowałyśmy się pójść do kina. Wybrałyśmy się na "Jak urodzić i nie zwariować?"
-Mam nadzieję że urodzę jak ta żona rajdera.-powiedziała Es po filmie
-Na twoim miejscu bardziej bym się martwiła, żeby Niall nie był takim ojcem jak tamci.
-Tsaaa... Racja.
-A tak wogóle to jak mała będzie miała na imię?
-Ri. Po irlandzku.
-Pięknie.
Nie potrafię się długo na was gniewać i musiałam coś dodać. Mam nadzieję że wam się podoba.
piątek, 31 sierpnia 2012
Zawieszam
Zawieszam bloga, ponieważ chyba już wam nie zależy. Zacznę dalej pisać, gdy będziecie komentować. Obojętnie ile, już bez tej zasady, bo to była głupota. Napiszę coś, gdy będe wiedziała że czytacie.
poniedziałek, 27 sierpnia 2012
Wygrana
Muszę się wam pochwalić że wygrałam konkurs na imagina. Oto i on.
Byłaś fotografem w brytyjskiej gazecie dla nastolatków. Pewnego dnia dostałaś zlecenie na zrobienie sesji One Direction. Myślałaś że będzie jak zwykle-pare zdjęć, obróbka i gotowe. Myliłaś się i to jak bardzo. Do sali wparowała pięciu chłopaków, zachowując się jak małpy, a mioanowicie zaczęli się bić, tańczyć, całować, śpiewać i inne takie. Część ciebie chciała do nich dołączyć, bo miałaś jedynie dziewiętnaście lat.
Chłopak w bejsbolówce zauważył to i chciał cię wyciągnąć do nich. W ostatniej chwili się opanowałaś, a wtedy weszła twoja szefowa.
-To jest właśnie, któremu masz zrobić zdjęcia. Będe sprawdzała jak wam idzie. Pamiętaj o zasadach.
Powiedziała to i wyszła. Przedstawiłaś się chłopakom, a oni tobie i chciałaś mieć to z głowy. Niestety, nie słuchali cię i robili na co mieli ochotę. Miałaś już dość ich szczeniackiego zachowania. Zaczęłaś krzyczeć, jak dziewczyny w horrorach, żeby zwrócić ich uwagę.
-Przestańcie! Nie wiem jak wy, ale ja jestem w pracy, a wy mi nie pomagacie. Zróbmy te zdjęcia i możecie iść, co sprawi mi ogromną ulgę.
Uspokoili się i czekali na twoje rozkazy. Od chwili twojego wybuchu, Zayn patrzył na ciebie z podziwem i szacunkiem. Ustawiłaś zespół, zrobiłaś parę zdjęć i poszłaś do biura bez pożegnania. Sprawnie obrobiłaś zdjęcia i zaniosłaś szefowej.
-Dobra robota,. Jesteś pierwszą, która tak szybko się z nimi uwinęła.-pochwaliła cię-Dzwonił ich menedżer. Jutro chłopcy mają sesję zdjęciową do nowej płyty, którą przeprowadzisz ty.
-Czemu?
-Stwierdzili, że z tobą dobrze się wpółpracuje. Znając życie, sesja potrwa kilka dni, więc nie pojawiaj się tutaj do końca tygodnia. I pamiętaj....
-Nie spoufalaj się z nimi i godnie nas reprezentuj. Pamiętam.
Przez następne dni jeździłaś z zespołem po całym Londynie, robiąc im zdjęcia. Nawet ich polubiłaś, ale starałaś się tego nie okazywać, bo byłaś profesjonalistką. Każdego dnia Zayn zapraszał cię na randkę, ale ty odmawiałaś, ze względu na pracę. Chciałaś się z nim spotkać, ale znałaś zasady i to byłby koniec twojej kariery.
Miesiąc później dostałaś zaproszenie na imprezę, z okazji zakończenia albumu. Zgodziłaś się. Na ten wieczór ubrałaś błękitną sukienkę, przedłużaną z tyłu i czarne szpilki. Bawiłaś się jak nigdy w towarzystwie One Direction. Czułaś się jak normalna nastolatka, a nie dziewętnastoletnia dziewczyna, która pracuje jako fotograf.
Po imprezie Zayn zaproponował, że cię odprowadzi do domu, bo trochę wypiłaś, ale daleko nie miałaś. Zaprosiłaś go do środka. Gdy zostawiłaś go na chwilę, on znalazł albumy ze zdjęciami, ale całkiem innymi niż te w piśmie. Te były magiczne i miały coś w sobie. Chciałaś mu je zabrać, ale nie miałaś szans ich odebrać.
-Masz talent. Dlaczego marnujesz się w pisemku dla nastolatek?
-A kto zatrudni dziewiętnastolatkę? Kiedyś będe na szczycie. To mój cel.
Gdy to mówiłaś, mulat pprzyglądał się twoim ustom, zresztą ty jego też. W tym momencie twoje potrzeby i uczucia wzięły górę. Usiadłaś mu na kolanach i zatraciliście się w pocałunku, podczas którego zaniósł cię do sypialni. Dobrze wiedziałaś z czym wiąże się twoje zachowanie, ale wtedy liczył się tylko on i ta chwila.
Rano obudziły cię delikatne pocałunki, którymi obdarowywany był twój kark. Pamiętałaś dokładnie, co się wydarzyło, ale teraz zaczęłaś myśleć o konsekwencjach. Wstałaś, ubrałaś bieliznę i stanęłaś przed oknem. Od razu poczułaś oddech Zayn'a na karku. Nie reagowałaś, więc usiadł na parapecie przed tobą i przyciągnął do siebie, żeby zwrócić twoją uwagę.
-Co cię martwi, piękna?
-Musisz stąd iść, Zayn.-spojrzałaś mu w oczy, a on cię pocałował
-O tym myślisz. A co z nocą?-zażartował, ale tobie nie było do śmiechu
-Idź już. Właśnie przez tę noc mogę stracić pracę, ale nie żałuję.
-Rozumiem.
Wstał i ubraliście się, anirazu na siebie nie patrząc i nieodzywając się. Dopiero przy drzwiach objął twoją twarz i czule pocałował w usta.
-Zadzwoń, kiedy to będzie legalne. Jak coś, to wiesz gdzie mnie szukać.
Wyszedł, a ty kilka minut po nim udałaś się do pracy. Weszłaś do swojego biura, w którym nie było żadnych twoich rzeczy na wierzchu, tylko w pudle na biurku. Bez zastanowienie pobiegłaś do biura szefowej.
-, miło że zapukałaś.
-Co to ma znaczyć?!
-Też chciałabym wiedzieć.
Rzuciła ci jakąś kopertę. Sprawdziłaś jej zawartość. To były zdjęcia twoje i Malik'a z imprezy, ze spaceru, gdy staliście rano przy oknie i jak wychodzi z twojego domu, a ty zaraz po nim. Otworzyłaś usta, żeby coś powiedzieć, ale nie mogłaś się wysłowić.
-Myślałaś, że będziecie mogli się ukrywać. On jest sławny, śledzą każdy jego krok. Myślałam że jesteś inna, a jednak. Jesteś dobra, ale zasady to zasady.
Wyszłaś z biura, trzaskając drzwiami. Zabrałaś swoje rzeczy i pojechałaś do chłopaków, żeby pogadać z mulatem. Drzwi otworzył ci Niall, który od razu go zawołał i poszliście do jego sypilani, gdzie uroniłaś kilka łez.
-Ktoś nas śledził i zrobił nam zdjęcia. Wyleciałam.
-Tak mi przykro. Ale damy sobie radę.
-Nie my, Zayn. Tylko ja. Dobrze wiedziałam jak to może się skończyć, ale i tak przespałam się z tobą. Po rpostu chciałam, żebyś wiedział że tam mnie nie znajdziesz. Poza tym masz trasę i wiele nie zdziałasz.
Pocałowałaś go na pożegnanie i wyszłaś.
Następnego dnia zadzwoniono do ciebie z propozycją pracy w amerykańskim 'Teen Vogue'.
-Proponujemy podwójną pensję, jako fotograf i premię przy każdej pomocy innym. Jak się spiszesz, to przerzcuimy cię wyżej. I u nas nie ma zasady, że nie można spotykać się ze współpracownikami.
-Skąd pani o tym wie?
-Zayn Malik nam ciebie polecił, wysłał zdjęcia i wytłumaczył zaistniałą sytuację. I mów do mnie Lexi.
-Dobrze. Do zobaczenia w poniedziałek w pracy, Lexi.
Spakowałaś się i poleciałaś do Nowego Jorku. Tam znalazłaś mieszkanie i szybko zorientowałaś się w terenie. Chciałaś skontaktować się z Zayn'em, ale on tylko napisał 'Nie ma za co. Kiedyś się odwdzięczysz.'
*pół roku później*
W pracy szło ci świetnie. Oprócz fotografowania, byłaś stylistką i pomagałaś przy projektach. Ułożyłaś sobie życie od nowa.
Dostałaś zlecenie, żeby zrobić sesje idolom nastolatek dla 'Teen Vogue', choć juz dawno cię przenieśli. Rozkładałaś sprzęt, gdy usłyszałaś dobrze znane ci krzyki. Myślałaś że masz de ja vu. Drzwi się otworzyły, a wtedy ktoś objął cię od tyłu i zaczął kręcić dookoła. Gdy juz stałaś na ziemi, odwróciłaś się i wpiłaś się w wargi Zayn'a z tęsknotą.
-Nie w pracy,.-zaśmiała się Lexi-Róbmy tą sesje i możecie iść.
Odsunęłaś się od niego, lekko speszona tą całą sytuacją.
-Tęskniłem.-szepnął ci do ucha chłopak
Podoba się?
Byłaś fotografem w brytyjskiej gazecie dla nastolatków. Pewnego dnia dostałaś zlecenie na zrobienie sesji One Direction. Myślałaś że będzie jak zwykle-pare zdjęć, obróbka i gotowe. Myliłaś się i to jak bardzo. Do sali wparowała pięciu chłopaków, zachowując się jak małpy, a mioanowicie zaczęli się bić, tańczyć, całować, śpiewać i inne takie. Część ciebie chciała do nich dołączyć, bo miałaś jedynie dziewiętnaście lat.
Chłopak w bejsbolówce zauważył to i chciał cię wyciągnąć do nich. W ostatniej chwili się opanowałaś, a wtedy weszła twoja szefowa.
-To jest właśnie, któremu masz zrobić zdjęcia. Będe sprawdzała jak wam idzie. Pamiętaj o zasadach.
Powiedziała to i wyszła. Przedstawiłaś się chłopakom, a oni tobie i chciałaś mieć to z głowy. Niestety, nie słuchali cię i robili na co mieli ochotę. Miałaś już dość ich szczeniackiego zachowania. Zaczęłaś krzyczeć, jak dziewczyny w horrorach, żeby zwrócić ich uwagę.
-Przestańcie! Nie wiem jak wy, ale ja jestem w pracy, a wy mi nie pomagacie. Zróbmy te zdjęcia i możecie iść, co sprawi mi ogromną ulgę.
Uspokoili się i czekali na twoje rozkazy. Od chwili twojego wybuchu, Zayn patrzył na ciebie z podziwem i szacunkiem. Ustawiłaś zespół, zrobiłaś parę zdjęć i poszłaś do biura bez pożegnania. Sprawnie obrobiłaś zdjęcia i zaniosłaś szefowej.
-Dobra robota,
-Czemu?
-Stwierdzili, że z tobą dobrze się wpółpracuje. Znając życie, sesja potrwa kilka dni, więc nie pojawiaj się tutaj do końca tygodnia. I pamiętaj....
-Nie spoufalaj się z nimi i godnie nas reprezentuj. Pamiętam.
Przez następne dni jeździłaś z zespołem po całym Londynie, robiąc im zdjęcia. Nawet ich polubiłaś, ale starałaś się tego nie okazywać, bo byłaś profesjonalistką. Każdego dnia Zayn zapraszał cię na randkę, ale ty odmawiałaś, ze względu na pracę. Chciałaś się z nim spotkać, ale znałaś zasady i to byłby koniec twojej kariery.
Miesiąc później dostałaś zaproszenie na imprezę, z okazji zakończenia albumu. Zgodziłaś się. Na ten wieczór ubrałaś błękitną sukienkę, przedłużaną z tyłu i czarne szpilki. Bawiłaś się jak nigdy w towarzystwie One Direction. Czułaś się jak normalna nastolatka, a nie dziewętnastoletnia dziewczyna, która pracuje jako fotograf.
Po imprezie Zayn zaproponował, że cię odprowadzi do domu, bo trochę wypiłaś, ale daleko nie miałaś. Zaprosiłaś go do środka. Gdy zostawiłaś go na chwilę, on znalazł albumy ze zdjęciami, ale całkiem innymi niż te w piśmie. Te były magiczne i miały coś w sobie. Chciałaś mu je zabrać, ale nie miałaś szans ich odebrać.
-Masz talent. Dlaczego marnujesz się w pisemku dla nastolatek?
-A kto zatrudni dziewiętnastolatkę? Kiedyś będe na szczycie. To mój cel.
Gdy to mówiłaś, mulat pprzyglądał się twoim ustom, zresztą ty jego też. W tym momencie twoje potrzeby i uczucia wzięły górę. Usiadłaś mu na kolanach i zatraciliście się w pocałunku, podczas którego zaniósł cię do sypialni. Dobrze wiedziałaś z czym wiąże się twoje zachowanie, ale wtedy liczył się tylko on i ta chwila.
Rano obudziły cię delikatne pocałunki, którymi obdarowywany był twój kark. Pamiętałaś dokładnie, co się wydarzyło, ale teraz zaczęłaś myśleć o konsekwencjach. Wstałaś, ubrałaś bieliznę i stanęłaś przed oknem. Od razu poczułaś oddech Zayn'a na karku. Nie reagowałaś, więc usiadł na parapecie przed tobą i przyciągnął do siebie, żeby zwrócić twoją uwagę.
-Co cię martwi, piękna?
-Musisz stąd iść, Zayn.-spojrzałaś mu w oczy, a on cię pocałował
-O tym myślisz. A co z nocą?-zażartował, ale tobie nie było do śmiechu
-Idź już. Właśnie przez tę noc mogę stracić pracę, ale nie żałuję.
-Rozumiem.
Wstał i ubraliście się, anirazu na siebie nie patrząc i nieodzywając się. Dopiero przy drzwiach objął twoją twarz i czule pocałował w usta.
-Zadzwoń, kiedy to będzie legalne. Jak coś, to wiesz gdzie mnie szukać.
Wyszedł, a ty kilka minut po nim udałaś się do pracy. Weszłaś do swojego biura, w którym nie było żadnych twoich rzeczy na wierzchu, tylko w pudle na biurku. Bez zastanowienie pobiegłaś do biura szefowej.
-
-Co to ma znaczyć?!
-Też chciałabym wiedzieć.
Rzuciła ci jakąś kopertę. Sprawdziłaś jej zawartość. To były zdjęcia twoje i Malik'a z imprezy, ze spaceru, gdy staliście rano przy oknie i jak wychodzi z twojego domu, a ty zaraz po nim. Otworzyłaś usta, żeby coś powiedzieć, ale nie mogłaś się wysłowić.
-Myślałaś, że będziecie mogli się ukrywać. On jest sławny, śledzą każdy jego krok. Myślałam że jesteś inna, a jednak. Jesteś dobra, ale zasady to zasady.
Wyszłaś z biura, trzaskając drzwiami. Zabrałaś swoje rzeczy i pojechałaś do chłopaków, żeby pogadać z mulatem. Drzwi otworzył ci Niall, który od razu go zawołał i poszliście do jego sypilani, gdzie uroniłaś kilka łez.
-Ktoś nas śledził i zrobił nam zdjęcia. Wyleciałam.
-Tak mi przykro. Ale damy sobie radę.
-Nie my, Zayn. Tylko ja. Dobrze wiedziałam jak to może się skończyć, ale i tak przespałam się z tobą. Po rpostu chciałam, żebyś wiedział że tam mnie nie znajdziesz. Poza tym masz trasę i wiele nie zdziałasz.
Pocałowałaś go na pożegnanie i wyszłaś.
Następnego dnia zadzwoniono do ciebie z propozycją pracy w amerykańskim 'Teen Vogue'.
-Proponujemy podwójną pensję, jako fotograf i premię przy każdej pomocy innym. Jak się spiszesz, to przerzcuimy cię wyżej. I u nas nie ma zasady, że nie można spotykać się ze współpracownikami.
-Skąd pani o tym wie?
-Zayn Malik nam ciebie polecił, wysłał zdjęcia i wytłumaczył zaistniałą sytuację. I mów do mnie Lexi.
-Dobrze. Do zobaczenia w poniedziałek w pracy, Lexi.
Spakowałaś się i poleciałaś do Nowego Jorku. Tam znalazłaś mieszkanie i szybko zorientowałaś się w terenie. Chciałaś skontaktować się z Zayn'em, ale on tylko napisał 'Nie ma za co. Kiedyś się odwdzięczysz.'
*pół roku później*
W pracy szło ci świetnie. Oprócz fotografowania, byłaś stylistką i pomagałaś przy projektach. Ułożyłaś sobie życie od nowa.
Dostałaś zlecenie, żeby zrobić sesje idolom nastolatek dla 'Teen Vogue', choć juz dawno cię przenieśli. Rozkładałaś sprzęt, gdy usłyszałaś dobrze znane ci krzyki. Myślałaś że masz de ja vu. Drzwi się otworzyły, a wtedy ktoś objął cię od tyłu i zaczął kręcić dookoła. Gdy juz stałaś na ziemi, odwróciłaś się i wpiłaś się w wargi Zayn'a z tęsknotą.
-Nie w pracy,
Odsunęłaś się od niego, lekko speszona tą całą sytuacją.
-Tęskniłem.-szepnął ci do ucha chłopak
Podoba się?
Nowy blog
Zapraszam was na mojego nowego bloga. Tym razem o Harry'm.
http://icantlivewithout.blogspot.com/
Chcę poznać waszą opinie. I proszę o komentarze także na tym blogu, bo chcę żebyście się udzielały.
http://icantlivewithout.blogspot.com/
Chcę poznać waszą opinie. I proszę o komentarze także na tym blogu, bo chcę żebyście się udzielały.
czwartek, 23 sierpnia 2012
Liam Part 2
Jeszcze tylko osiem godzin. Niby nic, w porównaniu z tymi pięcioma latami, które tutaj spędziłaś. Tyle że za te osiem godzin masz opuścić miejsce, które zastępowało ci dom, jakby...
Czwarta rano, a ty siedzisz na piętrowym łóżku, próbując wypatrzeć coś zza krat. Pomijając fakt, że jest ciemno, dostrzegasz jedynie zarys muru i drutu kolczastego, którym jest zakończony. To właśnie na tym kończył się twój świat, wtoje życie, a niedługo stanie się przeszłością. Tylko do czego wracasz? To pytanie męczyło cie od dłuższego czasu, a gdy się nad tym zastanawiałaś, twoja dłoń wędrowała pod lewą pierś, zupełnie jakby to miejsce paliło. Nie musiałaś widzieć tego, żeby rozróżnić poszczególne litery tatuażu, które tworzyły imię, które tyle dla ciebie znaczyło - Liam.
Właśnie, Liam..... Nie pomyliłam się, pisząc w czasie przeszłym. Na początku widywałaś się z nim bardzo często, przy każdej możliwej okazji. Z czasem zaczął przychodzić raz na jakiś czas, a dwa i pół roku temu był u ciebie ostatni raz.
Gdy się zorientowałaś, że widziałaś go ostatni raz, zrobiłaś sobie tatuaż w kształcie małej dziury po kuli, dokładnie w miejscu serca.
Nadal nie wiesz, czemu cię zostawił. Nie chciał mieć nic wspólnego ze skazaną? Choć poświęciłaś się dla niego? Znudziłaś mu się? Znalazł sobie lepszą, ładniejszą? Odstraszyłaś go swoim stanem? Przecież schudłaś w więzieniu i to sporo, byłaś bledsza, straciłaś ten blask w oku, miałaś tatuaże, znowu przebijałaś różne części ciała - język, wargę, brew, uszy.
Ale obiecałaś mu, że nie będizesz się pakowała w kłopoty, że będziesz się starać o wcześniejsze zwolnienie, za dobre sprawowanie. Tak też było, ale kiedy cię zostawił, to po co?
Wybiła dwunasta. W końcu ujrzałaś świat poza murami więzienia. Inaczej to sobie wyobrażałaś. Łudziłaś się w podświadomości, że jednak Liam będzie na ciebie czekał, ale nie. Pewnym siebie krokiem ruszyłaś do domu. Ludzie mierzyli cię wzrokiem, szczególnie bogaci i wytapetowane dziewczyny. Twój wzrok, kierowany do nich, był pełen pogardy.
W mieszkaniu panował porządek, żadnego kurzu, choć nie było ciebie tam przez pięc lat, ale nia zastanawiałaś się nad tym. Włączyłaś swoją ulubioną płytę Limp Bizkit i zniknęłaś w łazience. Spędziłaś tam parę godzin, wsłuchana dokładnie w każdy moment muzyki, która była zbyt agresywna dla twojego BYŁEGO chłopaka, więc wtedy słuchałaś tego rzadziej i ciszej. Teraz nikt cię nie kontrolował.
Na dworze zapanowała już ciemność, gdy skończyłaś doprowadzać się do porządku. Naciągnęłaś na siebie dżinsy z obniżonym krokiem i bokserke. Wychodząc z łazienki, spodziewałaś się ciemności, ale tak nie było. Dodatkowo źródłem światła były neoświetliki (jak w Step Up 3). Podążyłaś za nimi an zewnątrz, po dordze zakładając adidasy i kurtkę. Światło doprowadziło cię nad Tamizę. W ten sposób trafiłaś na London Eye. Bez problemu dostałaś się do odpowiedniej kapsuły, gdzie światła zapaliły się dopiero, gdy kapsuła się zamknęła się. Wtedy zobaczyłaś Liam'a. Chciałaś to zronić od dawna. Podeszłaś do niego i wymierzyłaś mu najmocniejszy policzek, na jaki było cię stać. Brunet przyjął go, nadstawił drugi i czekał na cios. Nie zamachnęłaś się po raz drugi.
-Na co czekasz?-uśmiechnął się drwiąco- Przecież zasłużyłem, a ty chcesz to zrobić.
-Żal mi ciebie. Dlaczego?
Nie musiałaś kończyć, bo dobrze wiedział o co ci chodzi.
-Wiem, co myślisz. Wykorzystałem cię i znalazłem inną. Wstydziłem się ciebie, bo psułaś moją reputację. Ale to nie tak.
-A jak? Menedżer ci zabronił? Zespół był ważniejszy?
-Nie. Chciałem nam oszczędzić bólu tych rozstań.
-Nam? Nie żartuj ze mnie. Chyba sobie. Byłam w tym piekle tylko dla ciebie. A ty co? Zostawiłeś mnie, bo nie chciałeś cierpieć. A to ja powinnam narzekać, przecież to ja spędziłam pięć lat w wiezieniu. Robiłam sobie tatuaże i kolczyki, bo to przyzwyczajało do bólu i miałam spokój.
-Masz rację, tamto wyjaśnienie sobie wmawiałem. Chcę cię prosić o drugą szansę i nie wyjdziemy stąd, aż jej nie dotanę.
