niedziela, 18 listopada 2012

32

Każdy dzień wyglądał tak samo. Oni szli na próbę, a ja byłam jedyną osobą, która nie mogła im towarzyszyć. Po prostu zajebiście. Żebym nie czuła się samotna, dziewczyny zostawały ze mną. Każdy wiedział o co chodzi, ale nikt nie chciał mnie poinformować. Codziennie szłyśmy na zakupy. Nudziło mi się to, więc zawsze w pewnym momencie się odłączałam od reszty. Wieczorem, gdy wracałam, wszyscy już na mnie czekali. Nie rozmawiałam z nimi Zayn wiecznie mnie za to przepraszał, a ja miałam to w dupie.
W dzień koncertu każdy głupio się uśmiechał na mój widok, a rozmowy się momentalnie urywały. Własny chłopak mnie unikał. Wszystko tłumaczone 'stresem' Już nawet nie chciałam iść na ten koncert, ale El mnie namówiła, żebym z nią poszła pod scenę. Bawiłam się razem z nią, ale i tak wolę mocniejsze brzmienie. Zaczęły się pytania od fanów. Najgłupsza rzecz, jaką można było wymyślić. Nawet były pytania o Perrie.
-Nic mnie z nią nie łączy.-tłumaczył Zayn- Anne, chodź tu na chwilę.
Bez problemu przeskoczyłam barierkę i wdrapałam się na scenę. Stanęłam naprzeciwko niego i czekałam na rozwój wydarzeń.
-Z boku są schody, ale to taki szczegół.-wtrącił się Harry
-Zamknij się!
-An-spojrzałam z powrotem na mulata-Przepraszam, że cię unikałem przez ten tydzień, ale bałem się że się wygadam. Miałem wszystko uszykowane, ale teraz mam przeczucie że zabiłabyś mnie za to. Chcę znać odpowiedź: wyjdziesz za  mnie?-nie mogłam się powstrzymać musiałam coś palnąć na to wszystko
-Mogłeś chociaż uklęknąć, ale tak. Wyjdę za ciebie.
Założył mi pierścionek na palec i pocałował. Wziął mnie na ręce i wyniósł za scenę. Zaraz dołączyli do nas chłopacy, żeby przebrać się w garnitury do ostatniego występu.
-Czekaj  na mnie.-super polecenie od narzeczonego
Gdy oni śpiewali, Es dała mi jakąś sukienkę i szpilki i kazała się przebrać. Ledwo się przebrałam, a Zayn złapał mnie za ręke i pociągnął do samochodu.
-Bez pytań. Później się dowiesz.
-Jaka stanowczość.
Po drodze żadne z nas się nie odzywało. Chłopak był widocznie szczęśliwy, bo szczerzył się trochę jak głupi do sera. Na miejscu zawiązał mi oczy i gdzieś zaprowadził. Gdy w końcu ściągnął mi opaskę, wiedziałam co się święci. Przyjechałam na własny ślub.

2 komentarze:

  1. CUUUUUDOWNY *.*

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział strasznie mi się podoba :)
    Jest naprawdę cudowny <3
    Wpadłam przypadkiem i zostaje :D
    Zaraz zabieram sie za czytanie poprzednich rozdziałów :)
    A ja zapraszam do mnie na bloga. Liczę , że wejdziesz i skomentujesz a nawet zaobserwujesz , Twoja opinia jest dla mnie bardzo ważna < jestem przygotowana na negatywne komentarze> http://sameemistakess.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń