piątek, 31 sierpnia 2012
Zawieszam
Zawieszam bloga, ponieważ chyba już wam nie zależy. Zacznę dalej pisać, gdy będziecie komentować. Obojętnie ile, już bez tej zasady, bo to była głupota. Napiszę coś, gdy będe wiedziała że czytacie.
poniedziałek, 27 sierpnia 2012
Wygrana
Muszę się wam pochwalić że wygrałam konkurs na imagina. Oto i on.
Byłaś fotografem w brytyjskiej gazecie dla nastolatków. Pewnego dnia dostałaś zlecenie na zrobienie sesji One Direction. Myślałaś że będzie jak zwykle-pare zdjęć, obróbka i gotowe. Myliłaś się i to jak bardzo. Do sali wparowała pięciu chłopaków, zachowując się jak małpy, a mioanowicie zaczęli się bić, tańczyć, całować, śpiewać i inne takie. Część ciebie chciała do nich dołączyć, bo miałaś jedynie dziewiętnaście lat.
Chłopak w bejsbolówce zauważył to i chciał cię wyciągnąć do nich. W ostatniej chwili się opanowałaś, a wtedy weszła twoja szefowa.
-To jest właśnie, któremu masz zrobić zdjęcia. Będe sprawdzała jak wam idzie. Pamiętaj o zasadach.
Powiedziała to i wyszła. Przedstawiłaś się chłopakom, a oni tobie i chciałaś mieć to z głowy. Niestety, nie słuchali cię i robili na co mieli ochotę. Miałaś już dość ich szczeniackiego zachowania. Zaczęłaś krzyczeć, jak dziewczyny w horrorach, żeby zwrócić ich uwagę.
-Przestańcie! Nie wiem jak wy, ale ja jestem w pracy, a wy mi nie pomagacie. Zróbmy te zdjęcia i możecie iść, co sprawi mi ogromną ulgę.
Uspokoili się i czekali na twoje rozkazy. Od chwili twojego wybuchu, Zayn patrzył na ciebie z podziwem i szacunkiem. Ustawiłaś zespół, zrobiłaś parę zdjęć i poszłaś do biura bez pożegnania. Sprawnie obrobiłaś zdjęcia i zaniosłaś szefowej.
-Dobra robota,. Jesteś pierwszą, która tak szybko się z nimi uwinęła.-pochwaliła cię-Dzwonił ich menedżer. Jutro chłopcy mają sesję zdjęciową do nowej płyty, którą przeprowadzisz ty.
-Czemu?
-Stwierdzili, że z tobą dobrze się wpółpracuje. Znając życie, sesja potrwa kilka dni, więc nie pojawiaj się tutaj do końca tygodnia. I pamiętaj....
-Nie spoufalaj się z nimi i godnie nas reprezentuj. Pamiętam.
Przez następne dni jeździłaś z zespołem po całym Londynie, robiąc im zdjęcia. Nawet ich polubiłaś, ale starałaś się tego nie okazywać, bo byłaś profesjonalistką. Każdego dnia Zayn zapraszał cię na randkę, ale ty odmawiałaś, ze względu na pracę. Chciałaś się z nim spotkać, ale znałaś zasady i to byłby koniec twojej kariery.
Miesiąc później dostałaś zaproszenie na imprezę, z okazji zakończenia albumu. Zgodziłaś się. Na ten wieczór ubrałaś błękitną sukienkę, przedłużaną z tyłu i czarne szpilki. Bawiłaś się jak nigdy w towarzystwie One Direction. Czułaś się jak normalna nastolatka, a nie dziewętnastoletnia dziewczyna, która pracuje jako fotograf.
Po imprezie Zayn zaproponował, że cię odprowadzi do domu, bo trochę wypiłaś, ale daleko nie miałaś. Zaprosiłaś go do środka. Gdy zostawiłaś go na chwilę, on znalazł albumy ze zdjęciami, ale całkiem innymi niż te w piśmie. Te były magiczne i miały coś w sobie. Chciałaś mu je zabrać, ale nie miałaś szans ich odebrać.
-Masz talent. Dlaczego marnujesz się w pisemku dla nastolatek?
-A kto zatrudni dziewiętnastolatkę? Kiedyś będe na szczycie. To mój cel.
Gdy to mówiłaś, mulat pprzyglądał się twoim ustom, zresztą ty jego też. W tym momencie twoje potrzeby i uczucia wzięły górę. Usiadłaś mu na kolanach i zatraciliście się w pocałunku, podczas którego zaniósł cię do sypialni. Dobrze wiedziałaś z czym wiąże się twoje zachowanie, ale wtedy liczył się tylko on i ta chwila.
Rano obudziły cię delikatne pocałunki, którymi obdarowywany był twój kark. Pamiętałaś dokładnie, co się wydarzyło, ale teraz zaczęłaś myśleć o konsekwencjach. Wstałaś, ubrałaś bieliznę i stanęłaś przed oknem. Od razu poczułaś oddech Zayn'a na karku. Nie reagowałaś, więc usiadł na parapecie przed tobą i przyciągnął do siebie, żeby zwrócić twoją uwagę.
-Co cię martwi, piękna?
-Musisz stąd iść, Zayn.-spojrzałaś mu w oczy, a on cię pocałował
-O tym myślisz. A co z nocą?-zażartował, ale tobie nie było do śmiechu
-Idź już. Właśnie przez tę noc mogę stracić pracę, ale nie żałuję.