Teraz zauważyłaś że zatrzymaliście się na samej górze. Nie żartował.
-Myślisz, że mogę ci znów zaufać?
-Kochasz ryzyko, więc próbuj.
-Już zaryzykowałam i zobacz, co mi po tym zostało.
Pokazałaś mu tatuaż z imieniem i raną.
-Rozumiem.-zadzwonił gdzieś-Ściągajcie mnie na dół.
Na dole, brunet wyszedł jako pierwszy i chciał zniknąć jak najszybciej. Ty stałaś i wpatrywałaś się w jego sylwetkę, aż zniknęła. Dopiero wtedy wróciłaś do mieszkania. Rzuciłaś się na łóżko i starałaś się zapomnieć. Nie mogłaś, nie byłaś w stanie. Przemyślałaś wszystko jeszcze raz.
Założyłaś buty i ruszyłaś do domu chłopaków. Wiedziałaś, że spottkasz tam tylko Liam'a, bo reszta siedziała albo w klubie albo u swoich sympatii. Zapukałaś do drzwi, a właściwie to waliłaś w nie pięściami, aż w końcu chłopak ci otworzył. Był wyraźnie zaskoczony twoją wizytą, o takiej porze. W końcu była czwarta rano.
-Oferta nadal aktualna?
-Zawsze.
Wpuścił cię do środka i skierowałaś się do jego sypialni. Tam już miałaś pewność, że podjęłaś właściwą decyzję. To, co widziałaś wzruszyło cię i zalało falą ciepła. Całą ścianę przy łóżku pokrywały zdjęcie, twoje z Liam'em. Podeszłaś bliżej. Zauważyłaś parę zdjęć z więzienia, co udowodniło że nigdy cię nie zostawił. Brunet był speszony całym tym zjeściem i obawiał się twojej reakcji. Rzuciłaś mu się w ramiona.
-Byłeś obok, zawsze. Jak anioł stróż.
-Bardziej jak bezgranicznie zakochany idiota.
-Teraz już wiem.
-Co?
-Że cię kocham.
Pocałował cię, delikatnie, z czułością, której tak bardzo ci brakowało przez te lata. Jemu zresztą też. Pragnęłaś czegoś więcej, ale odsunął cię lekko, jak na złość. Zaczął gładzić twój policzek kciukiem.
-Może chociaż resztę nocy byś przespała? Założę się, że jesteś na nogach conajmniej dobę. Przebierz się i chodź spać.
Niechętnie poczłapałaś do garderoby, bo czułaś się w pełni sił. Tam spotkały cię kolejne niespodzianki. Pół garderoby zapełniały twoje ubrania i jeszcze jakieś nowe, w twoim rozmiarze. Szybko się przebrałaś i wskoczyłaś do łóżka, obok chłopaka, którego pocałowałaś w polik.
-Ile jeszcze niespodzianek na mnie czeka?
-Jutro będzie ostatnia, jeśli pójdziesz już spać.
-Dobranoc.
Zamknęłaś oczy i w tej samej chwili odpłynęłaś.
Następnego dnia naprawdę była ta niespodzianka - zaręczyliście się, żeby już nic wam nigdy nie stanęło na przeszkodzie.
Jest wyczekiwana druga część!!! Chyba końcówkę zepsułam. Czekam na dziesięć komentarzy i tak będzie do końca, bo dałyście sobie radę i teraz też dacie.
+ mam nowy pomysł na bloga. Trochę inny niż ten i tym razem o Harry'm. Będziecie czytać? Czy może znowu o Zayn'ie pisać?
+ jeśli mam go zacząć, to może pomożecie mi i podrzucicie pomysły na imię głównej bohaterki? Tylko nie polskie, najlepiej jakieś egzotyczne;*
Czwarta rano, a ty siedzisz na piętrowym łóżku, próbując wypatrzeć coś zza krat. Pomijając fakt, że jest ciemno, dostrzegasz jedynie zarys muru i drutu kolczastego, którym jest zakończony. To właśnie na tym kończył się twój świat, wtoje życie, a niedługo stanie się przeszłością. Tylko do czego wracasz? To pytanie męczyło cie od dłuższego czasu, a gdy się nad tym zastanawiałaś, twoja dłoń wędrowała pod lewą pierś, zupełnie jakby to miejsce paliło. Nie musiałaś widzieć tego, żeby rozróżnić poszczególne litery tatuażu, które tworzyły imię, które tyle dla ciebie znaczyło - Liam.
Właśnie, Liam..... Nie pomyliłam się, pisząc w czasie przeszłym. Na początku widywałaś się z nim bardzo często, przy każdej możliwej okazji. Z czasem zaczął przychodzić raz na jakiś czas, a dwa i pół roku temu był u ciebie ostatni raz.
Gdy się zorientowałaś, że widziałaś go ostatni raz, zrobiłaś sobie tatuaż w kształcie małej dziury po kuli, dokładnie w miejscu serca.
Nadal nie wiesz, czemu cię zostawił. Nie chciał mieć nic wspólnego ze skazaną? Choć poświęciłaś się dla niego? Znudziłaś mu się? Znalazł sobie lepszą, ładniejszą? Odstraszyłaś go swoim stanem? Przecież schudłaś w więzieniu i to sporo, byłaś bledsza, straciłaś ten blask w oku, miałaś tatuaże, znowu przebijałaś różne części ciała - język, wargę, brew, uszy.
Ale obiecałaś mu, że nie będizesz się pakowała w kłopoty, że będziesz się starać o wcześniejsze zwolnienie, za dobre sprawowanie. Tak też było, ale kiedy cię zostawił, to po co?
Wybiła dwunasta. W końcu ujrzałaś świat poza murami więzienia. Inaczej to sobie wyobrażałaś. Łudziłaś się w podświadomości, że jednak Liam będzie na ciebie czekał, ale nie. Pewnym siebie krokiem ruszyłaś do domu. Ludzie mierzyli cię wzrokiem, szczególnie bogaci i wytapetowane dziewczyny. Twój wzrok, kierowany do nich, był pełen pogardy.
W mieszkaniu panował porządek, żadnego kurzu, choć nie było ciebie tam przez pięc lat, ale nia zastanawiałaś się nad tym. Włączyłaś swoją ulubioną płytę Limp Bizkit i zniknęłaś w łazience. Spędziłaś tam parę godzin, wsłuchana dokładnie w każdy moment muzyki, która była zbyt agresywna dla twojego BYŁEGO chłopaka, więc wtedy słuchałaś tego rzadziej i ciszej. Teraz nikt cię nie kontrolował.
Na dworze zapanowała już ciemność, gdy skończyłaś doprowadzać się do porządku. Naciągnęłaś na siebie dżinsy z obniżonym krokiem i bokserke. Wychodząc z łazienki, spodziewałaś się ciemności, ale tak nie było. Dodatkowo źródłem światła były neoświetliki (jak w Step Up 3). Podążyłaś za nimi an zewnątrz, po dordze zakładając adidasy i kurtkę. Światło doprowadziło cię nad Tamizę. W ten sposób trafiłaś na London Eye. Bez problemu dostałaś się do odpowiedniej kapsuły, gdzie światła zapaliły się dopiero, gdy kapsuła się zamknęła się. Wtedy zobaczyłaś Liam'a. Chciałaś to zronić od dawna. Podeszłaś do niego i wymierzyłaś mu najmocniejszy policzek, na jaki było cię stać. Brunet przyjął go, nadstawił drugi i czekał na cios. Nie zamachnęłaś się po raz drugi.
-Na co czekasz?-uśmiechnął się drwiąco- Przecież zasłużyłem, a ty chcesz to zrobić.
-Żal mi ciebie. Dlaczego?
Nie musiałaś kończyć, bo dobrze wiedział o co ci chodzi.
-Wiem, co myślisz. Wykorzystałem cię i znalazłem inną. Wstydziłem się ciebie, bo psułaś moją reputację. Ale to nie tak.
-A jak? Menedżer ci zabronił? Zespół był ważniejszy?
-Nie. Chciałem nam oszczędzić bólu tych rozstań.
-Nam? Nie żartuj ze mnie. Chyba sobie. Byłam w tym piekle tylko dla ciebie. A ty co? Zostawiłeś mnie, bo nie chciałeś cierpieć. A to ja powinnam narzekać, przecież to ja spędziłam pięć lat w wiezieniu. Robiłam sobie tatuaże i kolczyki, bo to przyzwyczajało do bólu i miałam spokój.
-Masz rację, tamto wyjaśnienie sobie wmawiałem. Chcę cię prosić o drugą szansę i nie wyjdziemy stąd, aż jej nie dotanę.
Teraz zauważyłaś że zatrzymaliście się na samej górze. Nie żartował.
-Myślisz, że mogę ci znów zaufać?
-Kochasz ryzyko, więc próbuj.
-Już zaryzykowałam i zobacz, co mi po tym zostało.
Pokazałaś mu tatuaż z imieniem i raną.
-Rozumiem.-zadzwonił gdzieś-Ściągajcie mnie na dół.
Na dole, brunet wyszedł jako pierwszy i chciał zniknąć jak najszybciej. Ty stałaś i wpatrywałaś się w jego sylwetkę, aż zniknęła. Dopiero wtedy wróciłaś do mieszkania. Rzuciłaś się na łóżko i starałaś się zapomnieć. Nie mogłaś, nie byłaś w stanie. Przemyślałaś wszystko jeszcze raz.
Założyłaś buty i ruszyłaś do domu chłopaków. Wiedziałaś, że spottkasz tam tylko Liam'a, bo reszta siedziała albo w klubie albo u swoich sympatii. Zapukałaś do drzwi, a właściwie to waliłaś w nie pięściami, aż w końcu chłopak ci otworzył. Był wyraźnie zaskoczony twoją wizytą, o takiej porze. W końcu była czwarta rano.
-Oferta nadal aktualna?
-Zawsze.
Wpuścił cię do środka i skierowałaś się do jego sypialni. Tam już miałaś pewność, że podjęłaś właściwą decyzję. To, co widziałaś wzruszyło cię i zalało falą ciepła. Całą ścianę przy łóżku pokrywały zdjęcie, twoje z Liam'em. Podeszłaś bliżej. Zauważyłaś parę zdjęć z więzienia, co udowodniło że nigdy cię nie zostawił. Brunet był speszony całym tym zjeściem i obawiał się twojej reakcji. Rzuciłaś mu się w ramiona.
-Byłeś obok, zawsze. Jak anioł stróż.
-Bardziej jak bezgranicznie zakochany idiota.
-Teraz już wiem.
-Co?
-Że cię kocham.
Pocałował cię, delikatnie, z czułością, której tak bardzo ci brakowało przez te lata. Jemu zresztą też. Pragnęłaś czegoś więcej, ale odsunął cię lekko, jak na złość. Zaczął gładzić twój policzek kciukiem.
-Może chociaż resztę nocy byś przespała? Założę się, że jesteś na nogach conajmniej dobę. Przebierz się i chodź spać.
Niechętnie poczłapałaś do garderoby, bo czułaś się w pełni sił. Tam spotkały cię kolejne niespodzianki. Pół garderoby zapełniały twoje ubrania i jeszcze jakieś nowe, w twoim rozmiarze. Szybko się przebrałaś i wskoczyłaś do łóżka, obok chłopaka, którego pocałowałaś w polik.
-Ile jeszcze niespodzianek na mnie czeka?
-Jutro będzie ostatnia, jeśli pójdziesz już spać.
-Dobranoc.
Zamknęłaś oczy i w tej samej chwili odpłynęłaś.
Następnego dnia naprawdę była ta niespodzianka - zaręczyliście się, żeby już nic wam nigdy nie stanęło na przeszkodzie.
Jest wyczekiwana druga część!!! Chyba końcówkę zepsułam. Czekam na dziesięć komentarzy i tak będzie do końca, bo dałyście sobie radę i teraz też dacie.
+ mam nowy pomysł na bloga. Trochę inny niż ten i tym razem o Harry'm. Będziecie czytać? Czy może znowu o Zayn'ie pisać?
+ jeśli mam go zacząć, to może pomożecie mi i podrzucicie pomysły na imię głównej bohaterki? Tylko nie polskie, najlepiej jakieś egzotyczne;*
piątek, 17 sierpnia 2012
27
Do Zayn'a podeszła jakaś blondynka. Perrie Edwards, o ile dobrze pamiętam. Na pewno ona. Dosłownie rzuciła się an niego, starając się pocałować, ale odepchnął ją od siebie z taką siłą że wylądowała na piasku. Nie zwróciła na to uwagi i zaraz się podniosła, jak gdyby nic się nie stało.
-Co ty wyprawiasz!?-Malik był wściekły-Już raz zniszczyłaś mi życie! Nie pozwolę co zrobić tego znowu, szczególnie że w końcu ją odnalazłem!
-Nie denerwuj się tak.-blondi była nadzwyczaj spokojna-Co to za materiał na dziewczynę, skoro nie wierzy własnemu chłopakowi? Jedno zdjęcie i jej świat runął. Teraz też tak może być.
Zaczęła się do niego zblizać. Musiałam to przerwać, ale nie mogłam się na nią rzucić, bo by mnie pozwała do sądu. Miałam lepszy plan... Stanęłam tak, żeby tylko mulat mnie widział i wskazałam na wodę. Zrozumiał o co mi chodzi i mrugnął. Rozebrałam się do bielizny i po cichu wbiegłam do wody. Schowałam się tak, żeby wszystko ich widzieć, ale żeby oni nie widzieli mnie.
-Masz rację.-usłyszałam-Po co mi ona, skoro mogę mieć każdą, w tym ciebie?
Podszedł do niej, zaczął całować i wziął na ręce. Poczułam ukłucie zazdrości, choć wiedziałam że to tylko gra, a on cały czas zerkał do wody, szukając mnie wzrokiem. Zaniósł ją do wody, po drodze rzucając buty, telefon i koszule. Gdy wszedł do wody tak, że sięgała im do ramion, postawił ją w końcu i odsunął od siebie.
-Czyli Zerrie istnieje znowu.-za te słowa mogłabym zabić.
W tym momencie wkroczyłam ja. Zanurkowałam i podpłynęłam do nich. Bez problemu rozpoznałam gdzie kto stoi, bo wypadała pełnia. Uszczypnęłam Perrie i spojrzałam do góry. Pewnie pomyślała że to Zayn, więc zrobiłam to jescze raz i otarłam się o jej nogi. Dzięki temu zaczęła panikować. Żeby ją jeszcze trochę postraszyć, wciągnęłam chłopaka pod wodę i kawałek odpłynęliśmy. Gdy się wynurzyliśmy, to on był bardziej zsapany, choć to ja spędziłam parę minut pod powierzchnią.
-Dobra robota.-szepnął-Postaraj się, bo chłopacy to kręcą.
Wsakazał na miejsce, gdzie stała reszta zespołu, Eleanor i Adam, z czego wszyscy faceci z telefonami w rękach.
Wzięłam głeboki oddech i wróciłam do zabawy. Edwards zaczęła wołać Zayn'a i machać nogami, przez co prawie oberwałam. Gdy uciekała z wody z krzykiem, ściągnęłam jej buta i zakopałam, jako nauczkę. Wybiegła z wody, a ja wtedy się wynurzyłam i zaczęłam ją parodiować.
-Zayn! Kochanie! Ratuj!
Jak go wołałam, tak się pojawił tuż obok mnie. Rzuciłam mu się w ramiona, jak w filmach.
-Mój wybawca!
Nawet z tamtąd słyszałam śmiech przyjaciół. Blondi patrzyła na nas nafukana. Pokazałam jej środkowy palec, akurat ten na którym miałam wytatuowany napis 'Fuck You'. Dziwny zbieg okoliczności, co nie?
-Przepraszam, przeszkodziłam?-zaszydziłam z niej
Odwróciła się i z dumnie podniesioną głową, starała się odejśc z godnością. Nie wyszło jej to, ze względu na przemoczony strój i brak jednego buta.
-Powiedziałaś do mnie kochanie?-wyrwał mnie z zachwytu Zayn
-Musiało być wiarygodnie, a wcześniej też nie pozwoliłeś mi dokończyć. Chyba że wolisz przemoczony tleniony blond, to się odsunę.
Chciałam odpłynąć, ale mi nie pozwolił. Gdy na niego spojrzałam, pocałował mnie gwałtownie, natarczywie i namiętnie. Przywarłam do niego całym ciałem, jakby to miał być nasz ostanie pocałunek. Brakowało mi tego uczucia.
-Tęskniłam za tym.-wysapałam
-Nie uderzyłaś mnie w twarz, ani nic, więc....
-Jesteśmy parą.
Mój chłopak (jak to fajnie brzmi) wyciągnął coś z kieszeni. To był mój dawny naszyjnik, którym w niego rzuciłam dawno temu. Założył mi go zpowrotem na szyję, czyli tam gdzie jego miejsce.
Wyszliśmi z wody, szczęśliwi i przytuleni do siebie. Dopiero teraz sobie przypomniałam, że jestem w samej bieliźnie, więc wzięłam jego koszulę i się zakryłam. Zabralismy swoje rzeczy i ruszyliśmy do willi.
Obstawiam, że będziecie mnie hejtować, za pojechanie po Perrie. Sama twierdzę, że przesadziłam. Chciałam napisać o kimś innym, ale ona była wcześniej i nie mogłam nagle zmieniać. Dla waszej informacji-to że za nią nie przepadam, nie oznacza, że napisałam to z nienawiści. Gdyby tak było, wyszłabym na sukę, więc.... Mam nadzieję, że mi wybaczycie ten rozdział i obiecuję że już nigdy tak po nikim nie pojadę.
Zostało mi do napisania ok. dziesięć rozdziałów, więc podbijam komentarze do dzięsięciu. Wtedy zaczynam bloga z imaginami, a tutaj dodam jeszcze drugą część o Liam'ie, bo mam pomysł. Nadal chcecie?
-Co ty wyprawiasz!?-Malik był wściekły-Już raz zniszczyłaś mi życie! Nie pozwolę co zrobić tego znowu, szczególnie że w końcu ją odnalazłem!
-Nie denerwuj się tak.-blondi była nadzwyczaj spokojna-Co to za materiał na dziewczynę, skoro nie wierzy własnemu chłopakowi? Jedno zdjęcie i jej świat runął. Teraz też tak może być.
Zaczęła się do niego zblizać. Musiałam to przerwać, ale nie mogłam się na nią rzucić, bo by mnie pozwała do sądu. Miałam lepszy plan... Stanęłam tak, żeby tylko mulat mnie widział i wskazałam na wodę. Zrozumiał o co mi chodzi i mrugnął. Rozebrałam się do bielizny i po cichu wbiegłam do wody. Schowałam się tak, żeby wszystko ich widzieć, ale żeby oni nie widzieli mnie.
-Masz rację.-usłyszałam-Po co mi ona, skoro mogę mieć każdą, w tym ciebie?
Podszedł do niej, zaczął całować i wziął na ręce. Poczułam ukłucie zazdrości, choć wiedziałam że to tylko gra, a on cały czas zerkał do wody, szukając mnie wzrokiem. Zaniósł ją do wody, po drodze rzucając buty, telefon i koszule. Gdy wszedł do wody tak, że sięgała im do ramion, postawił ją w końcu i odsunął od siebie.
-Czyli Zerrie istnieje znowu.-za te słowa mogłabym zabić.
W tym momencie wkroczyłam ja. Zanurkowałam i podpłynęłam do nich. Bez problemu rozpoznałam gdzie kto stoi, bo wypadała pełnia. Uszczypnęłam Perrie i spojrzałam do góry. Pewnie pomyślała że to Zayn, więc zrobiłam to jescze raz i otarłam się o jej nogi. Dzięki temu zaczęła panikować. Żeby ją jeszcze trochę postraszyć, wciągnęłam chłopaka pod wodę i kawałek odpłynęliśmy. Gdy się wynurzyliśmy, to on był bardziej zsapany, choć to ja spędziłam parę minut pod powierzchnią.
-Dobra robota.-szepnął-Postaraj się, bo chłopacy to kręcą.
Wsakazał na miejsce, gdzie stała reszta zespołu, Eleanor i Adam, z czego wszyscy faceci z telefonami w rękach.
Wzięłam głeboki oddech i wróciłam do zabawy. Edwards zaczęła wołać Zayn'a i machać nogami, przez co prawie oberwałam. Gdy uciekała z wody z krzykiem, ściągnęłam jej buta i zakopałam, jako nauczkę. Wybiegła z wody, a ja wtedy się wynurzyłam i zaczęłam ją parodiować.
-Zayn! Kochanie! Ratuj!
Jak go wołałam, tak się pojawił tuż obok mnie. Rzuciłam mu się w ramiona, jak w filmach.
-Mój wybawca!
Nawet z tamtąd słyszałam śmiech przyjaciół. Blondi patrzyła na nas nafukana. Pokazałam jej środkowy palec, akurat ten na którym miałam wytatuowany napis 'Fuck You'. Dziwny zbieg okoliczności, co nie?
-Przepraszam, przeszkodziłam?-zaszydziłam z niej
Odwróciła się i z dumnie podniesioną głową, starała się odejśc z godnością. Nie wyszło jej to, ze względu na przemoczony strój i brak jednego buta.
-Powiedziałaś do mnie kochanie?-wyrwał mnie z zachwytu Zayn
-Musiało być wiarygodnie, a wcześniej też nie pozwoliłeś mi dokończyć. Chyba że wolisz przemoczony tleniony blond, to się odsunę.
Chciałam odpłynąć, ale mi nie pozwolił. Gdy na niego spojrzałam, pocałował mnie gwałtownie, natarczywie i namiętnie. Przywarłam do niego całym ciałem, jakby to miał być nasz ostanie pocałunek. Brakowało mi tego uczucia.
-Tęskniłam za tym.-wysapałam
-Nie uderzyłaś mnie w twarz, ani nic, więc....
-Jesteśmy parą.
Mój chłopak (jak to fajnie brzmi) wyciągnął coś z kieszeni. To był mój dawny naszyjnik, którym w niego rzuciłam dawno temu. Założył mi go zpowrotem na szyję, czyli tam gdzie jego miejsce.
Wyszliśmi z wody, szczęśliwi i przytuleni do siebie. Dopiero teraz sobie przypomniałam, że jestem w samej bieliźnie, więc wzięłam jego koszulę i się zakryłam. Zabralismy swoje rzeczy i ruszyliśmy do willi.
Obstawiam, że będziecie mnie hejtować, za pojechanie po Perrie. Sama twierdzę, że przesadziłam. Chciałam napisać o kimś innym, ale ona była wcześniej i nie mogłam nagle zmieniać. Dla waszej informacji-to że za nią nie przepadam, nie oznacza, że napisałam to z nienawiści. Gdyby tak było, wyszłabym na sukę, więc.... Mam nadzieję, że mi wybaczycie ten rozdział i obiecuję że już nigdy tak po nikim nie pojadę.
Zostało mi do napisania ok. dziesięć rozdziałów, więc podbijam komentarze do dzięsięciu. Wtedy zaczynam bloga z imaginami, a tutaj dodam jeszcze drugą część o Liam'ie, bo mam pomysł. Nadal chcecie?
środa, 15 sierpnia 2012
26
Koncert trwał w najlepsze. Siedziałam Adamowi na ramionach, aby lepiej widzieć scene. Gdy puścili 'Mama Do The Hump' chłopak puścił moje nogi i zaczął tańczyć, przez co zaczęłam się chwiać.
