Obudziłam się rano, przeciągnęłam się i ruszyłam z zamkniętymi oczami w stronę drzwi od balkonu, a raczej powinny tam być. Ręką nie natrafiłam na klamkę, więc otworzyłam oczy i rozejrzałam się dookoła. To nie był mój pokój w LA. Podeszłam do okna i je odsłoniłam, a widok, który zobaczyłam, zapierał dech w piersiach. Za oknem rozciągały się różne budynki, podświetlone na różne kolory, ze względu na to, że była noc.
Prawie podskoczyłam i chciałam się bronić, czując, że ktoś mnie obejmuje od tyłu.
-Vegas w nocy jest niesamowite.-powiedział Zayn, otwierając okno. Oparłam się o parapet i wychyliłam na zewnątrz.
-Nie zakradaj się tak. - obróciłam się - Gdzie byłeś?
-Musiałem coś załatwić. Nic złego, nie martw się. Przestraszyłem cię?
-Marne szanse. Przypominam, że trenuje sztuki walki, w tym boks też i to może się źle skończyć.
-To pokaż.
Nadal stałam tyłem do niego, a on zaczął mnie całować. Dopóki wiedziałam jak zareagować, odwróciłam się i jednym ruchem rozłożyłam go na podłodze. Jego mina była rozbrajająca, gdy leżał na brzuchu, z ręką na plecach. Usiadłam na nim rozkrokiem i pochyliłam się, żeby pocałować w policzek.
-Na siłownie się zapisz, kocie.
Ten tylko się uśmiechnął. Szybkim ruchem wstał i rzucił mnie na łóżko. Teraz ja leżałam na plecach, a on znajdował się nade mną i przygwoździł moje ręce po bokach.
-Mówiłaś coś, kocie? - zaszydził ze mnie - A gdybym był nieznajomym? Mógłbym cię teraz wykorzystać.
-Gdybyś był nieznajomym to co innego. A co do wykorzystania..... A tak wogóle to....? - nie dokończyłam, bo Zayn zaczął mnie całować.
-Zamknij się. Usta są nam potrzebna do czegoś innego.
Zmęczona i uśmiechnięta padałam na poduszki. Malik leżał podpierając się na łokciu i mi się przyglądał.
-Muszę cię częściej napadać, jeśli to tak się kończy.
-Ale i tak masz się zapisać na siłownie. Nie powinnam cie rozłożyć. - mulat patrzył na mój brzuch - Co? Coś nie tak?
-Wszystko jest w porządku, tylko....
Zrozumiałam o co mu chodzi. Już od jakiegoś czasu rozglądał się za wszystkim związanym z tym tematem. Przytuliłam się do niego.
-Chcesz dziecka, prawda? - szepnęłam
-Tak, ale ty nie, rozumiem.
-Chcę! Nawet nie wiesz jak bardzo.
-Ale?
-Mam nauke i jestem młoda, ty też. Jeśli zajdę w ciąże to koniec imprez, nie wrócę na studia. A co z tobą?
-Przerwa w karierze to nie koniec świata. A bez alkoholu i papierosów da się przeżyć. Poczekamy i zobaczymy, co będzie.
Zaczyna mi brakować poooomysłóóóów....... Badziewie, jak dla mnie. Serio. Mam imagina +18. Chcecie?
świetny. ;D Pewnie, że chcemy tego imagina :D
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez administratora bloga.
OdpowiedzUsuń