-Adam, ja zaraz spadne!-próbowałam przekrzyczeć tłum, ale mi nie szło
I stało się. Poczułam że lecę w dół, a on nie zdążył zareagować. Na szczęście ktoś, kto stał za mną, asekurował mnie i złapał w porę.
-Bardzo miłe powitanie po tak długim rozstaniu.-postawił mnie na ziemi
-Liam!-krzyknęłam i mocno go przytuliłam
Dopiero gdy się oderwałam od niego ujarzałam całą resztę. Każdego po kolei wyściskałam i działało to też w drugą stronę.
-Skąd się tu wzieliście? Kto się wygadał o mojej kryjówce?
-To moja zasługa.-Adam się dumnie wypiął, a ja chciałam mu się roześmiać prosto w twarz. Darowałam to sobie.
-Czyli to uknuliście? Jacy przyjaciele...
-Gniewasz się?-Es się zasmuciła
-W życiu. Po prostu... Przeżyłam szok.
Resztę koncertu przegadaliśmy, a później przyszedł czas na imprezę. Poszliśmy na nią wszyscy, z wyjątkiem Es i Niall'a. Ona naprawdę nie może nigdzie iść sama, myślałam że przesadza.
Przez ponad pierwsze dwie godziny siedzieliśmy przy stoliku, pijąc i gadając-trochę jak za starych dobrych czasów, z tym że nie mogłam spojrzeć Zayn'owi w oczy na dłuższy czas.
Po kolei każdy znikał od stolika, aż w końcu zostałam tylko ja i Malik. I my zawsze uchodziliśmy za największych imprezowiczów. Żadne z nas się nie odzywało i poraz pierwszy mnie to denerwowało. W pewnym momencie wstał i wyciągnął do mnie ręke. Nie ruszyłam się ani o milimetr, tylko wpatrywałam się w moje prawie wypite mojito, więc złapał mnie za ręke i zaciągnął na parkiet. Akurat poleciało 'Bound To You'-chyba ktoś na górze świetnie się bawi. Bez zastanowienia mulat złapał mnie w pasie, a mi zostało jedynie objąć go za szyję i schowałam twarz w zagłębieniu jego szyi.
-Tęskniłam za tobą.-wyszeptałam, ale nie chciałam żeby to usłyszał
-Ja za tobą też. Cały czas cię szukałem.
-I znalazłeś.-uśmiechnęłam się i postanowiłam coś wyznać-Zayn, ja....
Nie dokończyłam, bo zadzwonił jego telefon. Spojrzał na wyświetlacz i przestał się uśmiechać. Rozejrzał się na boki.
-Przepraszam. Zaraz wracam.
I poszedł, zostawiając mnie samą na wśród ludzi zajętych sobą nawzajem.'O nie, nie pozwolę na takie coś'-pomyślałam i ruszyłam za nim. Dotarłam na plażę i ukryłam się za skałami, widząc że się zatrzymuje.
I co będzie dalej? Nadal 7 komentarzy, please. Wpadłam na pomysł, żeby po tym blogu założyć kolejnego, tym razem z imaginami. Będziecie czytać?
Co myślicie o nowym tatuażu Zayn'a? Dopiero dostałam się do kompa, a tu pierwsze co widzę to Zap. Przez chwilę miałam rozkminę czy jest prawdziwy i modliłam się, żeby nie. Jak dla mnie zaczyna przesadzać lekko.....
-Adam, ja zaraz spadne!-próbowałam przekrzyczeć tłum, ale mi nie szło
I stało się. Poczułam że lecę w dół, a on nie zdążył zareagować. Na szczęście ktoś, kto stał za mną, asekurował mnie i złapał w porę.
-Bardzo miłe powitanie po tak długim rozstaniu.-postawił mnie na ziemi
-Liam!-krzyknęłam i mocno go przytuliłam
Dopiero gdy się oderwałam od niego ujarzałam całą resztę. Każdego po kolei wyściskałam i działało to też w drugą stronę.
-Skąd się tu wzieliście? Kto się wygadał o mojej kryjówce?
-To moja zasługa.-Adam się dumnie wypiął, a ja chciałam mu się roześmiać prosto w twarz. Darowałam to sobie.
-Czyli to uknuliście? Jacy przyjaciele...
-Gniewasz się?-Es się zasmuciła
-W życiu. Po prostu... Przeżyłam szok.
Resztę koncertu przegadaliśmy, a później przyszedł czas na imprezę. Poszliśmy na nią wszyscy, z wyjątkiem Es i Niall'a. Ona naprawdę nie może nigdzie iść sama, myślałam że przesadza.
Przez ponad pierwsze dwie godziny siedzieliśmy przy stoliku, pijąc i gadając-trochę jak za starych dobrych czasów, z tym że nie mogłam spojrzeć Zayn'owi w oczy na dłuższy czas.
Po kolei każdy znikał od stolika, aż w końcu zostałam tylko ja i Malik. I my zawsze uchodziliśmy za największych imprezowiczów. Żadne z nas się nie odzywało i poraz pierwszy mnie to denerwowało. W pewnym momencie wstał i wyciągnął do mnie ręke. Nie ruszyłam się ani o milimetr, tylko wpatrywałam się w moje prawie wypite mojito, więc złapał mnie za ręke i zaciągnął na parkiet. Akurat poleciało 'Bound To You'-chyba ktoś na górze świetnie się bawi. Bez zastanowienia mulat złapał mnie w pasie, a mi zostało jedynie objąć go za szyję i schowałam twarz w zagłębieniu jego szyi.
-Tęskniłam za tobą.-wyszeptałam, ale nie chciałam żeby to usłyszał
-Ja za tobą też. Cały czas cię szukałem.
-I znalazłeś.-uśmiechnęłam się i postanowiłam coś wyznać-Zayn, ja....
Nie dokończyłam, bo zadzwonił jego telefon. Spojrzał na wyświetlacz i przestał się uśmiechać. Rozejrzał się na boki.
-Przepraszam. Zaraz wracam.
I poszedł, zostawiając mnie samą na wśród ludzi zajętych sobą nawzajem.'O nie, nie pozwolę na takie coś'-pomyślałam i ruszyłam za nim. Dotarłam na plażę i ukryłam się za skałami, widząc że się zatrzymuje.
I co będzie dalej? Nadal 7 komentarzy, please. Wpadłam na pomysł, żeby po tym blogu założyć kolejnego, tym razem z imaginami. Będziecie czytać?
Co myślicie o nowym tatuażu Zayn'a? Dopiero dostałam się do kompa, a tu pierwsze co widzę to Zap. Przez chwilę miałam rozkminę czy jest prawdziwy i modliłam się, żeby nie. Jak dla mnie zaczyna przesadzać lekko.....
czwartek, 9 sierpnia 2012
Liam
Należałaś do typowych buntowniczek. Żyłaś w przekonaniu, że nikt cię nie rozumie. Kilka razy uciekłaś z domu, aż w końcu wyprowadziłaś się parę miesięcy przed swoją osiemnastką. Zrobiłaś to zaraz po wyjściu z poprawczaka. Trafiłaś tam za, między innymi, wandalizm i kradzież.
Tuż po wejściu, naciągnęłaś kaptur na głowę, tak jak reszta. Weszliście na salę, pełną wrzeszczących dziewczyn. Nie rozumiałaś co widzą w pięciu chłoptasiach, którzy nawet się nie starali. Poczekaliście, aż koncert będzie trwał w najlepsze i wyciągnęliście z torby pistolety na kulki z farbą. Mieliście ich nastraszyć, ale wyszło inaczej. Właśnie celowałaś w bruneta w koszuli w kratę, gdy usłyszałaś huk dochodzący zza twoich pleców. Zrozumiałaś co się szykowało-twoi kumple mieli prawdziwą broń, a ty nic nie wiedziałaś, aż do teraz.
Ludzie w panice starali się wydostać z pomieszczenia, tworząc kompletny zamęt. Zauważyłaś ochroniarzy biegnących w twoją stronę. Zostałaś sama, reszta cię zostawiła. Próbowałaś się przepchać przez tłum, nie udało ci się na czas. Nie zdążyłaś nawet trzeźwo pomyśleć, a na twoich rękach już znajdowały się kajdanki i byłaś prowadzona w stronę tylnego wyjścia. Po drodze zobaczyłaś wasze ofiary. Nikomu nic się nie stało, więc odetchnęłaś z ulgą. Teraz już nie wiedziałaś, dlaczego to zrobiłaś. Żałowałaś, jak jeszcze nigdy. Gdy im się przyglądałaś, chłopak, w którego celowałaś, spojrzał ci w oczy. Nie były przepełnione odrazą ani nienawiścią, jak reszty, tylko smutkiem i troską. Przez te oczy spóściłaś głowę i przestałaś się wyrywać.
Na komisariacie byłaś częstym gościem, więc nikt nie był zdziwiony twoją wizytą, raczej twoim zachowaniem. Zawsze byłaś bezczelna wobec każdego, kto się odezwał i przyznawałaś się z dumą do czynu. Tym razem bez zbędnych obelg próbowałaś ich przekonać do twoich zamiarów, ale ci nie wierzyli. Szydzili z ciebie, a potem zamknęli w celi.
Rano pojechałaś do domu, żeby się przebrać i umyć przed rozprawą. Byłaś pewna, że nie masz żadnych szans, bo to gwiazdy, a ty-nie pausjąca do reszty społeczeństwa dziewczyna bez niczego i nikogo. Dopiero w łazience zobaczyłaś jak szkaradnie wyglądasz. Blada, z workami pod przestraszonymi oczami i sinymi ustami. Musiałaś to zmienić, na co miałaś parę godzin.
Ubrałaś jeden ze swoich ulubionych stroi i wyszłaś z kamienicy, w stronę radiowozu.
Przez pierwsze minuty rozprawy wpatrywałaś się w swoje krwistoczerwone paznokcie. Nawet gdy kazano ci wstać, nie zaszczyciłaś nikogo wzrokiem. W końcu podniosłaś głowę i ujrzałaś te same oczy, co poprzedniego dnia. Nadal widziałaś w nich te same uczucia. Tym razem reszta chłopaków patrzyła na ciebie podpobnie, ale nie z taką szczerością.
Reszte rozprawy spędziłaś zamyślona, czekając na ostateczny werdykt.
-Ze względu na 'bogatą' kartotekę, powinniśmy panią skazać na dwa lata pozbawienia wolności. Jednakże, pan Liam Payne, i reszta One Direction, stawił się za panią. Dzięki temu, przez następne osiem miesięcy będziesz pracować u boku zespołu.
Kiwnęłaś głową na znak, że rozumiesz i ruszyłaś do drzwi, zaraz po ściągnięciu kajdanek.
Przez następne tygodnie twój dzień był rutyną. Wstawałaś wcześnie i jechałaś do chłopaków. Przez cały czas byłaś do ich usług-sprzątałaś po nich, robiłaś pranie, gotowałaś..... Po prostu spełniałaś ich zachcianki. Z czasem było ich coraz mniej i zostaliście przyjaciółmi. Nie mieli ci za złe już tego wyskoku na koncercie. Podczas tego okresu bardzo zbliżyliście się do siebie z Liam'em, ale menedżer był przeciwny ujawnianiu tego związku, jak narazie.
-Pa, kochanie.
Pocałowałaś bruneta i wysiadłaś z samochodu. Szybkim krokiem ruszyłaś do mieszkania, tak jak cię prosił. Zatrzymałaś się na widok swojej dawnej paczki, przez którą prawie wylądowałaś w więzieniu. Blokowali przejście, nie miałaś szans. Wzięłaś głeboki wdech i ryszyłaś dalej. Dobrze obstawiałaś, myśląc że czekają na ciebie.
-Gdzie ci się spieszy? Już nawet nie przywitasz się z przyjaciółmi?
-Nie jesteście nimi. Zostawiliście mnie.
-Poradziłaś sobie, nie siedzisz. Tylko od kiedy sypiasz z pedałami?
-Liam nie jest pedałem! To mój problem z kim sypiam! On przynajmniej ma odwagę i nie ucieka!
Poniosły ci emocje i uderzyłaś autora wyzwisk w kierunku twojego chłopaka. Rzuciłaś się biegiem po schodach. Dotarłaś do mieszkania, które zamknęłaś na klucz. Słyszałaś pogróżki zza drzwi i dobijanie się. Wyciągnęłaś deskę z podłogi w szafie i wyciągnęłaś pistolet, który trzymałaś na wszelki wypadek. Nie wypuściłaś broni z rąk nawet, gdy zrobiło się cicho.
Zadzowniłaś po Liam'a, który zjawił się niedługo potem. Słysząc otwierające się drzwi, naładowałaś pistolet i wycelowałaś w chłopaka.
-, co ty do cholery robisz?! Odłóż to!
Posłusznie odłożyłaś pistolet na miejsce i rzuciłaś się w jego ramiona. Opowiedziałaś mu całe zdarzenie, a on cię uspokajał, aż zasnełaś.
Rano spakowaliście najważniejsze rzeczy, bo zgodziłaś się zamieszkać z nim i resztą. Przed domem chłopaków stało parę radiowozów. Musieliście się dowiedzieć, o co chodzi.
Okazało się, że odnaleźli narkotyki w rzeczach Liam'a. Wiedziałaś że to sprawka gangu, za wczorajszą akcję i kara za odejście. Mogłaś zrobiż tylko jedno.
-To moje.
To wyznanie zszokowało wszystkich domowników. Kłamałaś, ale żeby ratować swojego ukochanego. Zbyt mocno go kochałaś, żeby pozwolić mu zrujnować swoje życie. Pozwoliłaś się zakuć w kajdanki i wsadzić do radiowozu.
-Przepraszam.-wyszeptałaś-Kocham cię, Liam.
Patrzyłaś na jego zorzpaczoną postać, ledwo powstrzymując łzy.
Musiałam dodać imagina, bo dodałam z każdym oprócz Liam'a. Podoba się? Wymyślić drugą część? Chce to dać na konkurs, opłaca się? Czekam na upragnione 7 komentarzy, ale i tak dodam dopiero za tydzień, chyba że do wieczora będą komy.
PS Polecacie jakieś filmy? Każdego rodzaju-komedie, romanse, horrory, thilery, sesnacyjne... Bo nie mam pojęcia co oglądać.
Tuż po wejściu, naciągnęłaś kaptur na głowę, tak jak reszta. Weszliście na salę, pełną wrzeszczących dziewczyn. Nie rozumiałaś co widzą w pięciu chłoptasiach, którzy nawet się nie starali. Poczekaliście, aż koncert będzie trwał w najlepsze i wyciągnęliście z torby pistolety na kulki z farbą. Mieliście ich nastraszyć, ale wyszło inaczej. Właśnie celowałaś w bruneta w koszuli w kratę, gdy usłyszałaś huk dochodzący zza twoich pleców. Zrozumiałaś co się szykowało-twoi kumple mieli prawdziwą broń, a ty nic nie wiedziałaś, aż do teraz.
Ludzie w panice starali się wydostać z pomieszczenia, tworząc kompletny zamęt. Zauważyłaś ochroniarzy biegnących w twoją stronę. Zostałaś sama, reszta cię zostawiła. Próbowałaś się przepchać przez tłum, nie udało ci się na czas. Nie zdążyłaś nawet trzeźwo pomyśleć, a na twoich rękach już znajdowały się kajdanki i byłaś prowadzona w stronę tylnego wyjścia. Po drodze zobaczyłaś wasze ofiary. Nikomu nic się nie stało, więc odetchnęłaś z ulgą. Teraz już nie wiedziałaś, dlaczego to zrobiłaś. Żałowałaś, jak jeszcze nigdy. Gdy im się przyglądałaś, chłopak, w którego celowałaś, spojrzał ci w oczy. Nie były przepełnione odrazą ani nienawiścią, jak reszty, tylko smutkiem i troską. Przez te oczy spóściłaś głowę i przestałaś się wyrywać.
Na komisariacie byłaś częstym gościem, więc nikt nie był zdziwiony twoją wizytą, raczej twoim zachowaniem. Zawsze byłaś bezczelna wobec każdego, kto się odezwał i przyznawałaś się z dumą do czynu. Tym razem bez zbędnych obelg próbowałaś ich przekonać do twoich zamiarów, ale ci nie wierzyli. Szydzili z ciebie, a potem zamknęli w celi.
Rano pojechałaś do domu, żeby się przebrać i umyć przed rozprawą. Byłaś pewna, że nie masz żadnych szans, bo to gwiazdy, a ty-nie pausjąca do reszty społeczeństwa dziewczyna bez niczego i nikogo. Dopiero w łazience zobaczyłaś jak szkaradnie wyglądasz. Blada, z workami pod przestraszonymi oczami i sinymi ustami. Musiałaś to zmienić, na co miałaś parę godzin.
Ubrałaś jeden ze swoich ulubionych stroi i wyszłaś z kamienicy, w stronę radiowozu.
Przez pierwsze minuty rozprawy wpatrywałaś się w swoje krwistoczerwone paznokcie. Nawet gdy kazano ci wstać, nie zaszczyciłaś nikogo wzrokiem. W końcu podniosłaś głowę i ujrzałaś te same oczy, co poprzedniego dnia. Nadal widziałaś w nich te same uczucia. Tym razem reszta chłopaków patrzyła na ciebie podpobnie, ale nie z taką szczerością.
Reszte rozprawy spędziłaś zamyślona, czekając na ostateczny werdykt.
-Ze względu na 'bogatą' kartotekę
Kiwnęłaś głową na znak, że rozumiesz i ruszyłaś do drzwi, zaraz po ściągnięciu kajdanek.
Przez następne tygodnie twój dzień był rutyną. Wstawałaś wcześnie i jechałaś do chłopaków. Przez cały czas byłaś do ich usług-sprzątałaś po nich, robiłaś pranie, gotowałaś..... Po prostu spełniałaś ich zachcianki. Z czasem było ich coraz mniej i zostaliście przyjaciółmi. Nie mieli ci za złe już tego wyskoku na koncercie. Podczas tego okresu bardzo zbliżyliście się do siebie z Liam'em, ale menedżer był przeciwny ujawnianiu tego związku, jak narazie.
-Pa, kochanie.
Pocałowałaś bruneta i wysiadłaś z samochodu. Szybkim krokiem ruszyłaś do mieszkania, tak jak cię prosił. Zatrzymałaś się na widok swojej dawnej paczki, przez którą prawie wylądowałaś w więzieniu. Blokowali przejście, nie miałaś szans. Wzięłaś głeboki wdech i ryszyłaś dalej. Dobrze obstawiałaś, myśląc że czekają na ciebie.
-Gdzie ci się spieszy? Już nawet nie przywitasz się z przyjaciółmi?
-Nie jesteście nimi. Zostawiliście mnie.
-Poradziłaś sobie, nie siedzisz. Tylko od kiedy sypiasz z pedałami?
-Liam nie jest pedałem! To mój problem z kim sypiam! On przynajmniej ma odwagę i nie ucieka!
Poniosły ci emocje i uderzyłaś autora wyzwisk w kierunku twojego chłopaka. Rzuciłaś się biegiem po schodach. Dotarłaś do mieszkania, które zamknęłaś na klucz. Słyszałaś pogróżki zza drzwi i dobijanie się. Wyciągnęłaś deskę z podłogi w szafie i wyciągnęłaś pistolet, który trzymałaś na wszelki wypadek. Nie wypuściłaś broni z rąk nawet, gdy zrobiło się cicho.
Zadzowniłaś po Liam'a, który zjawił się niedługo potem. Słysząc otwierające się drzwi, naładowałaś pistolet i wycelowałaś w chłopaka.
-
Posłusznie odłożyłaś pistolet na miejsce i rzuciłaś się w jego ramiona. Opowiedziałaś mu całe zdarzenie, a on cię uspokajał, aż zasnełaś.
Rano spakowaliście najważniejsze rzeczy, bo zgodziłaś się zamieszkać z nim i resztą. Przed domem chłopaków stało parę radiowozów. Musieliście się dowiedzieć, o co chodzi.
Okazało się, że odnaleźli narkotyki w rzeczach Liam'a. Wiedziałaś że to sprawka gangu, za wczorajszą akcję i kara za odejście. Mogłaś zrobiż tylko jedno.
-To moje.
To wyznanie zszokowało wszystkich domowników. Kłamałaś, ale żeby ratować swojego ukochanego. Zbyt mocno go kochałaś, żeby pozwolić mu zrujnować swoje życie. Pozwoliłaś się zakuć w kajdanki i wsadzić do radiowozu.
-Przepraszam.-wyszeptałaś-Kocham cię, Liam.
Patrzyłaś na jego zorzpaczoną postać, ledwo powstrzymując łzy.
Musiałam dodać imagina, bo dodałam z każdym oprócz Liam'a. Podoba się? Wymyślić drugą część? Chce to dać na konkurs, opłaca się? Czekam na upragnione 7 komentarzy, ale i tak dodam dopiero za tydzień, chyba że do wieczora będą komy.
PS Polecacie jakieś filmy? Każdego rodzaju-komedie, romanse, horrory, thilery, sesnacyjne... Bo nie mam pojęcia co oglądać.
wtorek, 7 sierpnia 2012
25
-Tęsknie za wami.-powiedziałam do ekranu laptopa
Siedziałam na Skype, po raz pierwszy od mojego wyjazdu, rozmawiając z Es. Minęło już pół roku. Jej brzuch był widoczny i strasznie się zmieniła. Wydawała się dojrzalsza, jak przystało na przyszłą mamę, ale nadal była moją kochaną przyjaciółką.
Ja też się zmieniłam, najbardziej z wyglądu. Miałam ciemniejszy kolor skóry od siedzienia na zewnątrz. Schudłam i nabrałam mięśni od surfingu, siłowni i basenu. Oprócz tego nurkowałam i trenowałam sztuki walki, a w tym kochany kickboxing.
-Kiedy przylecisz w odwiedziny?-spytała
-Nie wiem. Dopiero skończyłam pierwszy rok, muszę odpocząć. W normalnych okoliczmościach zaprosiłabym cię do siebie. Chyba że chcesz urodzić w LA.
-Tsaaa.... Wolę tutaj zostać. Jak długo masz zamiar się jeszcze ukrywać?
-Raczej niedługo. Zbyt za wami tęsknie. Za wszystkimi.-podkreśliłam
Zaczęłyśmy rozmawiać o błachostkach, gdy drzwi od pokoju Es otworzyły się, a do środka wdarło się One Direction. Sprintem podbiegłam do okna, żeby ukryć plażę przed nimi.
-Annie!-krzyknęli wszyscy naraz
-Hej boys.
Zaczęli kezyczeć, jeden przez drugiego. Chyba nikt ich nie rozumiał, nie-napewno. Tylko Zayn siedział cicho i mi się przyglądał. Sama na niego co chwilę zerkałam. Spojrzałam na Estere, czekając na zgodę do udpokojenia tych małp. Zasłoniła uszy i wydała pozwolenie na działanie. Wsadziłam sobie palce do ust i gwizdnęłam. Efekt oczekiwany został osiągnięty.
-Jak ty to zrobiłaś?-spytał Niall
-Muszę sobie tu jakoś radzić.
-No właśnie widzimy.-Harry zaczął mnie mierzyć wzrokiem
-Niech ktoś mu przyłoży ode mnie.-Zayn z Liam'em trzepnęli go w tył głowy-Dziękuje.
Miałam jeszcze coś dodać, ale Adam zaczął mnie wołać, że mam być na dole za 10 minut maks.
-Zostawcie nas w spokoju.-poprosiła moja przyjaciółka, ale się nie ruszyli-Nie denerwujcie kobiety w ciąży. Wynocha!
Tym razem posłuchali. Zanim Malik wyszedł, wskazałam na telefon, żeby zadzwonił. On na to tylko kiwnął głową, bez większego zainteresowania. Zdziwiło mnie to, bo nigdy się tak nie zachowywał. Odsłoniłam lekko okno, żeby w pokoju nie panowały egipskie ciemności i zaczęłam się przebierać.
-Dokąd się tak stroisz?
-Nie stroje się, po prostu muszę jakoś wyglądać na koncercie Rizzle Kicks. Zresztą, nieważne. Co u chłopaków?
-Niall cały czas się o mnie martwi i o maleństwo. Nigdzie nie mogę wyjść bez niego, albo obstawy.
-Jaki opiekuńczy chłopak.
-Przerażająco opiekuńczy. Liam spotkał się kilka razy z Blaze, ale nic z tego nie wyszło. A u reszty po staremu.
-Dokładniej poproszę.
-O kim?-spojrzałam na nią z miną Are You Fuckin Kiddin Me-Nie martw się, Zayn nikogo nie ma. Bardziej go chyba nurtuje, kim jest dla ciebie Adam.
-Wytłumaczysz mu?
-Pewnie. Nadal cię kocha. Zrobił się spokojniejszy. Na imprezę wyszedł parę razy, ale bardziej z przymusu i wracał po godzinie. Alkoholu prawie nie tyka. Za to pali jak smok.-zaśmiałam się
-Dobra, ja idę, bo Adam już nigdzie mnie nie zabierze.
-Pa, kochana.-posłała mi całusa i zerwałam połączenie.
Chwyciłam torebkę i zbiegłam na dół, gdzie chłopak już na mnie czekał.
-Następnym razem cię zostawie.-zagroził
-Mówisz to przed każdym wyjściem. A teraz rusz się, bo się spoźnimy.-przedrzeźniałam go
Tylko przewrócił oczami i wyszliśmy, a ja po drodze starałam się założyć buty.
Jest kolejny rozdział. Średnio wyszedł. Czekam na wasze opinie. Tym razem będe potworem i proszę was o 7 komentarzy. A jak będzie 10, to mogę pisać imaginy z dedykami. Podoba się pomysł? Tylko wtedy proszę anonimowych o podpisywanie się. I mogę was informować na tt, czy już dodałam.
Siedziałam na Skype, po raz pierwszy od mojego wyjazdu, rozmawiając z Es. Minęło już pół roku. Jej brzuch był widoczny i strasznie się zmieniła. Wydawała się dojrzalsza, jak przystało na przyszłą mamę, ale nadal była moją kochaną przyjaciółką.
Ja też się zmieniłam, najbardziej z wyglądu. Miałam ciemniejszy kolor skóry od siedzienia na zewnątrz. Schudłam i nabrałam mięśni od surfingu, siłowni i basenu. Oprócz tego nurkowałam i trenowałam sztuki walki, a w tym kochany kickboxing.
-Kiedy przylecisz w odwiedziny?-spytała
-Nie wiem. Dopiero skończyłam pierwszy rok, muszę odpocząć. W normalnych okoliczmościach zaprosiłabym cię do siebie. Chyba że chcesz urodzić w LA.
-Tsaaa.... Wolę tutaj zostać. Jak długo masz zamiar się jeszcze ukrywać?
-Raczej niedługo. Zbyt za wami tęsknie. Za wszystkimi.-podkreśliłam
Zaczęłyśmy rozmawiać o błachostkach, gdy drzwi od pokoju Es otworzyły się, a do środka wdarło się One Direction. Sprintem podbiegłam do okna, żeby ukryć plażę przed nimi.
-Annie!-krzyknęli wszyscy naraz
-Hej boys.
Zaczęli kezyczeć, jeden przez drugiego. Chyba nikt ich nie rozumiał, nie-napewno. Tylko Zayn siedział cicho i mi się przyglądał. Sama na niego co chwilę zerkałam. Spojrzałam na Estere, czekając na zgodę do udpokojenia tych małp. Zasłoniła uszy i wydała pozwolenie na działanie. Wsadziłam sobie palce do ust i gwizdnęłam. Efekt oczekiwany został osiągnięty.
-Jak ty to zrobiłaś?-spytał Niall
-Muszę sobie tu jakoś radzić.
-No właśnie widzimy.-Harry zaczął mnie mierzyć wzrokiem
-Niech ktoś mu przyłoży ode mnie.-Zayn z Liam'em trzepnęli go w tył głowy-Dziękuje.
Miałam jeszcze coś dodać, ale Adam zaczął mnie wołać, że mam być na dole za 10 minut maks.
-Zostawcie nas w spokoju.-poprosiła moja przyjaciółka, ale się nie ruszyli-Nie denerwujcie kobiety w ciąży. Wynocha!
Tym razem posłuchali. Zanim Malik wyszedł, wskazałam na telefon, żeby zadzwonił. On na to tylko kiwnął głową, bez większego zainteresowania. Zdziwiło mnie to, bo nigdy się tak nie zachowywał. Odsłoniłam lekko okno, żeby w pokoju nie panowały egipskie ciemności i zaczęłam się przebierać.
-Dokąd się tak stroisz?
-Nie stroje się, po prostu muszę jakoś wyglądać na koncercie Rizzle Kicks. Zresztą, nieważne. Co u chłopaków?
-Niall cały czas się o mnie martwi i o maleństwo. Nigdzie nie mogę wyjść bez niego, albo obstawy.
-Jaki opiekuńczy chłopak.
-Przerażająco opiekuńczy. Liam spotkał się kilka razy z Blaze, ale nic z tego nie wyszło. A u reszty po staremu.
-Dokładniej poproszę.
-O kim?-spojrzałam na nią z miną Are You Fuckin Kiddin Me-Nie martw się, Zayn nikogo nie ma. Bardziej go chyba nurtuje, kim jest dla ciebie Adam.
-Wytłumaczysz mu?
-Pewnie. Nadal cię kocha. Zrobił się spokojniejszy. Na imprezę wyszedł parę razy, ale bardziej z przymusu i wracał po godzinie. Alkoholu prawie nie tyka. Za to pali jak smok.-zaśmiałam się
-Dobra, ja idę, bo Adam już nigdzie mnie nie zabierze.
-Pa, kochana.-posłała mi całusa i zerwałam połączenie.
Chwyciłam torebkę i zbiegłam na dół, gdzie chłopak już na mnie czekał.
-Następnym razem cię zostawie.-zagroził
-Mówisz to przed każdym wyjściem. A teraz rusz się, bo się spoźnimy.-przedrzeźniałam go
Tylko przewrócił oczami i wyszliśmy, a ja po drodze starałam się założyć buty.
Jest kolejny rozdział. Średnio wyszedł. Czekam na wasze opinie. Tym razem będe potworem i proszę was o 7 komentarzy. A jak będzie 10, to mogę pisać imaginy z dedykami. Podoba się pomysł? Tylko wtedy proszę anonimowych o podpisywanie się. I mogę was informować na tt, czy już dodałam.
niedziela, 5 sierpnia 2012
24
W środku nocy obudziło mnie łkanie dochodzące z bliska. Obok mojego łóżka klęczała Es, a po jej policzkach spływały łzy. Bez słowa wciągnęłam ją na łóżko i przytuliłam.
-Przepraszam za moje wcześniejsze zachowanie.-wychlipiała
-Nic się nie stało. Powinnam ci od razu powedzieć co planuje.
-Nie w tym rzecz. Gdy wyjechałaś, wszystko się zmieniło, a ja.......... Jestem w ciąży, Anne. A maleństwo potrzebuje chrzestnej tak jak rodziców.
-Mówisz poważnie?-nie wierzyłam że moja przyjaciółka, która mi wypominała że się przespałam z Zayn'em, zajdzie w ciąże.
-W takich sprawach nie żartuje, a poza tym zorientowałabyś się czy kłamie. Dlatego tak zareagowałam. Niall wie.-uprzedziła moje kolejne pytanie
-Lepiej idź spać.-zasugerowałam-Jest trzecia nad ranem, a za trzy i pół godziny mam odprawę, a ty powinnaś sie wyspać.
-Zawieźć cie?
-Za wcześnie. Przyszła mama i dom wariatów musi się wyspać. Tylko nie mów dokąd jadę. To będzie nasza tajemnica.
-Obiecuje. Dobranoc.-dała mi buziaka.
Wstałam tak, żeby nie obudzić Es. Przebrałam się i uszykowałam do wyjścia. Klucze do mieszkania zostawiłam w kuchni na stole, razem z listem pożegnalnym dla wszystkich. Wyciągnęłam torby i wyszłam na dwór, po drodze wyciągając telefon, żeby zadzwonić po taksówke. Szybko przyjechała i zawiozła mnie na lotnisko. Na moje nieszczęście, trafiłam na kierowce, który musiał mi opowiedzieć o swoim trudnym rozwodzie. Miałam dosyć jego wywodu i zamknął się po moich słowach.
-Koleś, jakaś laska wrobiła mojego faceta, który jest gwiazdą, przez co przywaliłam mu w nos, który rozbiłam. Zaczęłam się ciąć i brać, a moi przyjaciele musieli mnie pilnować w każdej minucie. Później wywieźli mnie na odludzie, do domu wariatów. Zrobiłam sobie tatuaż, a teraz muszę od nich odejść i odlatuje na inny kontynent. Kto ma gorzej?!
Żałujcie, że nie widzieliście jego miny. Był wyraźnie zadowolony, gdy wysiadłam i zapłaciłam. Aż się za nim kurzyło, gdy odjeżdżał.
Odprawa nie trwała długo, co mnie bardzo ucieszyło. Przez cały czas rozglądałam się na boki, jak małe dziecko, które szuka swoich rodziców, bo się zgubiło. Tyle że ja sprawdzałam, czy nikt znajomy mnie nie widzi, albo nie rozpozna. Głupie, bo niby kogo mogłam spotkać przed siódmą rano na lotnisku? Ale lepiej się upewnić, że nikt nie wie dokąd lecę.
W samolocie wygodnie rozsiadłam się w fotelu, założyłam słuchawki i odpłynęłam słuchając piosenek z 'Burleski'.
Dopiero obudziła mnie stewardessa, z informacją że zaraz lądujemy i mam zapiąć pasy. Odebrałam bagaże i pojechałam do hotelu. Zabrałam karte od pokoju i przetransportowałam się tam.
Pierwsze co zrobiłam to szybki prysznic i, ze względu na upał panujący na zewnątrz, ubrałam zestaw, który raczej rzadko nosiłam, a właściwie to wcale, bo nadal były przy ubraniach metki. Zabrałam potrzebne rzeczy, napisałam sms'a że jestem na miejscu i wyszłam zobaczyć mój nowy dom.
Pobiegałam trochę po sklepach i, obładowana torbami z nowymi ubraniami, starałam się wrócić do hotelu. Próbując się połapać w planie miasta, wpadłam na jakiegoś chłopaka, przez co upuściłam wszystkie rzeczy.
-Uważaj.-zaczęłam- Łatwo zauważyć, że nie widzę dokąd idę, to chociaż ty mogłeś patrzeć.
-Jasne, wszystko na mnie.-chłopak przyjrzał mi się uważniej, sama skądś dgo kojarzyłam-Annie? Moja mała Annie? To ja, Adam.
Wziął mnie w objęcia i zaczął podrzucać, jakbym nic nie ważyła. W końcu postawił mnie na ziemi i pomógł pozbierać rzeczy.
-Jak długo tu jesteś?
-Od jakiś pięciu godzin.
Adam zabrał część tareb i pomógłmi się dostać do apartamentu. Sam mieszkał już tu pięć lat, więc znał LA jak nikt inny.
Cały czas gadaliśmy o tym, co się działo przez te lata rozłąki. Musiałam mu opowiedzieć dlaczego tu jestem, więc dowiedział się co przeszłam w ostatnim czasie. Stwierdził, że jestem głupia, bo tak bardzo to przeżyłam(pocieszny przyjaciel) i nie dałam sobie wszystkiego wytłumaczyć, tylko wpakowałam się w to gówno. Ale powiedział, że moja decyzja o przeprowadzce była w miarę sensowna.
-Zamieszkasz u mnie.-stwierdził, kładąc się moim łóżku-Dla ciebie to za mała przestrzeń.
-Skąd wiesz, że chcę u ciebie mieszkać.-droczyłam się z nim-Minęło parę lat i teraz możesz być jakiś zboczeńcem, który czeka na naiwne dziewczyny, żeby je wykorzystać.
-Znasz mnie od dziecka. Spaliśmy w jednym łóżku i nic ci nie zrobiłem. A nawet gdyby, to masz wystarczająco siły żeby się bronić, a krzyczeć potrafisz, aż uszy więdną.
-Ale mi się nie chce.-położyłam się obok niego
-To niedaleko.
Wstał i wpakował moje rzeczy do torby, którą przerzucił sobie przez ramie. Widząc, że nie mam zamiaru sie podnosić, zrzucił mnie na podłogę. Próbowałam go zabić wzrokiem, ale nie wyszło. On tylko się ze mnie śmiał.
Wstałam i zabrałam resztę rzeczy i podążyłam za moim przyjacielem. To naprawdę było blisko. Miejsce do którego mnie zabrał okazała się gigantyczna willa, niedaleko plaży. Zapomniałam, że Adam ma bogatych rodziców i może wszystko. Pędem rzuciłam się na piętro i otworzyłam drzwi na końcu korytarza. Pokój był ogromny, miał garderobę oraz łazienkę, dwuosobowe łóżko i wielki balkon z widokiem. Jak na mnie przystało, torby i walizke rzuciłam w kąt i położyłam się na łóżku.
Po chwili wstałam zobaczyć resztę posiadłości. Znalazłam siłownie, boisko do kosza i basen, a także pokój z deskami do surfingu, czego będe musiała się nauczyć jak najszybciej.
Jest kolejny rozdział. Czekam na 5 KOMENTARZY. Jak myślicie, co będzie dalej? Znowu zgadniecie, jak w przypadku ciąży? Jak wam się podoba nowy wygląd bloga? Nudziło mi się trochę. Bierzcie udział w ankiecie. Dzięki za każde wejście;*
-Przepraszam za moje wcześniejsze zachowanie.-wychlipiała
-Nic się nie stało. Powinnam ci od razu powedzieć co planuje.
-Nie w tym rzecz. Gdy wyjechałaś, wszystko się zmieniło, a ja.......... Jestem w ciąży, Anne. A maleństwo potrzebuje chrzestnej tak jak rodziców.
-Mówisz poważnie?-nie wierzyłam że moja przyjaciółka, która mi wypominała że się przespałam z Zayn'em, zajdzie w ciąże.
-W takich sprawach nie żartuje, a poza tym zorientowałabyś się czy kłamie. Dlatego tak zareagowałam. Niall wie.-uprzedziła moje kolejne pytanie
-Lepiej idź spać.-zasugerowałam-Jest trzecia nad ranem, a za trzy i pół godziny mam odprawę, a ty powinnaś sie wyspać.
-Zawieźć cie?
-Za wcześnie. Przyszła mama i dom wariatów musi się wyspać. Tylko nie mów dokąd jadę. To będzie nasza tajemnica.
-Obiecuje. Dobranoc.-dała mi buziaka.
Wstałam tak, żeby nie obudzić Es. Przebrałam się i uszykowałam do wyjścia. Klucze do mieszkania zostawiłam w kuchni na stole, razem z listem pożegnalnym dla wszystkich. Wyciągnęłam torby i wyszłam na dwór, po drodze wyciągając telefon, żeby zadzwonić po taksówke. Szybko przyjechała i zawiozła mnie na lotnisko. Na moje nieszczęście, trafiłam na kierowce, który musiał mi opowiedzieć o swoim trudnym rozwodzie. Miałam dosyć jego wywodu i zamknął się po moich słowach.
-Koleś, jakaś laska wrobiła mojego faceta, który jest gwiazdą, przez co przywaliłam mu w nos, który rozbiłam. Zaczęłam się ciąć i brać, a moi przyjaciele musieli mnie pilnować w każdej minucie. Później wywieźli mnie na odludzie, do domu wariatów. Zrobiłam sobie tatuaż, a teraz muszę od nich odejść i odlatuje na inny kontynent. Kto ma gorzej?!
Żałujcie, że nie widzieliście jego miny. Był wyraźnie zadowolony, gdy wysiadłam i zapłaciłam. Aż się za nim kurzyło, gdy odjeżdżał.
Odprawa nie trwała długo, co mnie bardzo ucieszyło. Przez cały czas rozglądałam się na boki, jak małe dziecko, które szuka swoich rodziców, bo się zgubiło. Tyle że ja sprawdzałam, czy nikt znajomy mnie nie widzi, albo nie rozpozna. Głupie, bo niby kogo mogłam spotkać przed siódmą rano na lotnisku? Ale lepiej się upewnić, że nikt nie wie dokąd lecę.
W samolocie wygodnie rozsiadłam się w fotelu, założyłam słuchawki i odpłynęłam słuchając piosenek z 'Burleski'.
Dopiero obudziła mnie stewardessa, z informacją że zaraz lądujemy i mam zapiąć pasy. Odebrałam bagaże i pojechałam do hotelu. Zabrałam karte od pokoju i przetransportowałam się tam.
Pierwsze co zrobiłam to szybki prysznic i, ze względu na upał panujący na zewnątrz, ubrałam zestaw, który raczej rzadko nosiłam, a właściwie to wcale, bo nadal były przy ubraniach metki. Zabrałam potrzebne rzeczy, napisałam sms'a że jestem na miejscu i wyszłam zobaczyć mój nowy dom.
Pobiegałam trochę po sklepach i, obładowana torbami z nowymi ubraniami, starałam się wrócić do hotelu. Próbując się połapać w planie miasta, wpadłam na jakiegoś chłopaka, przez co upuściłam wszystkie rzeczy.
-Uważaj.-zaczęłam- Łatwo zauważyć, że nie widzę dokąd idę, to chociaż ty mogłeś patrzeć.
-Jasne, wszystko na mnie.-chłopak przyjrzał mi się uważniej, sama skądś dgo kojarzyłam-Annie? Moja mała Annie? To ja, Adam.
Wziął mnie w objęcia i zaczął podrzucać, jakbym nic nie ważyła. W końcu postawił mnie na ziemi i pomógł pozbierać rzeczy.
-Jak długo tu jesteś?
-Od jakiś pięciu godzin.
Adam zabrał część tareb i pomógłmi się dostać do apartamentu. Sam mieszkał już tu pięć lat, więc znał LA jak nikt inny.
Cały czas gadaliśmy o tym, co się działo przez te lata rozłąki. Musiałam mu opowiedzieć dlaczego tu jestem, więc dowiedział się co przeszłam w ostatnim czasie. Stwierdził, że jestem głupia, bo tak bardzo to przeżyłam(pocieszny przyjaciel) i nie dałam sobie wszystkiego wytłumaczyć, tylko wpakowałam się w to gówno. Ale powiedział, że moja decyzja o przeprowadzce była w miarę sensowna.
-Zamieszkasz u mnie.-stwierdził, kładąc się moim łóżku-Dla ciebie to za mała przestrzeń.
-Skąd wiesz, że chcę u ciebie mieszkać.-droczyłam się z nim-Minęło parę lat i teraz możesz być jakiś zboczeńcem, który czeka na naiwne dziewczyny, żeby je wykorzystać.
-Znasz mnie od dziecka. Spaliśmy w jednym łóżku i nic ci nie zrobiłem. A nawet gdyby, to masz wystarczająco siły żeby się bronić, a krzyczeć potrafisz, aż uszy więdną.
-Ale mi się nie chce.-położyłam się obok niego
-To niedaleko.
Wstał i wpakował moje rzeczy do torby, którą przerzucił sobie przez ramie. Widząc, że nie mam zamiaru sie podnosić, zrzucił mnie na podłogę. Próbowałam go zabić wzrokiem, ale nie wyszło. On tylko się ze mnie śmiał.
Wstałam i zabrałam resztę rzeczy i podążyłam za moim przyjacielem. To naprawdę było blisko. Miejsce do którego mnie zabrał okazała się gigantyczna willa, niedaleko plaży. Zapomniałam, że Adam ma bogatych rodziców i może wszystko. Pędem rzuciłam się na piętro i otworzyłam drzwi na końcu korytarza. Pokój był ogromny, miał garderobę oraz łazienkę, dwuosobowe łóżko i wielki balkon z widokiem. Jak na mnie przystało, torby i walizke rzuciłam w kąt i położyłam się na łóżku.
Po chwili wstałam zobaczyć resztę posiadłości. Znalazłam siłownie, boisko do kosza i basen, a także pokój z deskami do surfingu, czego będe musiała się nauczyć jak najszybciej.
Jest kolejny rozdział. Czekam na 5 KOMENTARZY. Jak myślicie, co będzie dalej? Znowu zgadniecie, jak w przypadku ciąży? Jak wam się podoba nowy wygląd bloga? Nudziło mi się trochę. Bierzcie udział w ankiecie. Dzięki za każde wejście;*
czwartek, 2 sierpnia 2012
23
Wszyscy ucichli i spojrzeli w strone wejścia. Zrobiłam tak samo. W drzwiach stał On(kto by się spodziewał?). Mój wyraz twarzy zmienił się dyrastycznie.
-To mty wyjdziemy...-zaczęła Estera
-Nie. To ja wychodzę.
Buty nadal miałam na nogach, więc tylko chwyciłam za telefon i klucze i wyszłam z pomieszczenia, po drodze mijając Zayn'a. Wiedziałam jak się zachowa. Był przewidywalny.
-Anne! Czekaj! Chce to wyjaśnić!
Biegł, starając się mnie dogonić, choć wcale nie uciekałam. Wręcz przeciwnie, powoli zwalniałam. Dogonił mnie i złapał za ręke, żebym się zatrzymała. Dotarło do mnie, że za nim tęskniłam, ale musiałam być silna i niezależna. Uwolniłam ręke z uścisku.
-Masz pięć minut.
-To wszystko co widziałaś, te zdjęcia i inne, to kłamstwo. Jeden wielki spisek, uknuty przez Perrie. Nie mogła sobie poradzić z tym, że z nią zerwałem.-mówił szybko, nie przerywałam mu- Nigdy bym ci czegoś takiego nie zrobił, bo cię kocham. Ty jesteś jedyna w swoim rodzaju, do bólu szczera i nie ukrywasz tego co czujesz. Takich jak ona jest miliony, a ty tylko jedna. Wybacz mi, proszę.-w jego oczach widziałam skruchę. To była prawda.
-Załóżmy, że ci wierzę. W takim wypadku nie wybaczę ci, bo nic nie zrobiłeś. Ale i tak nie wrócę do ciebie. Może kiedyś, ale nie teraz. Nie po tym, co przeszłam. Żegnaj, Zayn.-zaczęłam odchodzić w tylko sobie znanym kierunku.
-Będe czekał. Wiedz, że nigdy cię nie opuściłem. Choć mnie nie widziałaś, to ja czuwałem.-mówił z oddali.
Te słowa odbijały się echem w mojej głowie przez dłuższy czas. Nadal go kochałam. Chlernie mocno. Mocniej, niż bym chciała.
Byłam na miejscu. Wzięłam głęboki oddech i otworzyłam mosiężne drzwi uniwersytetu. Byłam pewna tego, co chciałam zrobić. Weszłam do odpowiedniego pokoju, w którym siedziała kobieta za stertą papierów na biurku. Na mój widok uśmiechnęła się.
-Anne Evans.-upewniła się-Jesteś pewna?
-Tak. Chcę się przeniesć do Los Angeles.
-Kiedy?
-Jak najszybciej.-nie wachałam się
-Wszystko już załatwione. Najbliższy lot jutro. Pasuje?
-Tak. Muszę przestać żyć przeszłością i zacząć od nowa.
Spędziłam jeszcze kilka godzin w biurze, wypełniając papiery. Mary, bo tak miała na imię, była wyrozumiała i nie próbowała mnie powstrzymać. Dała mi wszystko, czego potrzebowałam do LA i wróciłam do domu.
W środku nikogo nie było. Poczułam się samotna, bo dopiero wróćiłam po dwóch miesiącach i nikogo nie było obok. Ale sama się tak załatwiłam.
Z drugiej strony to nawet lepiej, bo nikt nie spróbował mnie powstrzymać.
Spakowałam najważniejsze rzeczy i część ubrań do walizek i toreb i schowałam wszystko do szafy, dla pozoru. Wzięłam laptopa i usiadłam na łóżku z zamiarem zarezerwowania hotelu. Przy okazji ściągnęłam mapę miasta i ją przestudiowałam, żeby umieć się poruszać. Znalazłam także miejsca warte zobaczenia, gdzie jest uczelnia i mój rozkład zajęć.
Odłożyłam laptopa i zaczęłam przeglądać papiery, które dała mi Mary. Akurat w tym momencie do mojej sypialni wparowała Es, wraz z Niall'em. Zdążyłam schować wszystkie kartki, ale nie zamknąć stron o LA.
-Wow, dziewczyno.-powiedziała Estera, widząc mojego laptopa-Przypominam ci, że wakacje się kończą. chyba nam nie uciekasz,co?
Zażartowała, ale natychmiast przestała, gdy zauważyła że tylko ona się śmiała.
-Coś w tym stylu-mruknęłam i podałam jej papiery.
-Kiedy wrócisz?-spytał blondyn
-Nigdy. A nawet jeśli, to nie w najbliższych latach.
-Nie możesz!-moja przyjaciółka wstała-Nie teraz! Ja cię potrzebuje!
Wybiegła, nawet nie racząc mi powiedzieć, co się stało. Irlandczyk tylko na mnie spojrzał przepraszającym wzrokiem i też zniknął, zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć.
Z bezsilności opadłam ciężko na łóżko i zasnęłam.
Są komentarze-jest nowy post. Nadal pozostaje zasada.
Jak wam się podoba? Mi tak średnio. Co myślicie o Perrie? Ja, szczerze mówiąc, nie trawie jej. Tak po prostu, nie potrafie tego wytłumaczyć. Może jakbym ją znała, to bym osądzała, ale tak............
Jak będzie z 10 komentarzy to mogę dodać jakiegoś imagina. Chcecie?
-To mty wyjdziemy...-zaczęła Estera
-Nie. To ja wychodzę.
Buty nadal miałam na nogach, więc tylko chwyciłam za telefon i klucze i wyszłam z pomieszczenia, po drodze mijając Zayn'a. Wiedziałam jak się zachowa. Był przewidywalny.
-Anne! Czekaj! Chce to wyjaśnić!
Biegł, starając się mnie dogonić, choć wcale nie uciekałam. Wręcz przeciwnie, powoli zwalniałam. Dogonił mnie i złapał za ręke, żebym się zatrzymała. Dotarło do mnie, że za nim tęskniłam, ale musiałam być silna i niezależna. Uwolniłam ręke z uścisku.
-Masz pięć minut.
-To wszystko co widziałaś, te zdjęcia i inne, to kłamstwo. Jeden wielki spisek, uknuty przez Perrie. Nie mogła sobie poradzić z tym, że z nią zerwałem.-mówił szybko, nie przerywałam mu- Nigdy bym ci czegoś takiego nie zrobił, bo cię kocham. Ty jesteś jedyna w swoim rodzaju, do bólu szczera i nie ukrywasz tego co czujesz. Takich jak ona jest miliony, a ty tylko jedna. Wybacz mi, proszę.-w jego oczach widziałam skruchę. To była prawda.
-Załóżmy, że ci wierzę. W takim wypadku nie wybaczę ci, bo nic nie zrobiłeś. Ale i tak nie wrócę do ciebie. Może kiedyś, ale nie teraz. Nie po tym, co przeszłam. Żegnaj, Zayn.-zaczęłam odchodzić w tylko sobie znanym kierunku.
-Będe czekał. Wiedz, że nigdy cię nie opuściłem. Choć mnie nie widziałaś, to ja czuwałem.-mówił z oddali.
Te słowa odbijały się echem w mojej głowie przez dłuższy czas. Nadal go kochałam. Chlernie mocno. Mocniej, niż bym chciała.
Byłam na miejscu. Wzięłam głęboki oddech i otworzyłam mosiężne drzwi uniwersytetu. Byłam pewna tego, co chciałam zrobić. Weszłam do odpowiedniego pokoju, w którym siedziała kobieta za stertą papierów na biurku. Na mój widok uśmiechnęła się.
-Anne Evans.-upewniła się-Jesteś pewna?
-Tak. Chcę się przeniesć do Los Angeles.
-Kiedy?
-Jak najszybciej.-nie wachałam się
-Wszystko już załatwione. Najbliższy lot jutro. Pasuje?
-Tak. Muszę przestać żyć przeszłością i zacząć od nowa.
Spędziłam jeszcze kilka godzin w biurze, wypełniając papiery. Mary, bo tak miała na imię, była wyrozumiała i nie próbowała mnie powstrzymać. Dała mi wszystko, czego potrzebowałam do LA i wróciłam do domu.
W środku nikogo nie było. Poczułam się samotna, bo dopiero wróćiłam po dwóch miesiącach i nikogo nie było obok. Ale sama się tak załatwiłam.
Z drugiej strony to nawet lepiej, bo nikt nie spróbował mnie powstrzymać.
Spakowałam najważniejsze rzeczy i część ubrań do walizek i toreb i schowałam wszystko do szafy, dla pozoru. Wzięłam laptopa i usiadłam na łóżku z zamiarem zarezerwowania hotelu. Przy okazji ściągnęłam mapę miasta i ją przestudiowałam, żeby umieć się poruszać. Znalazłam także miejsca warte zobaczenia, gdzie jest uczelnia i mój rozkład zajęć.
Odłożyłam laptopa i zaczęłam przeglądać papiery, które dała mi Mary. Akurat w tym momencie do mojej sypialni wparowała Es, wraz z Niall'em. Zdążyłam schować wszystkie kartki, ale nie zamknąć stron o LA.
-Wow, dziewczyno.-powiedziała Estera, widząc mojego laptopa-Przypominam ci, że wakacje się kończą. chyba nam nie uciekasz,co?
Zażartowała, ale natychmiast przestała, gdy zauważyła że tylko ona się śmiała.
-Coś w tym stylu-mruknęłam i podałam jej papiery.
-Kiedy wrócisz?-spytał blondyn
-Nigdy. A nawet jeśli, to nie w najbliższych latach.
-Nie możesz!-moja przyjaciółka wstała-Nie teraz! Ja cię potrzebuje!
Wybiegła, nawet nie racząc mi powiedzieć, co się stało. Irlandczyk tylko na mnie spojrzał przepraszającym wzrokiem i też zniknął, zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć.
Z bezsilności opadłam ciężko na łóżko i zasnęłam.
Są komentarze-jest nowy post. Nadal pozostaje zasada.
Jak wam się podoba? Mi tak średnio. Co myślicie o Perrie? Ja, szczerze mówiąc, nie trawie jej. Tak po prostu, nie potrafie tego wytłumaczyć. Może jakbym ją znała, to bym osądzała, ale tak............
Jak będzie z 10 komentarzy to mogę dodać jakiegoś imagina. Chcecie?
wtorek, 31 lipca 2012
22
*oczami Anne*
Miejsce wyglądało jak ośrodek dla obłąkanych, którym było według mnie. Ludzei gadali sami do siebie, wyglądali jak duchy i tak się zachowywali. Naprawdę jest ze mną aż tak źle?
Wiedziałam że to nie jest typowy odwyk, bo tam bym nie pasowała. Zachowywałam się jak ci wszyscy ludzie, co mnie dobijało. Pewnym siebie krokiem szłam wzdłuż korytarza, szukając swojego pokoju.243, 244, 245....Jest 250.
Weszłam do środka i rzuciłam otrbe na łóżko, a zaraz potem zrobiłam to samo ze sobą. Dopiero po chwili zauważyłam ze jakaś dziewczyna mi się przygląda. Nie znoszę takiego zachowania.
-Co się tak gapisz?-warknęłam-Wiem, że to zoo, ale ja nie jestem atrakcją.
Dziewczyna odgarnęła swoje czarne włosy z twarzy i przeniosła się na krzesło stojące naprzeciwko mnie.
-Nareszcie ktoś normalny. Jestem Blaze.
-Anne. Jak to trafiłaś?
-Mogę się założyć że uznasz mnie za głupią, ale trudno. Wyglądem przypominam metalówę, którą kiedyś byłam. Później coś się we mnie przestawiło i zaczęłam słuchać One Direction. Ukrywałam to, bo wielka siara, ale i tak każdy się dowiedział. Znajomi mnie wyśmiali, chłopak rzucił i popadłam w depresje. Rodzice mnie wywieźli tu jakiś miesiąc temu. A twoja historia?
-Można powiedzieć że też przez One Direction.-odpowiedziałam wymijająco, a ona dalej się nie dopytywała
Okazało się, że mamy mnóstwo wspólnuch tematów. Cały wolny czas spędzałyśmy razem, byłyśmy ja siostry. Lubiła mówić o 1D, ale widząc że dla mnie to drażliwy temat, starała się mózić jak najmniej. Nie powiedziałam jej o mojej znajomości z jej ulubionym zespołem. Po prostu nie chciałam.
Na terapiach grupowych jako jedyna siedziałam cicho. Nie potrafiłam się żalić ze swoich problemów przed 30 osobami. Żeby skłonić mnie do gadania, wysłano mnie na sesje indywidualne z Michelle. Tam byłam rozmowna, bo to była jedyna normalna osoba w ośrodku, która nie traktowała nas jak psychicznych.
Widząc moją poprawę, chcieli mnie wypuścić po miesiącu, ale się nie zgodziłam. Wolałam siedzieć tam, niż widzieć Zayn'a. Wolałam wrócić przed samymi studiami, żeby nie popaść w depresje, znowu.
Spakowałam ostatnie rzeczy i czekałam, aż po mnie przyjadą. Spojrzałam w lustro i zobaczyłam dziewczynę, ale juz nie tą samą co 2 miesiące temu. Tamta przypominała zombie i życie z niej uszło. Teraz było lepiej. Na rękach zostały tylko ledwo widoczne blizny po cięciach, częściowo ukryte pod tatuażem, który zrobiłam podczas jednodniowej wycieczki do miasta. W oczach pojawił się dawny błysk, usta były wygięte w delikatnym uśmiechu, lekki makijaż i kochany, wyróżniający się strój.
Zeszłam z Blaze na dół, bo zaraz miał się zjawić nasz transport. Nie myliłam się. Ledwo usiadłyśmy na dole i pojawił się Liam z Harry'm. Ten pierwszy wziął mnie w ramiona i zaczął kręcić dookoła, a loczek zaraz po nim. Blaze nie wiedziała co powiedzieć i patrzyła na te scenke jak zaczarowana.
-Hej, piękna.-przywitał się Li-Wyglądasz bosko.
-Dzięki. Wy też, bo nie musicie pilnować już histeryczki w mojej osobie.
-A pzredstawisz nam swoją towarzyszkę?-wtrącił się Hazza
-Jestem Blaze.-w końcu wykrztusiła-A was znam, więc nie musicie się przedstawiać.
Wpakowaliśmy się do auta i pojechaliśmy do domu i przyjaciół, za którymi tak tęskniłam. Po drodze zostawiliśmy Blaze, która nawiązała bliższy kontakt z Liam'em.
W mieszkaniu czekała na mnie pozostała 4 ukochanych osób, wraz z tortem czekoladowym na powitanie. Przez cały czas mnie ściskali i mówili jak bardzo tęsknili. Każdy miał dobry humor, ale mój w końcu trzeba było popsuć.......
Jak myślicie, co będzie dalej?Nie miałam pomysłu an te miesiące, więc od razu doleciałam aż tu.
Mam do was dwie prośby:
1. Jeśli to nie problem, polecajcie mój blog innym. Bardzo mi na tym zależy.
2. Chcę sprawdzić jak bardzo wam zależy na moim pisaniu. Następny post dodam dopiero, gdy zobaczę co najmniej pięć komentarzy po tym. Jeśli się uda, ta zasada zostanie.
Mam napisanego imagina z Liam'em. Chcecie? Jak wam się spodoba, może napiszę drugą część.
Miejsce wyglądało jak ośrodek dla obłąkanych, którym było według mnie. Ludzei gadali sami do siebie, wyglądali jak duchy i tak się zachowywali. Naprawdę jest ze mną aż tak źle?
Wiedziałam że to nie jest typowy odwyk, bo tam bym nie pasowała. Zachowywałam się jak ci wszyscy ludzie, co mnie dobijało. Pewnym siebie krokiem szłam wzdłuż korytarza, szukając swojego pokoju.243, 244, 245....Jest 250.
Weszłam do środka i rzuciłam otrbe na łóżko, a zaraz potem zrobiłam to samo ze sobą. Dopiero po chwili zauważyłam ze jakaś dziewczyna mi się przygląda. Nie znoszę takiego zachowania.
-Co się tak gapisz?-warknęłam-Wiem, że to zoo, ale ja nie jestem atrakcją.
Dziewczyna odgarnęła swoje czarne włosy z twarzy i przeniosła się na krzesło stojące naprzeciwko mnie.
-Nareszcie ktoś normalny. Jestem Blaze.
-Anne. Jak to trafiłaś?
-Mogę się założyć że uznasz mnie za głupią, ale trudno. Wyglądem przypominam metalówę, którą kiedyś byłam. Później coś się we mnie przestawiło i zaczęłam słuchać One Direction. Ukrywałam to, bo wielka siara, ale i tak każdy się dowiedział. Znajomi mnie wyśmiali, chłopak rzucił i popadłam w depresje. Rodzice mnie wywieźli tu jakiś miesiąc temu. A twoja historia?
-Można powiedzieć że też przez One Direction.-odpowiedziałam wymijająco, a ona dalej się nie dopytywała
Okazało się, że mamy mnóstwo wspólnuch tematów. Cały wolny czas spędzałyśmy razem, byłyśmy ja siostry. Lubiła mówić o 1D, ale widząc że dla mnie to drażliwy temat, starała się mózić jak najmniej. Nie powiedziałam jej o mojej znajomości z jej ulubionym zespołem. Po prostu nie chciałam.
Na terapiach grupowych jako jedyna siedziałam cicho. Nie potrafiłam się żalić ze swoich problemów przed 30 osobami. Żeby skłonić mnie do gadania, wysłano mnie na sesje indywidualne z Michelle. Tam byłam rozmowna, bo to była jedyna normalna osoba w ośrodku, która nie traktowała nas jak psychicznych.
Widząc moją poprawę, chcieli mnie wypuścić po miesiącu, ale się nie zgodziłam. Wolałam siedzieć tam, niż widzieć Zayn'a. Wolałam wrócić przed samymi studiami, żeby nie popaść w depresje, znowu.
Spakowałam ostatnie rzeczy i czekałam, aż po mnie przyjadą. Spojrzałam w lustro i zobaczyłam dziewczynę, ale juz nie tą samą co 2 miesiące temu. Tamta przypominała zombie i życie z niej uszło. Teraz było lepiej. Na rękach zostały tylko ledwo widoczne blizny po cięciach, częściowo ukryte pod tatuażem, który zrobiłam podczas jednodniowej wycieczki do miasta. W oczach pojawił się dawny błysk, usta były wygięte w delikatnym uśmiechu, lekki makijaż i kochany, wyróżniający się strój.
Zeszłam z Blaze na dół, bo zaraz miał się zjawić nasz transport. Nie myliłam się. Ledwo usiadłyśmy na dole i pojawił się Liam z Harry'm. Ten pierwszy wziął mnie w ramiona i zaczął kręcić dookoła, a loczek zaraz po nim. Blaze nie wiedziała co powiedzieć i patrzyła na te scenke jak zaczarowana.
-Hej, piękna.-przywitał się Li-Wyglądasz bosko.
-Dzięki. Wy też, bo nie musicie pilnować już histeryczki w mojej osobie.
-A pzredstawisz nam swoją towarzyszkę?-wtrącił się Hazza
-Jestem Blaze.-w końcu wykrztusiła-A was znam, więc nie musicie się przedstawiać.
Wpakowaliśmy się do auta i pojechaliśmy do domu i przyjaciół, za którymi tak tęskniłam. Po drodze zostawiliśmy Blaze, która nawiązała bliższy kontakt z Liam'em.
W mieszkaniu czekała na mnie pozostała 4 ukochanych osób, wraz z tortem czekoladowym na powitanie. Przez cały czas mnie ściskali i mówili jak bardzo tęsknili. Każdy miał dobry humor, ale mój w końcu trzeba było popsuć.......
Jak myślicie, co będzie dalej?Nie miałam pomysłu an te miesiące, więc od razu doleciałam aż tu.
Mam do was dwie prośby:
1. Jeśli to nie problem, polecajcie mój blog innym. Bardzo mi na tym zależy.
2. Chcę sprawdzić jak bardzo wam zależy na moim pisaniu. Następny post dodam dopiero, gdy zobaczę co najmniej pięć komentarzy po tym. Jeśli się uda, ta zasada zostanie.
Mam napisanego imagina z Liam'em. Chcecie? Jak wam się spodoba, może napiszę drugą część.
niedziela, 29 lipca 2012
21
Każdy kolejny dzień wyglądał podobnie. Anne codziennie obiecała, że z tym skończy, ale wieczorem zawsze kończyła w ten sam sposób jak za pierwszym razem. Liam, Louis i Harry opiekowali się nią w nocy, żebym mogła odpocząć i mieć trochę czasu dla Niall'a. Każdą noc spędziliśmy sami w ich domu, bo Zayn chodził do Annie, gdy ta spała, bo w innym wypadku wpadała w histerie na najmniejszą nawet wzmianke o nim.
Było dość wcześnie, a na dodatek sobota. Nie mogłam spać. Leżałam wtulona w bok blondyna, czekając aż się obudzi. Zaczęłam się wiercić i go obudziłam.
-Jak długo nie śpisz, piękna?-spytał, przy okazji całując mnie w czoło
-Niedługo. Wiesz, że dzisiaj musimy zawieść An do kliniki? Nikt nie będzie wiedział gdzie jest i co z nią.
-Wiem, ale nie mówmy o tym więcej. Inaczej zmienisz zdanie.
Usiadł, a mnie posadził sobie na kolanach i zaczął rozczesywać palcami moje włosy. Jakie to fajne uczucie, gdy moje czarne loki opadają mi na ramiona. Na dodatek Niall jeździł opuszkami palców po moich plecach, a przez to, że miałam okropne łaskotki, cały czas się śmiałam. Ale zaczęłam się już przyzwyczajać i, przynajmniej, nie rzucałam się tak jak kiedyś. Jeszcze chwilę tak posiedzieliśmy i musieliśmy się szykować. Szybko się ubrałam i zbiegłam na dół, żeby zrobić śniadanie.
Przy stole w kuchni siedział Zayn z Harry'm. Oboje zmęczeni i smutni, ale już na pierwszy rzut oka było widać kto cierpi najbardziej.
-Hej chłopcy.-dałam każdemu buziaka w policzek-Jak wasza zmiana?
-Lepiej.-zaczął loczek-Nie brała, ale się pocięła. Skąd ona bierze to wszystko, skoro my zabieramy?
-I jeszcze te sny.-odezwał się mulat-Cały czas krzyczy moje imie, ale nie mogę jej obudzić i przytulić, bo będzie jeszcze gorzej. Wiesz jakie to uczucie? Nie móc pomóc najważniejszej osobie, tylko patrzeć jak cierpi?
-Przykro mi.
Nie mogłam mu powiedzieć o odwyku. O tym wiedzieliśmy tylko ja, Niall, Louis i Liam, bo na to się zgodziła Annie.
Reszte poranka spędziliśmy w ciszy. Zrobiłam kanapki, które od razu znikły i poszłam do mojego mieszkania. Gdy przyszłam, znalazłam całą trójke w salonie, gdzie zjadali pizze. Moja przyjaciółka leżała z chłopakami, opierając się o Lou'ego. Podeszłam do nich i przytuliłam An. Lekko odwzajemniła uścisk, co było krokiem naprzód, bo unikała kontaktów z ludźmi. Po prostu, jak już, siedziała z nami i na tym koniec. Jakby jej nie było.
-Gotowa?-spytałam
Kiwnęła głową i skierowała się do swojego pokoju, a my za nią. Wzięłam jej torbe i podałam chłopakom, żeby sprawdzili co tam jest. Ja w tym czasie sprawdziłam ją, czy czegoś nie przemyca(dziwnie to brzmi). Znalazłam żyletke w bucie i ostrze od noża w koku.
-To już wszystko.-powiedziała. Uwierzyłam, bo wogóle się odezwała i się rozluźniła.
Łącznie znaleźliśmy 10 przdmiotów, których nie powinno tam być.
Wzięłam torbe i poszłyśmy na dwór. Na zewnątrz czekał już na nas Niall w aucie. Jechaliśmy dość długo, a jedyne co słyszeliśmy to radio. W pewnym momencie zaczęła lecieć piosenka Amy Winehouse-Rehab. Ktoś chyba chciał mnie dobić, a na dodatek Anne zaczęła to śpiewać. Biorąc pod uwagę okoliczności, przez tego songa czułam się jak w jakimś durnym filmie.
Ośrodek znajdował się za Londynem, z dala od cywilizacji. Widząc podrapane mury, zastanawiałam się czy to dobry pomysł ją tu zostawiać, ale nie było już odwrotu. Weszliśmy do środka, żeby załatwić jeszcze parę spraw. Przez ten cały czas przyjaciółka wydawała się nieporuszona tą sytuacją, jakby to był normalny hotel albo coś.
Ciężko było mi się z nią rozstać, ale musiałam. Brama się zamknęła, a ja nadal się w nią wpatrywałam. Dopiero gdy irlandczyk pociągnął mnie za ręke, ruszyłam się z miejsca.
-To tylko 2 miesiące.-pocieszał mnie, widząc moje łzy-Wróci zmieniona, na lepsze. To dla jej dobra. Wszystko się ułoży.
Jest 21 rozdział. Teraz widzę ile już łącznie wszystkiego napisałam, a na dodatek ponad dwa tysiące wejść. Dziękuje;*
Było dość wcześnie, a na dodatek sobota. Nie mogłam spać. Leżałam wtulona w bok blondyna, czekając aż się obudzi. Zaczęłam się wiercić i go obudziłam.
-Jak długo nie śpisz, piękna?-spytał, przy okazji całując mnie w czoło
-Niedługo. Wiesz, że dzisiaj musimy zawieść An do kliniki? Nikt nie będzie wiedział gdzie jest i co z nią.
-Wiem, ale nie mówmy o tym więcej. Inaczej zmienisz zdanie.
Usiadł, a mnie posadził sobie na kolanach i zaczął rozczesywać palcami moje włosy. Jakie to fajne uczucie, gdy moje czarne loki opadają mi na ramiona. Na dodatek Niall jeździł opuszkami palców po moich plecach, a przez to, że miałam okropne łaskotki, cały czas się śmiałam. Ale zaczęłam się już przyzwyczajać i, przynajmniej, nie rzucałam się tak jak kiedyś. Jeszcze chwilę tak posiedzieliśmy i musieliśmy się szykować. Szybko się ubrałam i zbiegłam na dół, żeby zrobić śniadanie.
Przy stole w kuchni siedział Zayn z Harry'm. Oboje zmęczeni i smutni, ale już na pierwszy rzut oka było widać kto cierpi najbardziej.
-Hej chłopcy.-dałam każdemu buziaka w policzek-Jak wasza zmiana?
-Lepiej.-zaczął loczek-Nie brała, ale się pocięła. Skąd ona bierze to wszystko, skoro my zabieramy?
-I jeszcze te sny.-odezwał się mulat-Cały czas krzyczy moje imie, ale nie mogę jej obudzić i przytulić, bo będzie jeszcze gorzej. Wiesz jakie to uczucie? Nie móc pomóc najważniejszej osobie, tylko patrzeć jak cierpi?
-Przykro mi.
Nie mogłam mu powiedzieć o odwyku. O tym wiedzieliśmy tylko ja, Niall, Louis i Liam, bo na to się zgodziła Annie.
Reszte poranka spędziliśmy w ciszy. Zrobiłam kanapki, które od razu znikły i poszłam do mojego mieszkania. Gdy przyszłam, znalazłam całą trójke w salonie, gdzie zjadali pizze. Moja przyjaciółka leżała z chłopakami, opierając się o Lou'ego. Podeszłam do nich i przytuliłam An. Lekko odwzajemniła uścisk, co było krokiem naprzód, bo unikała kontaktów z ludźmi. Po prostu, jak już, siedziała z nami i na tym koniec. Jakby jej nie było.
-Gotowa?-spytałam
Kiwnęła głową i skierowała się do swojego pokoju, a my za nią. Wzięłam jej torbe i podałam chłopakom, żeby sprawdzili co tam jest. Ja w tym czasie sprawdziłam ją, czy czegoś nie przemyca(dziwnie to brzmi). Znalazłam żyletke w bucie i ostrze od noża w koku.
-To już wszystko.-powiedziała. Uwierzyłam, bo wogóle się odezwała i się rozluźniła.
Łącznie znaleźliśmy 10 przdmiotów, których nie powinno tam być.
Wzięłam torbe i poszłyśmy na dwór. Na zewnątrz czekał już na nas Niall w aucie. Jechaliśmy dość długo, a jedyne co słyszeliśmy to radio. W pewnym momencie zaczęła lecieć piosenka Amy Winehouse-Rehab. Ktoś chyba chciał mnie dobić, a na dodatek Anne zaczęła to śpiewać. Biorąc pod uwagę okoliczności, przez tego songa czułam się jak w jakimś durnym filmie.
Ośrodek znajdował się za Londynem, z dala od cywilizacji. Widząc podrapane mury, zastanawiałam się czy to dobry pomysł ją tu zostawiać, ale nie było już odwrotu. Weszliśmy do środka, żeby załatwić jeszcze parę spraw. Przez ten cały czas przyjaciółka wydawała się nieporuszona tą sytuacją, jakby to był normalny hotel albo coś.
Ciężko było mi się z nią rozstać, ale musiałam. Brama się zamknęła, a ja nadal się w nią wpatrywałam. Dopiero gdy irlandczyk pociągnął mnie za ręke, ruszyłam się z miejsca.
-To tylko 2 miesiące.-pocieszał mnie, widząc moje łzy-Wróci zmieniona, na lepsze. To dla jej dobra. Wszystko się ułoży.
Jest 21 rozdział. Teraz widzę ile już łącznie wszystkiego napisałam, a na dodatek ponad dwa tysiące wejść. Dziękuje;*
sobota, 28 lipca 2012
Louis
Dzisiaj wybierałaś się z przyjaciółką na koncert One Direction. Byłaś bardzo podekscytowana, bo miałyście miejsca w pierwszym rzędzie, a na dodatek bilety VIP. Marzyłyście aby poznać chłopaków.
Na koncercie bawiłyście się jak dzieci, cały czas się śmiałyście i parodiowałyście zespół, aż ktoś cię popchnął i się potknęłaś. Wylądowałaś na barierce, która powstrzymała cię od dalszego lotu, ale za to twoje okulary wylądowały pod samą sceną. Nie mogłaś ich dosięgnąć, ani po nie pójść, bo ochrona nie wierzyła w twoją historie.
Po jakimś czasie nareszcie ktoś ci je podał. Założyłaś okulary na swoje miejsce.
-Dziękuje, same z nimi problemy.
Nic więcej nie powiedziałaś, bo odebrało ci mowę. Przed tobą stał sam Louis Tomlinson. Momentalnie się zatumieniłaś i spóściłaś wzrok.
-Nie ma za co. Chodź za scene, tam jest spokojniej.
Louis pomógł ci przejść przez barierkę, a twoja przyjaciółka została i obiecała, że później się spotkacie. Chłopak zaprowadził cię za scene i powiedział, że możesz wszędzie chodzić, a on cię najwyżej później znajdzie. Chwilę posiedziałaś, patrząc na ich występ, a następnie poszłaś zobaczyć, co jeszcze się tutaj znajduje. Bez problemu znalazłaś garderobe i pokoje chłopaków. Po dłuższym zastanowieniu weszłaś do pokoju Louiego. Był gigantyczny i w miare czysty, czego się nie spodziewałaś. Usiadłaś na kanapie i zobaczyłaś obok siebie laptopa. Nie należałaś do osób, które grzebią w cudzych rzeczach, ale był włączony i nie mogłaś oprzeć się pokusie. Nie grzebałaś w jego prywatnych plikach, tylko włączyłaś jakiś film. Okazał się straszliwie nudny, więc zasnęłaś.
Gdy się obudziłaś, zegar wybił północ. Podniosłaś się i zobaczyłaś Louiego, który spał w fotelu. Po cichu zabrałaś swoje rzeczy i podeszłaś do drzwi. Czułaś się jak Kopciuszek, który ucieka od księcia.
Złapałaś za klamkę, ale nie mogłaś otworzyć drzwi, bo ktoś je zablokował.
-Wybierasz się gdzieś?
-Muszę wracać do domu. Poza tym miałam się spotkać z
- wróciła do domu z Harry'm, więc nie masz się o co martwić, bo zadzwoniła do twoich rodziców i powiedziała, że możesz nie wrócić na noc.
Brunet pociągnął cię za ręke w stronę kanapy. Byłaś zmęczona, ale starałaś się nie zasnąć. Cały czas opowiadaliście sobie rózne historie, dzięki czemu poznawaliście się lepiej. Gdy Louis zaśpiewał ci "More Than This" zasnęłaś. Dobrze wiedział, że jesteś zmęczona.
Obudziłaś się rano, wtulona w chłopaka, któy obejmował cię ramieniem. Na początku myślałaś że to wszystko to jeden wielki sen, a jednak nie. Gdy rozmyślałaś nad tym, Louis się obudził, ale cię nie puścił.
-Dzień dobry, śpiąca królewno.
-Dzień dobry, królewiczu. Możesz mnie już puścić?
-A co, nie podoba się?
-Podoba, ale znamy się jedną noc.
Odsunęłaś się od niego i wstaliście. Poslziście do Milk Shake City, apotem do twojego domu. Wcale wam się nie spieszyło.
Przed domem mocno go przytuliłaś.
-Zadzwoń do mnie, jak będziesz chciała. Zapisałem ci swój numer.
I tak zrobiłaś. Spotykaliście się bardzo często. Pewnego dnia wybraliście się nad jezioro. Wypłynęliście łódką i zaczęliście wpsominać wasze pierwsze spotkanie. Wtedy Louis powiedział coś, co pamiętesz dotąd.
-Na koncercie powiedziałaś że z okularami masz same problemy. Nieprawda, bo gdyby nie one nie spotkalibyśmy się i nie byłoby nas tutaj. One przynoszą szczęście.
Wtedy po raz pierwszy wyznaliście sobie miłość i pocałowaliście się, a także spędziliście pierwszą noc razem.
Teraz to wszystko wspominacie. Pamiętacie, choć minęło tyle lat. Wasze dzieci i wnuki kochają słuchać tej historii, szczególnie że kończycie za siebie zdania.
Mam nadzieję że wyszedł dobrze. Miał byż z Niall'em, ale wpadłam na to.
Idelane rozwiązanie mojego problemu-brak komentarzy=brak nowego posta. Jak bardzo wam zależy???
Na koncercie bawiłyście się jak dzieci, cały czas się śmiałyście i parodiowałyście zespół, aż ktoś cię popchnął i się potknęłaś. Wylądowałaś na barierce, która powstrzymała cię od dalszego lotu, ale za to twoje okulary wylądowały pod samą sceną. Nie mogłaś ich dosięgnąć, ani po nie pójść, bo ochrona nie wierzyła w twoją historie.
Po jakimś czasie nareszcie ktoś ci je podał. Założyłaś okulary na swoje miejsce.
-Dziękuje, same z nimi problemy.
Nic więcej nie powiedziałaś, bo odebrało ci mowę. Przed tobą stał sam Louis Tomlinson. Momentalnie się zatumieniłaś i spóściłaś wzrok.
-Nie ma za co. Chodź za scene, tam jest spokojniej.
Louis pomógł ci przejść przez barierkę, a twoja przyjaciółka została i obiecała, że później się spotkacie. Chłopak zaprowadził cię za scene i powiedział, że możesz wszędzie chodzić, a on cię najwyżej później znajdzie. Chwilę posiedziałaś, patrząc na ich występ, a następnie poszłaś zobaczyć, co jeszcze się tutaj znajduje. Bez problemu znalazłaś garderobe i pokoje chłopaków. Po dłuższym zastanowieniu weszłaś do pokoju Louiego. Był gigantyczny i w miare czysty, czego się nie spodziewałaś. Usiadłaś na kanapie i zobaczyłaś obok siebie laptopa. Nie należałaś do osób, które grzebią w cudzych rzeczach, ale był włączony i nie mogłaś oprzeć się pokusie. Nie grzebałaś w jego prywatnych plikach, tylko włączyłaś jakiś film. Okazał się straszliwie nudny, więc zasnęłaś.
Gdy się obudziłaś, zegar wybił północ. Podniosłaś się i zobaczyłaś Louiego, który spał w fotelu. Po cichu zabrałaś swoje rzeczy i podeszłaś do drzwi. Czułaś się jak Kopciuszek, który ucieka od księcia.
Złapałaś za klamkę, ale nie mogłaś otworzyć drzwi, bo ktoś je zablokował.
-Wybierasz się gdzieś?
-Muszę wracać do domu. Poza tym miałam się spotkać z
-
Brunet pociągnął cię za ręke w stronę kanapy. Byłaś zmęczona, ale starałaś się nie zasnąć. Cały czas opowiadaliście sobie rózne historie, dzięki czemu poznawaliście się lepiej. Gdy Louis zaśpiewał ci "More Than This" zasnęłaś. Dobrze wiedział, że jesteś zmęczona.
Obudziłaś się rano, wtulona w chłopaka, któy obejmował cię ramieniem. Na początku myślałaś że to wszystko to jeden wielki sen, a jednak nie. Gdy rozmyślałaś nad tym, Louis się obudził, ale cię nie puścił.
-Dzień dobry, śpiąca królewno.
-Dzień dobry, królewiczu. Możesz mnie już puścić?
-A co, nie podoba się?
-Podoba, ale znamy się jedną noc.
Odsunęłaś się od niego i wstaliście. Poslziście do Milk Shake City, apotem do twojego domu. Wcale wam się nie spieszyło.
Przed domem mocno go przytuliłaś.
-Zadzwoń do mnie, jak będziesz chciała. Zapisałem ci swój numer.
I tak zrobiłaś. Spotykaliście się bardzo często. Pewnego dnia wybraliście się nad jezioro. Wypłynęliście łódką i zaczęliście wpsominać wasze pierwsze spotkanie. Wtedy Louis powiedział coś, co pamiętesz dotąd.
-Na koncercie powiedziałaś że z okularami masz same problemy. Nieprawda, bo gdyby nie one nie spotkalibyśmy się i nie byłoby nas tutaj. One przynoszą szczęście.
Wtedy po raz pierwszy wyznaliście sobie miłość i pocałowaliście się, a także spędziliście pierwszą noc razem.
Teraz to wszystko wspominacie. Pamiętacie, choć minęło tyle lat. Wasze dzieci i wnuki kochają słuchać tej historii, szczególnie że kończycie za siebie zdania.
Mam nadzieję że wyszedł dobrze. Miał byż z Niall'em, ale wpadłam na to.
Idelane rozwiązanie mojego problemu-brak komentarzy=brak nowego posta. Jak bardzo wam zależy???
czwartek, 26 lipca 2012
20
*oczami Estery*
Siedziałam z Niall'em w jego pokoju. Irlandczyk całował mnie po całym ciele, przez co ogarniały mnie przyjemne dreszcze. Mimo tego, miałam złe przeczucie. Właśnie wybiła północ. Odsunęłam się od chłopaka.
-Niall, ja muszę wracać.-nie był z tego powodu zadowolony-Nie zostawię An samej, nie teraz.
-Dobra, rozumiem. Ale cię odprowadze.
Ubraliśmy się i zeszliśmy na dół. Pożegnałam się z Liam'em, Loui'm i Harry'm. Zayn do tej pory nie wyszedł ze swojej sypialni. To dobrze, bo nie chciałam go widzieć na oczy po tym wszystkim, co zrobił Annie. Ale czułam że coś jest nie tak z tą historyjką. Muszę się dowiedzieć co.
Przez całą drogę do domu byliśmy cicho, ale żadnemu z nas to nie przeszkadzało. Ta cisza mnie ukoiła. Weszliśmy do środka i poprosiłam go, żeby został na noc. Od razu skierował się do kuchni(czy kogoś to dziwi?), a ja przebrałam się w dres i poszłam zobaczyć, co u Annie. Nie zraziła mnie jej wcześniejsza reakcja, bo to przecież ona i musi mieć czas dla siebie, szczególnie teraz.
Otworzyłam drzwi, włączyłam światło i krzyknęłam. Anne leżała na podłodze, spała. Ale to nie był powód mojego przerażenia. Na jej ciele widziałam ciemnoczerwone smugi. Najwięcej wewnętrz ud i ramion, ale na szczęście niezbyt wiele. Było jeszcze gorzej. Obok niej leżał woreczek z wysypanym białym proszkiem-narkotyki.
Pobiegłam do Niall'a. Z moim talentem, wywróciłam się po drodze i to on musiał do mnie przyjść.
-Wszystko dobrze, mała?
Bez żadnej odpowiedzi, wskazałam na pokój przyjaciółki. Pomógł mi wstać i poszedł zobaczyć, co tam jest. Jego reakcja była podobna do mojej, z wyjątkiem krzyku i paniki.
-Fuck. Trzeba dzwonić na pogotowie.-wyciągnął telefon
-Nie!-spojrzał na mnie pytającym wzrokiem-Jeśli po nią przyjadą, to oskarżą ją o posiadanie. Nie ma czystego konta, wsadzą ją. Dzwoń po chłopaków, tylko nie po Zayn'a.
Zrobił, jak kazałam. Wykręcił numer Liam'a. W tym czasie ubrałam buty i bluze i sięgnęłam po klucze od ich domu. W drzwiach minęłam się z chłopakami.
-Dokąd idziesz?-spytał Harry
-Pogadać ze srawcą tego wszystkiego. Zajmijcie się nią, proszę.
Zgodzili się, a ja pobiegłam najszybciej jak potrafiłam. Drzwi nie były zamknięte na klucz, więc nie musiałam wyciągać swoich. Gorzej było z dostaniem się do sypialni mulata.
-Zayn, otwieraj!-zdzierałam gardło i waliłam w drzwi, ale to nic nie dawało-Chodzi o Anne!
Usłyszałam jak idzie w strone wejścia i po chwili wpuścił mnie do środka. Jego oczy były zaczerwienione od płaczu.
-O co chodzi?-po zachowaniu wnioskuje że chciał być sam, ale równocześnie wiedzieć co z Annie.
-Jesteś kompletnym dupkiem. Przez ciebie moja przyjaciółka, a twoja była dziewczyna, pocięła się i wzięła narkotyki.
-Co!?
-To! Nie próbowała się zabić-uspokajałam go-Po prostu to ją mniej bolało niż twoja zdrada.
-Nie zdradziłem jej! Kocham Annie!-mówił prawdę, to było widać w jego oczach
-Powiedzmy że ci wierzę, ale to nie wyjaśnia zdjęcia i tego co napisała Perrie...
-Zmyśliła to, jeśli chodzi o noc i specjalnie to ukantowała! Jest zazdrosna i chciała zniszczyć mój związek. Udało jej się......
-Może nie do końca i uda ci się wszystko naprawić, ale nie teraz. W tej chwili nie wybaczy ci. To ją uderzyło. Podejrzewam że, albo zapomni i da szansę, a na to bym nie liczyła zbytnio, albo uwierzy jeśli usłyszy to do niej albo osób, którym to zwisa.
Jeszcze chwilę z nim porozmawiałam i poznałam całą prawdę. Obiecałam przed wyjściem, że wytłumacze to reszcie i spróbuje przekonać Anne do zmiany zdania, choć czuję że to mi się nie uda.
Gdy wróciłam Louis siedział w pokoju An, którą pzrenieśli na łóżko. Sprzątnęli też cały ten syf i ją opatrzyli, nie budząc.
Powiedziałam chłopakom czego się dowiedziałam i uwierzyli. Ustaliliśmy że ktoś zawsze będzie przy niej czuwać, w razie czego. Mi przypadła zmiana dzienna, a oni mieli się zmieniać w nocy.
Położyłam się spać, bo byłam wykończona tym dniem, a Niall położył się ze mną. Reszta rozłożyła się na kanapie w salonie, tylko Liam siedział w pokoju mojej przyjaciółki, bo miał teraz dyżur.
Zastanawiam się nad zawieszeniem bloga....... Ale raczej tego nie zrobie, tylko przestanę tak często dodawać. Po prostu chcę żebyście pisali jak najwięcej komentarzy. Chcę znać wasze zdanie i cieszę się nawet z tych pojedyńczych komentarzy, ale proszę o więcej. Tylko tyle, nic więcej. To nie jest trudne i nie proszę o żadne wypracowanie, tylko parę słów. Przemyślcie to.
P.S. z kim imagin, jeśli ma być, bo nie mogę się zdecydować?
Siedziałam z Niall'em w jego pokoju. Irlandczyk całował mnie po całym ciele, przez co ogarniały mnie przyjemne dreszcze. Mimo tego, miałam złe przeczucie. Właśnie wybiła północ. Odsunęłam się od chłopaka.
-Niall, ja muszę wracać.-nie był z tego powodu zadowolony-Nie zostawię An samej, nie teraz.
-Dobra, rozumiem. Ale cię odprowadze.
Ubraliśmy się i zeszliśmy na dół. Pożegnałam się z Liam'em, Loui'm i Harry'm. Zayn do tej pory nie wyszedł ze swojej sypialni. To dobrze, bo nie chciałam go widzieć na oczy po tym wszystkim, co zrobił Annie. Ale czułam że coś jest nie tak z tą historyjką. Muszę się dowiedzieć co.
Przez całą drogę do domu byliśmy cicho, ale żadnemu z nas to nie przeszkadzało. Ta cisza mnie ukoiła. Weszliśmy do środka i poprosiłam go, żeby został na noc. Od razu skierował się do kuchni(czy kogoś to dziwi?), a ja przebrałam się w dres i poszłam zobaczyć, co u Annie. Nie zraziła mnie jej wcześniejsza reakcja, bo to przecież ona i musi mieć czas dla siebie, szczególnie teraz.
Otworzyłam drzwi, włączyłam światło i krzyknęłam. Anne leżała na podłodze, spała. Ale to nie był powód mojego przerażenia. Na jej ciele widziałam ciemnoczerwone smugi. Najwięcej wewnętrz ud i ramion, ale na szczęście niezbyt wiele. Było jeszcze gorzej. Obok niej leżał woreczek z wysypanym białym proszkiem-narkotyki.
Pobiegłam do Niall'a. Z moim talentem, wywróciłam się po drodze i to on musiał do mnie przyjść.
-Wszystko dobrze, mała?
Bez żadnej odpowiedzi, wskazałam na pokój przyjaciółki. Pomógł mi wstać i poszedł zobaczyć, co tam jest. Jego reakcja była podobna do mojej, z wyjątkiem krzyku i paniki.
-Fuck. Trzeba dzwonić na pogotowie.-wyciągnął telefon
-Nie!-spojrzał na mnie pytającym wzrokiem-Jeśli po nią przyjadą, to oskarżą ją o posiadanie. Nie ma czystego konta, wsadzą ją. Dzwoń po chłopaków, tylko nie po Zayn'a.
Zrobił, jak kazałam. Wykręcił numer Liam'a. W tym czasie ubrałam buty i bluze i sięgnęłam po klucze od ich domu. W drzwiach minęłam się z chłopakami.
-Dokąd idziesz?-spytał Harry
-Pogadać ze srawcą tego wszystkiego. Zajmijcie się nią, proszę.
Zgodzili się, a ja pobiegłam najszybciej jak potrafiłam. Drzwi nie były zamknięte na klucz, więc nie musiałam wyciągać swoich. Gorzej było z dostaniem się do sypialni mulata.
-Zayn, otwieraj!-zdzierałam gardło i waliłam w drzwi, ale to nic nie dawało-Chodzi o Anne!
Usłyszałam jak idzie w strone wejścia i po chwili wpuścił mnie do środka. Jego oczy były zaczerwienione od płaczu.
-O co chodzi?-po zachowaniu wnioskuje że chciał być sam, ale równocześnie wiedzieć co z Annie.
-Jesteś kompletnym dupkiem. Przez ciebie moja przyjaciółka, a twoja była dziewczyna, pocięła się i wzięła narkotyki.
-Co!?
-To! Nie próbowała się zabić-uspokajałam go-Po prostu to ją mniej bolało niż twoja zdrada.
-Nie zdradziłem jej! Kocham Annie!-mówił prawdę, to było widać w jego oczach
-Powiedzmy że ci wierzę, ale to nie wyjaśnia zdjęcia i tego co napisała Perrie...
-Zmyśliła to, jeśli chodzi o noc i specjalnie to ukantowała! Jest zazdrosna i chciała zniszczyć mój związek. Udało jej się......
-Może nie do końca i uda ci się wszystko naprawić, ale nie teraz. W tej chwili nie wybaczy ci. To ją uderzyło. Podejrzewam że, albo zapomni i da szansę, a na to bym nie liczyła zbytnio, albo uwierzy jeśli usłyszy to do niej albo osób, którym to zwisa.
Jeszcze chwilę z nim porozmawiałam i poznałam całą prawdę. Obiecałam przed wyjściem, że wytłumacze to reszcie i spróbuje przekonać Anne do zmiany zdania, choć czuję że to mi się nie uda.
Gdy wróciłam Louis siedział w pokoju An, którą pzrenieśli na łóżko. Sprzątnęli też cały ten syf i ją opatrzyli, nie budząc.
Powiedziałam chłopakom czego się dowiedziałam i uwierzyli. Ustaliliśmy że ktoś zawsze będzie przy niej czuwać, w razie czego. Mi przypadła zmiana dzienna, a oni mieli się zmieniać w nocy.
Położyłam się spać, bo byłam wykończona tym dniem, a Niall położył się ze mną. Reszta rozłożyła się na kanapie w salonie, tylko Liam siedział w pokoju mojej przyjaciółki, bo miał teraz dyżur.
Zastanawiam się nad zawieszeniem bloga....... Ale raczej tego nie zrobie, tylko przestanę tak często dodawać. Po prostu chcę żebyście pisali jak najwięcej komentarzy. Chcę znać wasze zdanie i cieszę się nawet z tych pojedyńczych komentarzy, ale proszę o więcej. Tylko tyle, nic więcej. To nie jest trudne i nie proszę o żadne wypracowanie, tylko parę słów. Przemyślcie to.
P.S. z kim imagin, jeśli ma być, bo nie mogę się zdecydować?
wtorek, 24 lipca 2012
19
Po tym, co zobaczyłam i przeczytałam, nie chciało mi się płakać. Wręcz przeciwnie, byłam wściekła, żądałam zemsty. Estera przytuliła mnie, ale się jej wyrwałam. Założyłam słuchawki na uszy i poszłam do chłopaków. Nie dałam po sobie poznać co się stało, tylko do razu pobiegłam do pokoju Zayn'a. Znalazłam swoją torbę pod łóżkiem i wpakowałam tam wszystkie moje rzeczy, które u nich zostawiałam. Podmieniłam klucze. Na miejsce kluczy do mojego mieszkania, położyłam do ich domu.
Usiadłam przy biurku i włączyłam laptopa, czekając aż ten zdrajca wróci. Otworzyłam tt. Ludzie pisali rzeczy typu, jak bardzo im smutno bo do siebie pasowaliśmy, albo że wiadomo było że w końcu mnie rzuci dla gwiazdy. Wkurzało mnie to, bo nie znoszę gdy obcy ludzie pakują się do mojego życia. Zamknęłam sprzęt, bo wszędzie było to samo zdjęcie i tekst.
Na szczęście nie musiałam już długo czekać. Zayn, na mój widok, rzucił walizke w kąt i podbiegł do mnie, żeby się przywitać. Zrobiłam krok w bok, a on się zatrzymał, nie wiedząc co się dzieje.
-Dobrze się bawiłeś?-warknęłam
-Nawet nie wiesz jak.-zagotowało się we mnie
-Właśnie wiem. To że nie jestem gwiazdą, nie znaczy że jestem gorsza od Perrie. A to że nie mówisz mi wszystkiego, nie znaczy że nic nie wiem.
Wzięłam torbę i ruszyłam do drzwi. Jeszcze przed wyjściem z sypialni, przypomniałam sobie o łańcuszku. Zerwałam go i rzuciłam w niego.
-Masz. Daj to swojej sławnej tlenionej blondynie.-nie byłam w stanie wypowiedzieć jej imienia po raz kolejny
Zeszłam na dół, z dumnie uniesioną głową. Wiedziałam że otworzył historię w laptopie i wszystko widział. Słyszałam jak mnie woła, ale nie miałam zamiaru reagować. Dogonił mnie dopiero przed wyjściem z domu. Złapał mnie za ramię i odwrócił twarzą do siebie.
-Chyba nie wierzysz w to wszystko?-nie odpowiedziałam-Kochanie?
Chciał mnie przytulić i pocałować, a ja zadziałałam pod wpływem impulsu. Wyrwałam się i uderzyłam do w nos. Co jak co, ale prawy sierpowy miałam mocny, o czym świadczyła krew Malik'a na mojej dłoni.
-Nie mów tak do mnie! Od tego masz te blond suke!
Wybiegłam z środke, żeby znaleźć się jak najdalej od niego. Nie gonił mnie, więc zwoliniłam i założyłam słuchawki, żeby odłączyć się od świata. Zaczął padać deszcz, który idealnie pasował do mojego humoru, bo zaczęłam płakać.
-Już nigdy więcej nie będe płakać przez niego, tylko ten raz.-obiecałam sobie
Weszłam do mieszkania i bez słowa zamknęłam się u siebie w pokoju. Rzuciłam się na łóżko. Długo nie mogłam siedzieć sama, bo po paru minutach do moich drzwi zaczęła się dobijać reszta 1D i moja przyjaciółka. Nie otworzyłam im, więc wykorzystali klucz. Żałowałam w tym momencie że miałam zapasowy w pokoju Es.
Wszyscy gadali, a raczej krzyczeli, jeden przez drugiego. Nie miałam siły żeby ich słuchać. Szybko mnie zdenerwowali swoim zachowaniem.
-Wynoście się! Wszyscy!-zrobili, co chciałam, bo nie chcieli oberwać jak Zayn-Chcę być sama.... Do końca życie sama...
Zamknęłam drzwi i osunęłam się po nich na podłogę. Choć było bardzo wcześnie, zasnęłam w tej pozycji.
Obudziłam się pod wieczór. Byłam cała mokra i ciężko oddychałam. Pewnie śnił mi się koszmar, ale nic z tego nie pamiętam. Nikogo nie było w domu. Es zostawiła mi kartkę że poszła do Niall'a i wróci o 21. Czyli miałam jeszcze 3,5 godziny dla siebie. Mając tyle czasu, postanowiłam wziąć długą gorącą kąpiel, podczas której nuciłam jakąś smętną piosenke.
Ubrałąm pidżamę i poszłam do pokoju. Gdy otworzyłam szafę, żeby schować torbe, z wnętrza wypadł czarny woreczek. Wysypałam jego zawartość na biurko. Były tam 2 woreczki z białym proszkiem i żyletki. To ostatnie należało do mnie, ale nigdy ch nie wykorzystałam.
Natomiast narkotyki musiały należeć do Damiana. Musiał schować je u mnie, gdy jeszcze z nim byłam i policja chciała go przeszukać. Nie zgodziłam się na to, ale i tak to zrobił, bo mu zwisało moje zdanie.
Z zamyślenia wyrwał mnie dzwonek telefonu, który przypomniał mi o innych. Estera napisała że przyjdzie później, jeśli mi to nie przeszkadza. Nie przeszkadzało, bo każdy ma swoje życie i nie będzie go zmieniał pod kogoś innego.
Oprócz tego miałam mnóstwo nieodebranych połączeń i widomości. Wszystko od jednej osoby-sławnego Zayn'a Malik'a. Pokasowałam, nie patrząc czego chce, bo na pewno pisał że nic nie zaszło i że mnie kocha i mam mu wybaczyć. O to mogę się założyć, bo jest taki jak wszyscy. Teraz się o tym przekonałam. Przypomniałam sobie, co się działo tego dnia. Jeszcze raz spojrzałam na przedmioty leżące na biurku.
-Właściwie to czemu nie?-myślałam na głos. Zdecydowałam się.-Moje pierwsze bliskie spotkanie spotkanie z wami...
Wzięłam do ręki żyletke i woreczek z proszkiem. Zrobiłam to. Zrobiłam, choć zawsze twierdziłam że to głupota, ale po prostu nie miałam siły. Zakochałam się w gwieździe, która mnie wykorzystała i znalazła inną, gdy mnie nie było w pobliżu.
To chyba najdłuższy rozdział w historii. Na dodatek jeden z moich ulubionych.
Usiadłam przy biurku i włączyłam laptopa, czekając aż ten zdrajca wróci. Otworzyłam tt. Ludzie pisali rzeczy typu, jak bardzo im smutno bo do siebie pasowaliśmy, albo że wiadomo było że w końcu mnie rzuci dla gwiazdy. Wkurzało mnie to, bo nie znoszę gdy obcy ludzie pakują się do mojego życia. Zamknęłam sprzęt, bo wszędzie było to samo zdjęcie i tekst.
Na szczęście nie musiałam już długo czekać. Zayn, na mój widok, rzucił walizke w kąt i podbiegł do mnie, żeby się przywitać. Zrobiłam krok w bok, a on się zatrzymał, nie wiedząc co się dzieje.
-Dobrze się bawiłeś?-warknęłam
-Nawet nie wiesz jak.-zagotowało się we mnie
-Właśnie wiem. To że nie jestem gwiazdą, nie znaczy że jestem gorsza od Perrie. A to że nie mówisz mi wszystkiego, nie znaczy że nic nie wiem.
Wzięłam torbę i ruszyłam do drzwi. Jeszcze przed wyjściem z sypialni, przypomniałam sobie o łańcuszku. Zerwałam go i rzuciłam w niego.
-Masz. Daj to swojej sławnej tlenionej blondynie.-nie byłam w stanie wypowiedzieć jej imienia po raz kolejny
Zeszłam na dół, z dumnie uniesioną głową. Wiedziałam że otworzył historię w laptopie i wszystko widział. Słyszałam jak mnie woła, ale nie miałam zamiaru reagować. Dogonił mnie dopiero przed wyjściem z domu. Złapał mnie za ramię i odwrócił twarzą do siebie.
-Chyba nie wierzysz w to wszystko?-nie odpowiedziałam-Kochanie?
Chciał mnie przytulić i pocałować, a ja zadziałałam pod wpływem impulsu. Wyrwałam się i uderzyłam do w nos. Co jak co, ale prawy sierpowy miałam mocny, o czym świadczyła krew Malik'a na mojej dłoni.
-Nie mów tak do mnie! Od tego masz te blond suke!
Wybiegłam z środke, żeby znaleźć się jak najdalej od niego. Nie gonił mnie, więc zwoliniłam i założyłam słuchawki, żeby odłączyć się od świata. Zaczął padać deszcz, który idealnie pasował do mojego humoru, bo zaczęłam płakać.
-Już nigdy więcej nie będe płakać przez niego, tylko ten raz.-obiecałam sobie
Weszłam do mieszkania i bez słowa zamknęłam się u siebie w pokoju. Rzuciłam się na łóżko. Długo nie mogłam siedzieć sama, bo po paru minutach do moich drzwi zaczęła się dobijać reszta 1D i moja przyjaciółka. Nie otworzyłam im, więc wykorzystali klucz. Żałowałam w tym momencie że miałam zapasowy w pokoju Es.
Wszyscy gadali, a raczej krzyczeli, jeden przez drugiego. Nie miałam siły żeby ich słuchać. Szybko mnie zdenerwowali swoim zachowaniem.
-Wynoście się! Wszyscy!-zrobili, co chciałam, bo nie chcieli oberwać jak Zayn-Chcę być sama.... Do końca życie sama...
Zamknęłam drzwi i osunęłam się po nich na podłogę. Choć było bardzo wcześnie, zasnęłam w tej pozycji.
Obudziłam się pod wieczór. Byłam cała mokra i ciężko oddychałam. Pewnie śnił mi się koszmar, ale nic z tego nie pamiętam. Nikogo nie było w domu. Es zostawiła mi kartkę że poszła do Niall'a i wróci o 21. Czyli miałam jeszcze 3,5 godziny dla siebie. Mając tyle czasu, postanowiłam wziąć długą gorącą kąpiel, podczas której nuciłam jakąś smętną piosenke.
Ubrałąm pidżamę i poszłam do pokoju. Gdy otworzyłam szafę, żeby schować torbe, z wnętrza wypadł czarny woreczek. Wysypałam jego zawartość na biurko. Były tam 2 woreczki z białym proszkiem i żyletki. To ostatnie należało do mnie, ale nigdy ch nie wykorzystałam.
Natomiast narkotyki musiały należeć do Damiana. Musiał schować je u mnie, gdy jeszcze z nim byłam i policja chciała go przeszukać. Nie zgodziłam się na to, ale i tak to zrobił, bo mu zwisało moje zdanie.
Z zamyślenia wyrwał mnie dzwonek telefonu, który przypomniał mi o innych. Estera napisała że przyjdzie później, jeśli mi to nie przeszkadza. Nie przeszkadzało, bo każdy ma swoje życie i nie będzie go zmieniał pod kogoś innego.
Oprócz tego miałam mnóstwo nieodebranych połączeń i widomości. Wszystko od jednej osoby-sławnego Zayn'a Malik'a. Pokasowałam, nie patrząc czego chce, bo na pewno pisał że nic nie zaszło i że mnie kocha i mam mu wybaczyć. O to mogę się założyć, bo jest taki jak wszyscy. Teraz się o tym przekonałam. Przypomniałam sobie, co się działo tego dnia. Jeszcze raz spojrzałam na przedmioty leżące na biurku.
-Właściwie to czemu nie?-myślałam na głos. Zdecydowałam się.-Moje pierwsze bliskie spotkanie spotkanie z wami...
Wzięłam do ręki żyletke i woreczek z proszkiem. Zrobiłam to. Zrobiłam, choć zawsze twierdziłam że to głupota, ale po prostu nie miałam siły. Zakochałam się w gwieździe, która mnie wykorzystała i znalazła inną, gdy mnie nie było w pobliżu.
To chyba najdłuższy rozdział w historii. Na dodatek jeden z moich ulubionych.
poniedziałek, 23 lipca 2012
18
Podczas tych dwóch tygodni bez Zayn'a zaczynałam się nudzić i tęskniłam, co mi się jeszcze nigdy nie zdarzyło. Nigdy za nikim tak nie tęskniłam. Codzinnie do siebie pisaliśmy i dzwoniliśmy, jak normalna para, choć zawsze twierdziłam że to głupota i za nic w świecie się tak nie zachowam. Czas spędzałam z chłopakami i Esterą. Często wymyślaliśmy jakieś durne zabawy, które kończyły się zniszczeniem czegoś. Najczęsciej jednak siedziałam z Harry'm i Liam'em, bo Es wychodziła z Niall'em, czego nie miałam im za złe, bo przecież są parą i wiem, ile to dla nich znaczy. Do Louis'ego przyjechała Eleanor, więc ich też prawie nigdy nie widziałam.
Liam żył już starym rytmem, ale nadal lubił gdy siedziałam z nim w pokoju i słuchałam tego, co miał do powiedzenia. Działało to też w drugą strone. Ja mówiłam, on słuchał i nie dawał mi głupich i zbędnych rad, bo wiedział że i tak nie posłucham. Przez ten czas strasznie się ze sobą zżyliśmy. Wiem, że to musi brzmieć jakbym zdradzała Zayn'a z jego przyjacielem, ale to nieprawda. Kocham Malik'a, a Liam to przyjaciel, nic więcej.
Wstałam wyjątkowo wcześnie, jak na mnie i na dodatek w środek lata. Miałam do tego powód. Dzisiaj Zayn wracał z Bradford. Ubrałam dres, sprzątnęłam pokój, który wyglądał jak pole bitwy. Zrobiłam nawet śniadanie dla mnie i Es. Żeby się nie nudzić puściłam Olly'ego Murs'a i zaczęłam spiewać i tańczyć. To ostatnie średnio mi wychodziło, ale byłam w dobrym humorze.
Uszykowałam górę naleśników i pobiegłam do mojej przyjaciółki, śpiewając "Thinking of me". Pocałowałam ją w policzek i zaczęłam skakać po łóżku. Widząc moje zachowanie, zaczęła się śmiać.
-No tak, przecież twoje kochanie dzisiaj wraca.-przypomniała sobie, a ja energicznie pokiwałąm głową-Stęniłaś się?
-Nawet nie wiesz jak. Tak pusto jest w moim łóżku, a moje usta, i cała reszta, domagają się pieszczot.-zrzuciła mnie na podłogę i zaczęła łaskotać
-Seksoholiczka.
-Twoja ukochana, która zrobiła dla nas naleśniki z nuttellą.
Usłyszałam jak mówi, że mnie kocha i już jej nie było. Popędziła do kuchni tak, że praiwe się kurzyło. Gdy do niej dołączyłam część naleśników już zniknęła. Widać z kim się spotyka, bo zaczyna sprzątać jedzienie jak Niall. Szybko zjadłyśmy śniadanie do końca i Estera posprzątała. Ja w tym czasie poszłam uszykować siędo spotkania z Zayn'em. Ubrałam mój ulubiony zestaw. Zrobiłam delikatny makijaż i rozpuściłam włosy.
-Wychodzę.-zakomunikowałam-Idziesz?
-Jasne, ale chodź tu jeszcze na chwilę.
Usiadłam obok Estery, której mina nie wróżyła nic dobrego. Bez słowa dała mi laptopa, na którym były pootwierane różne strony internetowe. Każda pokazywała te same zdjęcia. Blondynka, która w pośpiechu zapina swoją koszulę, wychodząca z domu.
-Czytaj.-tak zrobiłam
Wszędzie było napisane to samo, ale czytałam w kółko, bo nie mogłam w to uwierzyć.
"Perrie Edwards, z zespołu Little Mix, była widziana wczoraj rano, jak wychodziła z domu Zayn'a Malik'a z zespołu One Direction. Na zdjęciu widać jak w pośpiechu poprawia swoją garderobę. Co tam się wydarzyło? I co na to dziewczyna Malik'a?"
-Zmyślają.-próbowałam się przekonać
Przyjaciółka otworzyła tt i pokazała mi jeden z wpisów tej całej Perrie.
"Niesamowita noc. Kiedy powtórka?"
Dopiero teraz to do mnie dotarło. Zayn mnie zdradził.
Taki krótki mi wyszedł. Mam nadzieję że nie zepsułam.
Tak od siebie-czego słuchacie, z wyjątkiem One Direction? Jestem ciekawa.
Liam żył już starym rytmem, ale nadal lubił gdy siedziałam z nim w pokoju i słuchałam tego, co miał do powiedzenia. Działało to też w drugą strone. Ja mówiłam, on słuchał i nie dawał mi głupich i zbędnych rad, bo wiedział że i tak nie posłucham. Przez ten czas strasznie się ze sobą zżyliśmy. Wiem, że to musi brzmieć jakbym zdradzała Zayn'a z jego przyjacielem, ale to nieprawda. Kocham Malik'a, a Liam to przyjaciel, nic więcej.
Wstałam wyjątkowo wcześnie, jak na mnie i na dodatek w środek lata. Miałam do tego powód. Dzisiaj Zayn wracał z Bradford. Ubrałam dres, sprzątnęłam pokój, który wyglądał jak pole bitwy. Zrobiłam nawet śniadanie dla mnie i Es. Żeby się nie nudzić puściłam Olly'ego Murs'a i zaczęłam spiewać i tańczyć. To ostatnie średnio mi wychodziło, ale byłam w dobrym humorze.
Uszykowałam górę naleśników i pobiegłam do mojej przyjaciółki, śpiewając "Thinking of me". Pocałowałam ją w policzek i zaczęłam skakać po łóżku. Widząc moje zachowanie, zaczęła się śmiać.
-No tak, przecież twoje kochanie dzisiaj wraca.-przypomniała sobie, a ja energicznie pokiwałąm głową-Stęniłaś się?
-Nawet nie wiesz jak. Tak pusto jest w moim łóżku, a moje usta, i cała reszta, domagają się pieszczot.-zrzuciła mnie na podłogę i zaczęła łaskotać
-Seksoholiczka.
-Twoja ukochana, która zrobiła dla nas naleśniki z nuttellą.
Usłyszałam jak mówi, że mnie kocha i już jej nie było. Popędziła do kuchni tak, że praiwe się kurzyło. Gdy do niej dołączyłam część naleśników już zniknęła. Widać z kim się spotyka, bo zaczyna sprzątać jedzienie jak Niall. Szybko zjadłyśmy śniadanie do końca i Estera posprzątała. Ja w tym czasie poszłam uszykować siędo spotkania z Zayn'em. Ubrałam mój ulubiony zestaw. Zrobiłam delikatny makijaż i rozpuściłam włosy.
-Wychodzę.-zakomunikowałam-Idziesz?
-Jasne, ale chodź tu jeszcze na chwilę.
Usiadłam obok Estery, której mina nie wróżyła nic dobrego. Bez słowa dała mi laptopa, na którym były pootwierane różne strony internetowe. Każda pokazywała te same zdjęcia. Blondynka, która w pośpiechu zapina swoją koszulę, wychodząca z domu.
-Czytaj.-tak zrobiłam
Wszędzie było napisane to samo, ale czytałam w kółko, bo nie mogłam w to uwierzyć.
"Perrie Edwards, z zespołu Little Mix, była widziana wczoraj rano, jak wychodziła z domu Zayn'a Malik'a z zespołu One Direction. Na zdjęciu widać jak w pośpiechu poprawia swoją garderobę. Co tam się wydarzyło? I co na to dziewczyna Malik'a?"
-Zmyślają.-próbowałam się przekonać
Przyjaciółka otworzyła tt i pokazała mi jeden z wpisów tej całej Perrie.
"Niesamowita noc. Kiedy powtórka?"
Dopiero teraz to do mnie dotarło. Zayn mnie zdradził.
Taki krótki mi wyszedł. Mam nadzieję że nie zepsułam.
Tak od siebie-czego słuchacie, z wyjątkiem One Direction? Jestem ciekawa.
niedziela, 22 lipca 2012
17
Zeszłam na dół i od razu skierowałam się do kuchni, żeby zrobić sobie okład z lodu, bo mój nadgarstek dawał o sobie znać. Zawinęłam lód w ręcznik i przyłożyłam na bolące miejsce. Omijając salon szerokim łukiem, bo wszyscy czekali aż coś powiem, poszłam do pokoju. Mokrą koszulke powiesiłam na krześle i wzięłam swoją bokserke, a na wierzch narzuciłam koszule Zayn'a. Posiedziałam chwilę w pokoju i zwinęłam kluczyki od samochodu, poczym ubrałam buty i wyszłam na dwór. Gdy miałam wsiadać, ktoś złapał mnie za ramie.
-Dokąd jedziesz?
-Co, już nie mogę ruszyć się bez mojego chłopaka?-odpowiedziałam pytanie na pytanie-Do lekarza.-pokazałam mu ręke
-Nie możesz prowadzić.-stwierdził
-Owszem, mogę. Patrz, właśnie mam zamiar to zrobić.-Malik złapał mnie za nadgarstek, przez co syknęłam z bólu-Idioto!Puszczaj!
Ze śmiechem pokręcił głową i zabrał mi kluczyki. Wziął mnie na ręce, pocałował na przeprosiny i posadził na fotelu pasażera(inaczej bym nie wsiadła). Przez jakiś czas jechaliśmy w milczeniu. Mulat czekał, aż w końcu powiem coś o tym, co się wydarzyło po ich wyjściu. Co chwilę na mnie zerkał. Był strasznie ciekawski.
-Wiem, co chcesz usłyszeć, ale nie licz na zbyt wiele.-powiedziałam, gdy miałam już dość tych jego spojrzeń-Jeśli Liam będzie chciał, to ci powie.
-Ale to jest bez sensu. Czemu tobie mówi wszystko, skoro to ja jestem jego najlepszym przyjacielem?
-Bo on nie chce żebyście się nad nim litowali! Zrozum. On nie jest dzieckiem, a wy go tak traktujecie.
-Nie wiedziałem.-szepnął, a ja złapałam go za ręke
-Chcesz być dobrym przyjacielem?-spojrzał na mnie z miną Are You Fuckin Kiddin Me-Pojedź jutro do Bradford, tak jak planowałeś. Uwierz, Liam tego chce i ja też. W razie czego, to ja nadal tu jestem. Ufa mi.
Zgodził się. Nie miał innego wyboru. Skończyliśmy z tym tematem i zaczęliśmy gadaćo jakiś błachostkach, jakby nic się dzisiaj nie wydarzyło. Na parkingu przed szpitalem Zayn znowu wziął mnie na ręce, ze względu na zakład, przez co musieliśmy wyglądać przekomicznie.
Lekarz powiedział że to tylko stłuczenie. Dał mi jakąś maść i zawinął nadgarstek w bandaż. Na samym początku myślał że coś mi się stało z nogą, skoro mulat mnie niósł na rękach. Później burknął coś że jesteśmy niepoważni i że mamy już znikać mu z oczu.
W drodze do domu skoczyliśmy coś zjeść, bo dopiero zorienktowałam się że nic nie miałam w ustach od wczorajszego dnia.
W domu wszyscy siedzieli na dole, łącznie z Liam'em, który starał się zapomnieć. Może nie zapomnieć, ale żyć dalej, tak jak mu mówiłam. Na mój widok rozpromienił się. Wiedział że nikomu nie powiedziałam, oprócz przekazania tego co trzeba. Oglądali ''Toy Story''. Oczywiście. W tym czasie poszłam pomóc spakować się mojemu chłopakowi, a później poszłam z Esterą do mieszkania, bo nie mogłyśmy tam przecież spędzać całych dni i nocy, skoro miałyśmy swoje mieszkanie.
Jak teraz to czytam to mi się średnio podoba. Po prostu jestem zmęczona po całym dniu poza domem. A wy co myślicie? I jak spędziacie wakacje, tak z ciekawości?
-Dokąd jedziesz?
-Co, już nie mogę ruszyć się bez mojego chłopaka?-odpowiedziałam pytanie na pytanie-Do lekarza.-pokazałam mu ręke
-Nie możesz prowadzić.-stwierdził
-Owszem, mogę. Patrz, właśnie mam zamiar to zrobić.-Malik złapał mnie za nadgarstek, przez co syknęłam z bólu-Idioto!Puszczaj!
Ze śmiechem pokręcił głową i zabrał mi kluczyki. Wziął mnie na ręce, pocałował na przeprosiny i posadził na fotelu pasażera(inaczej bym nie wsiadła). Przez jakiś czas jechaliśmy w milczeniu. Mulat czekał, aż w końcu powiem coś o tym, co się wydarzyło po ich wyjściu. Co chwilę na mnie zerkał. Był strasznie ciekawski.
-Wiem, co chcesz usłyszeć, ale nie licz na zbyt wiele.-powiedziałam, gdy miałam już dość tych jego spojrzeń-Jeśli Liam będzie chciał, to ci powie.
-Ale to jest bez sensu. Czemu tobie mówi wszystko, skoro to ja jestem jego najlepszym przyjacielem?
-Bo on nie chce żebyście się nad nim litowali! Zrozum. On nie jest dzieckiem, a wy go tak traktujecie.
-Nie wiedziałem.-szepnął, a ja złapałam go za ręke
-Chcesz być dobrym przyjacielem?-spojrzał na mnie z miną Are You Fuckin Kiddin Me-Pojedź jutro do Bradford, tak jak planowałeś. Uwierz, Liam tego chce i ja też. W razie czego, to ja nadal tu jestem. Ufa mi.
Zgodził się. Nie miał innego wyboru. Skończyliśmy z tym tematem i zaczęliśmy gadaćo jakiś błachostkach, jakby nic się dzisiaj nie wydarzyło. Na parkingu przed szpitalem Zayn znowu wziął mnie na ręce, ze względu na zakład, przez co musieliśmy wyglądać przekomicznie.
Lekarz powiedział że to tylko stłuczenie. Dał mi jakąś maść i zawinął nadgarstek w bandaż. Na samym początku myślał że coś mi się stało z nogą, skoro mulat mnie niósł na rękach. Później burknął coś że jesteśmy niepoważni i że mamy już znikać mu z oczu.
W drodze do domu skoczyliśmy coś zjeść, bo dopiero zorienktowałam się że nic nie miałam w ustach od wczorajszego dnia.
W domu wszyscy siedzieli na dole, łącznie z Liam'em, który starał się zapomnieć. Może nie zapomnieć, ale żyć dalej, tak jak mu mówiłam. Na mój widok rozpromienił się. Wiedział że nikomu nie powiedziałam, oprócz przekazania tego co trzeba. Oglądali ''Toy Story''. Oczywiście. W tym czasie poszłam pomóc spakować się mojemu chłopakowi, a później poszłam z Esterą do mieszkania, bo nie mogłyśmy tam przecież spędzać całych dni i nocy, skoro miałyśmy swoje mieszkanie.
Jak teraz to czytam to mi się średnio podoba. Po prostu jestem zmęczona po całym dniu poza domem. A wy co myślicie? I jak spędziacie wakacje, tak z ciekawości?
sobota, 21 lipca 2012
16
Gdy się obudziłam Zayn'a już nie było obok mnie. "Pewnie siedzi z chłopakami", pomyślałam. Wstałam, wzięłam prysznic i ubrałam się. Na dole cały zespół, razem z moją przyjaciółką, siedział w salonie i gapił się bezmyślnie w ekran. Z wielkim bananem na twarzy podbiagłam do nich i położyłam się całej szóstce na kolanach.
-Co tu tak cicho? Normalnie jak w grobie. Ktoś umarł, czy co?-spytałam dla żartów i od razu pożałowałam
Musiałam coś palnąć, bo Liam gwałtownie wstał, przy okazji zrzucając mnie na podłoge. Wściekły pobiegł do swojego pokoju i było tylko słychać jak trzaska drzwiami i rzuca się na łóżko.
-Liam, czekaj! Ona nic nie wie!-Zayn pobiegł za nim, wcześniej pomagając mi wstać, a za nim Louis
Usiadłam na kanapie i spoważniałam. Poczułam że coś jest nie tak z moim lewym nadgarstkiem, ale się nie odzywałam na ten temat, bo teraz to był najmniejszy problem.
-Co się stało?
Bez słowa włączyli jakiś program, którym okazały się wiadomości. W tle było widać jakiś samolot, który właśnie kończono gasić.
-Właśnie w tym miejscu godzinę temu rozbił się samolot, lecący z Chicago.-mówiłam prezenterka-Żadna z osób znajdujących się w samolocie nie przeżyła. Prawdopodobnie przyczyną wypadku był.....
Więcej nie usłyszałam, bo Harry wyłączył telewizor.
-Tym samolotem leciała Danielle, jego ukochana.-tłumaczył Niall-Leciała do niego.
Nie śłuchałam dalej co mówili, tylko ruszyłam do góy, przeskakują co drugi stopień. Zatrzymałam się dopiero przed drzwiami do jego pokoju Liam'a. Byłam na siebie zła za to, co powiedziałam.
Zapukałam i, dopiero gdy usłyszałam ciche 'proszę', weszłam do środka. Chłopak leżał na łóżku, a oczy miał czerwone od płaczu. Pozostała dwójka siedziała po obydwóch jego stronach i próbowała go pocieszyć.
-Liam, możemy pogadać?
Kiwnął głową na tak, a reszta wyszła, dając mi znać że mam być delikatna i wyrozumiała. Gdy zostaliśmy sami, usiadłam obok bruneta.
-Słuchaj, przepraszam za to co zrobiłem wcześniej. Nie umiem się wytłumaczyć, dlaczego to zrobiłem.
-Nic się nie stało.-uśmiechnęłam się lekko-Powinnam się domyślić że coś jest nie tak. Nie będe udawać że wiem co czujesz, bo to by było kłamstwo. Chcę żebyś wiedział, że będe cię zawsze wspierać i, jak chcesz się wyżalić to słucham.
Li już dłużej nie powstrzymywał łez, które pociekły mu ciurkiem po policzkach. Przytulił się do mnie i zaczął płakać w moją kuszulkę. Pod wpływem jego uścisku musiałam się położyć. Nie próbowałam go przekonać że wszystko będzie dobrze, tylko czekałam aż się uspokoi i powie tyle, ile chce.
Po paru minutach w końcu zaczął nad sobą panować. Moja bluzka była już cała mokra. Liam zaczął spokojnie oddychać i odsunął się ode mnie, lekko zawstydzony swoim zachowaniem.
-Kochałem Danielle, była moim życiem.-mówił, a ja go słuchałam-A teraz wszystko runęło. Leciała do mnie, mieliśmy iść na kolacje.-wyciągnął z szafki pierścionek-Chciałem ją poprosić o ręke, a teraz przez to niegdy mi nie odpowie. Już nigdy jej nie zobacze, nie pocałuje jej i nigdy nie usłyszę od niej 'Kocham cię'. Kompletna pustka. Gdyby nie ja, nadal by żyła.
-Nie myśl tak. Spójrz na mnie.-nie podobało mi się do czego dąży-Mówisz jak samobójca, a ty musisz żyć. Masz dla kogo i Danielle by tego chciała. Jesteś jeszcze młody, możesz spotkać osobę, która będzie prawie tak samo ważna jak ona, a nawet jeśli nie to teraz jest twoim aniłem stróżem i chce twojego szczęścia. Jeszcze przyjdzie czas i się spotkacie. Najwyraźniej takie zakończenie było wam pisane.
Przytulił mnie, choć na pewno bolały go moje słowa, ale mówię to co myślę i nie będe się z nim cackać. Kiedy wstałam i miałam już iść, jeszcze na chwile mnie zatrzymał.
-Anne, mam jedną prośbe. Powiedz wszystkim żeby się nade mną nie użalali, tylko traktowali tak jak ty. Nie jestem dzieckiem, jakoś sobie poradzę, a oni traktują mnie jak jakąś ofiare i do kompletu Zayn zrezygnował z wyjazdu do Bradford.
Taka tragedia................. Nie żebym miała coś do Danielle, ale to ma związek z zakończeniem, więc nie miecie do mnie za to pretensji.
Dzięki że ostatnio, gdy codziennie wieczorem wchodzę to widze nowe komentarze. Jesteście cudowni i cieszę się że doceniacie moją pracę.
-Co tu tak cicho? Normalnie jak w grobie. Ktoś umarł, czy co?-spytałam dla żartów i od razu pożałowałam
Musiałam coś palnąć, bo Liam gwałtownie wstał, przy okazji zrzucając mnie na podłoge. Wściekły pobiegł do swojego pokoju i było tylko słychać jak trzaska drzwiami i rzuca się na łóżko.
-Liam, czekaj! Ona nic nie wie!-Zayn pobiegł za nim, wcześniej pomagając mi wstać, a za nim Louis
Usiadłam na kanapie i spoważniałam. Poczułam że coś jest nie tak z moim lewym nadgarstkiem, ale się nie odzywałam na ten temat, bo teraz to był najmniejszy problem.
-Co się stało?
Bez słowa włączyli jakiś program, którym okazały się wiadomości. W tle było widać jakiś samolot, który właśnie kończono gasić.
-Właśnie w tym miejscu godzinę temu rozbił się samolot, lecący z Chicago.-mówiłam prezenterka-Żadna z osób znajdujących się w samolocie nie przeżyła. Prawdopodobnie przyczyną wypadku był.....
Więcej nie usłyszałam, bo Harry wyłączył telewizor.
-Tym samolotem leciała Danielle, jego ukochana.-tłumaczył Niall-Leciała do niego.
Nie śłuchałam dalej co mówili, tylko ruszyłam do góy, przeskakują co drugi stopień. Zatrzymałam się dopiero przed drzwiami do jego pokoju Liam'a. Byłam na siebie zła za to, co powiedziałam.
Zapukałam i, dopiero gdy usłyszałam ciche 'proszę', weszłam do środka. Chłopak leżał na łóżku, a oczy miał czerwone od płaczu. Pozostała dwójka siedziała po obydwóch jego stronach i próbowała go pocieszyć.
-Liam, możemy pogadać?
Kiwnął głową na tak, a reszta wyszła, dając mi znać że mam być delikatna i wyrozumiała. Gdy zostaliśmy sami, usiadłam obok bruneta.
-Słuchaj, przepraszam za to co zrobiłem wcześniej. Nie umiem się wytłumaczyć, dlaczego to zrobiłem.
-Nic się nie stało.-uśmiechnęłam się lekko-Powinnam się domyślić że coś jest nie tak. Nie będe udawać że wiem co czujesz, bo to by było kłamstwo. Chcę żebyś wiedział, że będe cię zawsze wspierać i, jak chcesz się wyżalić to słucham.
Li już dłużej nie powstrzymywał łez, które pociekły mu ciurkiem po policzkach. Przytulił się do mnie i zaczął płakać w moją kuszulkę. Pod wpływem jego uścisku musiałam się położyć. Nie próbowałam go przekonać że wszystko będzie dobrze, tylko czekałam aż się uspokoi i powie tyle, ile chce.
Po paru minutach w końcu zaczął nad sobą panować. Moja bluzka była już cała mokra. Liam zaczął spokojnie oddychać i odsunął się ode mnie, lekko zawstydzony swoim zachowaniem.
-Kochałem Danielle, była moim życiem.-mówił, a ja go słuchałam-A teraz wszystko runęło. Leciała do mnie, mieliśmy iść na kolacje.-wyciągnął z szafki pierścionek-Chciałem ją poprosić o ręke, a teraz przez to niegdy mi nie odpowie. Już nigdy jej nie zobacze, nie pocałuje jej i nigdy nie usłyszę od niej 'Kocham cię'. Kompletna pustka. Gdyby nie ja, nadal by żyła.
-Nie myśl tak. Spójrz na mnie.-nie podobało mi się do czego dąży-Mówisz jak samobójca, a ty musisz żyć. Masz dla kogo i Danielle by tego chciała. Jesteś jeszcze młody, możesz spotkać osobę, która będzie prawie tak samo ważna jak ona, a nawet jeśli nie to teraz jest twoim aniłem stróżem i chce twojego szczęścia. Jeszcze przyjdzie czas i się spotkacie. Najwyraźniej takie zakończenie było wam pisane.
Przytulił mnie, choć na pewno bolały go moje słowa, ale mówię to co myślę i nie będe się z nim cackać. Kiedy wstałam i miałam już iść, jeszcze na chwile mnie zatrzymał.
-Anne, mam jedną prośbe. Powiedz wszystkim żeby się nade mną nie użalali, tylko traktowali tak jak ty. Nie jestem dzieckiem, jakoś sobie poradzę, a oni traktują mnie jak jakąś ofiare i do kompletu Zayn zrezygnował z wyjazdu do Bradford.
Taka tragedia................. Nie żebym miała coś do Danielle, ale to ma związek z zakończeniem, więc nie miecie do mnie za to pretensji.
Dzięki że ostatnio, gdy codziennie wieczorem wchodzę to widze nowe komentarze. Jesteście cudowni i cieszę się że doceniacie moją pracę.
piątek, 20 lipca 2012
Niall dla mojej siostry Pauliny.....
.....choć nie jest Directioner. Po prostu gdy to pisałam myślałam o niej, więc to jej dedykuję. Mam nadzieję że się spodoba wam wszystkim.
Poszłaś ze swoją młodszą siostrą na koncert One Direction. Niezbyt chciałaś, ale mama ci kazała, bo nie puściłaby jej samej. Nie wiedziałaś zbytnio co oni grają, bo słuchałaś czegoś innego. Wolałaś muzykę klubową i coś w stylu Adele.
Przed koncertem tłumaczyła ci jak się nazywają, skąd są i jakieś inne rzeczy, ale jej nie słuchałaś. Miałyście miejsca w pierwszym rzędzie. Wszyscy się świetnie bawili, tylko ty tam nie pasowałaś. Nie miałaś nastroju na zabawe, bo wczorajszy dzień był najgorszy w twoim życiu. Dokłądniej wczoraj oblałaś test na prawo jazdy, zgubiłaś portfel i dostałaś 1 z testu z hiszpańskiego. Nie chciało ci się już stać, więc usiadłaś na barierce i czekałaś na koniec. W pewnej chwili usłyszałaś piosenke Justin'a Bieber'a-Boyfriend. Nie przepadałaś za nim, ale ta piosenka przypadła ci do gustu, szczególnie w tym wykonaniu. Zorientowałaś się że wszyscy patrzą to na ciebie, to na osobę, która stała za tobą. Z ciekawości zeszłaś z barierki i odwróciłaś się. Naprzeciwko ciebie stał blondyn i śpiewał kolejne wersy piosenki, przy okazji grając na gitarze. Po chwili odstawił gitare, złapał cię za ręke i przyciągnął tak, że dzieliła was tylko barierka. Patrzyłaś w jego niebieskie oczy, zachwycając się ich głebią.
Skończył śpiewać i wrócił na scenę, a ty przez resztę koncertu patrzyłaś w większości na jego osobę, a on na ciebie. Gdy schodził ze sceny, wskazał na kieszeń od spodni, cały czas patrząc ci w oczy. Odruchowo wsadziłaś ręke do kieszeni, gdzie nie wiadomo skąd znalazła się jakaś kartka. Pilnowałaś jej jak skarbu wartego milion dolarów.
W domu twoja siostra wypaplała rodzicom, że Niall się w tobie zakochał i zaśpiewał ci piosenkę. Ty stwierdziłaś że to nic takiego i ulotniłaś się do swojego pokoju. Wykąpałaś się i, gdy leżałaś już w łóżku, przypomniałaś sobie o kartce. Szybko ją odnalazłaś i przeczytałaś jej zawartość. Wewnątrz znajdował się początek refrenu "Call me maybe" i numer telefonu. Wybrałaś numer i zadzwoniłaś, nie zważając na to że jest środek nocy. Miałaś już odłożyć komórkę, gdy chłopak odebrał.
-Hej, jestem. Na koncercie dałeś mi karteczkę z numerem.
-Cześć, słuchaj to nienajlepszy moment. Zadzwonię jutro i pogadamy, ok?
Nie odpowiedziałaś, bo się rozłączył. Przed tym zdążyłaś usłyszeć jak jakaś dziewczyna mówi do niego 'kochanie'. W innym wypadku stwierdziłabyś że po prostu jest zmęczony, ale nie.
Następnego dnia zadzwonił, ale nie odebrałaś. Dzwonił nadal i nie miał zamiaru się odczepić, ale po tym co usłyszałaś nie chciałaś mieć z nim doczynienia. Nic was nie łączyło, ale miałaś swoją godność i nikt nie miał prawa cię wykorzystać.
Było ciepło, więc ubrałaś krótkie spodenki i bokserke i wyszłaś, zabierając ze sobą jedynie MP3. Telefon zostawiłaś, bo nadal dzwonił bez przerwy. Biegałaś po parku, aż w końcu dotarłaś nad swoje ukochane jezioro. Usiadłaś i przyglądałaś się płaskiej tafli wody.
Po dłuższym czasie, gdy słońce zaczęło już zachodzić, ktoś ściągnął ci słuchawki. Odwróciłaś się i zobaczyłaś blondyna we własnej osobie. Usiadł obok ciebie i zaczął ci się przyglądać, ale ty nie reagowałaś.
-Czemu nie odbierasz?
-Jak mnie tu znalazłeś?
-Twoja siostra odebrała twój telefon i powiedziała mi o tym miejscu. Odpowiedz mi.
-Kim była ta dziewczyna?
-Czyli wszystko jasne.-mruknął do siebie, ale na tyle głośno że usłyszałaś- To moja była. Przyszła wczoraj pijana i w tym momencie zadzwoniłaś ty. Daj mi szansę, poznaj mnie lepiej. Zacznijmy od początku.
-Zgoda. Jestem
-A ja Niall. Miło mi.
Mnie osobiście się podoba. Jakie są wasze odczucia?
Poszłaś ze swoją młodszą siostrą na koncert One Direction. Niezbyt chciałaś, ale mama ci kazała, bo nie puściłaby jej samej. Nie wiedziałaś zbytnio co oni grają, bo słuchałaś czegoś innego. Wolałaś muzykę klubową i coś w stylu Adele.
Przed koncertem
Skończył śpiewać i wrócił na scenę, a ty przez resztę koncertu patrzyłaś w większości na jego osobę, a on na ciebie. Gdy schodził ze sceny, wskazał na kieszeń od spodni, cały czas patrząc ci w oczy. Odruchowo wsadziłaś ręke do kieszeni, gdzie nie wiadomo skąd znalazła się jakaś kartka. Pilnowałaś jej jak skarbu wartego milion dolarów.
W domu twoja siostra wypaplała rodzicom, że Niall się w tobie zakochał i zaśpiewał ci piosenkę. Ty stwierdziłaś że to nic takiego i ulotniłaś się do swojego pokoju. Wykąpałaś się i, gdy leżałaś już w łóżku, przypomniałaś sobie o kartce. Szybko ją odnalazłaś i przeczytałaś jej zawartość. Wewnątrz znajdował się początek refrenu "Call me maybe" i numer telefonu. Wybrałaś numer i zadzwoniłaś, nie zważając na to że jest środek nocy. Miałaś już odłożyć komórkę, gdy chłopak odebrał.
-Hej, jestem
-Cześć, słuchaj to nienajlepszy moment. Zadzwonię jutro i pogadamy, ok?
Nie odpowiedziałaś, bo się rozłączył. Przed tym zdążyłaś usłyszeć jak jakaś dziewczyna mówi do niego 'kochanie'. W innym wypadku stwierdziłabyś że po prostu jest zmęczony, ale nie.
Następnego dnia zadzwonił, ale nie odebrałaś. Dzwonił nadal i nie miał zamiaru się odczepić, ale po tym co usłyszałaś nie chciałaś mieć z nim doczynienia. Nic was nie łączyło, ale miałaś swoją godność i nikt nie miał prawa cię wykorzystać.
Było ciepło, więc ubrałaś krótkie spodenki i bokserke i wyszłaś, zabierając ze sobą jedynie MP3. Telefon zostawiłaś, bo nadal dzwonił bez przerwy. Biegałaś po parku, aż w końcu dotarłaś nad swoje ukochane jezioro. Usiadłaś i przyglądałaś się płaskiej tafli wody.
Po dłuższym czasie, gdy słońce zaczęło już zachodzić, ktoś ściągnął ci słuchawki. Odwróciłaś się i zobaczyłaś blondyna we własnej osobie. Usiadł obok ciebie i zaczął ci się przyglądać, ale ty nie reagowałaś.
-Czemu nie odbierasz?
-Jak mnie tu znalazłeś?
-Twoja siostra odebrała twój telefon i powiedziała mi o tym miejscu. Odpowiedz mi.
-Kim była ta dziewczyna?
-Czyli wszystko jasne.-mruknął do siebie, ale na tyle głośno że usłyszałaś- To moja była. Przyszła wczoraj pijana i w tym momencie zadzwoniłaś ty. Daj mi szansę, poznaj mnie lepiej. Zacznijmy od początku.
-Zgoda. Jestem
-A ja Niall. Miło mi.
Mnie osobiście się podoba. Jakie są wasze odczucia?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)