-Rozumiem.
Wstał i ubraliście się, anirazu na siebie nie patrząc i nieodzywając się. Dopiero przy drzwiach objął twoją twarz i czule pocałował w usta.
-Zadzwoń, kiedy to będzie legalne. Jak coś, to wiesz gdzie mnie szukać.
Wyszedł, a ty kilka minut po nim udałaś się do pracy. Weszłaś do swojego biura, w którym nie było żadnych twoich rzeczy na wierzchu, tylko w pudle na biurku. Bez zastanowienie pobiegłaś do biura szefowej.
-, miło że zapukałaś.
-Co to ma znaczyć?!
-Też chciałabym wiedzieć.
Rzuciła ci jakąś kopertę. Sprawdziłaś jej zawartość. To były zdjęcia twoje i Malik'a z imprezy, ze spaceru, gdy staliście rano przy oknie i jak wychodzi z twojego domu, a ty zaraz po nim. Otworzyłaś usta, żeby coś powiedzieć, ale nie mogłaś się wysłowić.
-Myślałaś, że będziecie mogli się ukrywać. On jest sławny, śledzą każdy jego krok. Myślałam że jesteś inna, a jednak. Jesteś dobra, ale zasady to zasady.
Wyszłaś z biura, trzaskając drzwiami. Zabrałaś swoje rzeczy i pojechałaś do chłopaków, żeby pogadać z mulatem. Drzwi otworzył ci Niall, który od razu go zawołał i poszliście do jego sypilani, gdzie uroniłaś kilka łez.
-Ktoś nas śledził i zrobił nam zdjęcia. Wyleciałam.
-Tak mi przykro. Ale damy sobie radę.
-Nie my, Zayn. Tylko ja. Dobrze wiedziałam jak to może się skończyć, ale i tak przespałam się z tobą. Po rpostu chciałam, żebyś wiedział że tam mnie nie znajdziesz. Poza tym masz trasę i wiele nie zdziałasz.
Pocałowałaś go na pożegnanie i wyszłaś.
Następnego dnia zadzwoniono do ciebie z propozycją pracy w amerykańskim 'Teen Vogue'.
-Proponujemy podwójną pensję, jako fotograf i premię przy każdej pomocy innym. Jak się spiszesz, to przerzcuimy cię wyżej. I u nas nie ma zasady, że nie można spotykać się ze współpracownikami.
-Skąd pani o tym wie?
-Zayn Malik nam ciebie polecił, wysłał zdjęcia i wytłumaczył zaistniałą sytuację. I mów do mnie Lexi.
-Dobrze. Do zobaczenia w poniedziałek w pracy, Lexi.
Spakowałaś się i poleciałaś do Nowego Jorku. Tam znalazłaś mieszkanie i szybko zorientowałaś się w terenie. Chciałaś skontaktować się z Zayn'em, ale on tylko napisał 'Nie ma za co. Kiedyś się odwdzięczysz.'
*pół roku później*
W pracy szło ci świetnie. Oprócz fotografowania, byłaś stylistką i pomagałaś przy projektach. Ułożyłaś sobie życie od nowa.
Dostałaś zlecenie, żeby zrobić sesje idolom nastolatek dla 'Teen Vogue', choć juz dawno cię przenieśli. Rozkładałaś sprzęt, gdy usłyszałaś dobrze znane ci krzyki. Myślałaś że masz de ja vu. Drzwi się otworzyły, a wtedy ktoś objął cię od tyłu i zaczął kręcić dookoła. Gdy juz stałaś na ziemi, odwróciłaś się i wpiłaś się w wargi Zayn'a z tęsknotą.
-Nie w pracy,.-zaśmiała się Lexi-Róbmy tą sesje i możecie iść.
Odsunęłaś się od niego, lekko speszona tą całą sytuacją.
-Tęskniłem.-szepnął ci do ucha chłopak
Podoba się?
Byłaś fotografem w brytyjskiej gazecie dla nastolatków. Pewnego dnia dostałaś zlecenie na zrobienie sesji One Direction. Myślałaś że będzie jak zwykle-pare zdjęć, obróbka i gotowe. Myliłaś się i to jak bardzo. Do sali wparowała pięciu chłopaków, zachowując się jak małpy, a mioanowicie zaczęli się bić, tańczyć, całować, śpiewać i inne takie. Część ciebie chciała do nich dołączyć, bo miałaś jedynie dziewiętnaście lat.
Chłopak w bejsbolówce zauważył to i chciał cię wyciągnąć do nich. W ostatniej chwili się opanowałaś, a wtedy weszła twoja szefowa.
-To jest właśnie, któremu masz zrobić zdjęcia. Będe sprawdzała jak wam idzie. Pamiętaj o zasadach.
Powiedziała to i wyszła. Przedstawiłaś się chłopakom, a oni tobie i chciałaś mieć to z głowy. Niestety, nie słuchali cię i robili na co mieli ochotę. Miałaś już dość ich szczeniackiego zachowania. Zaczęłaś krzyczeć, jak dziewczyny w horrorach, żeby zwrócić ich uwagę.
-Przestańcie! Nie wiem jak wy, ale ja jestem w pracy, a wy mi nie pomagacie. Zróbmy te zdjęcia i możecie iść, co sprawi mi ogromną ulgę.
Uspokoili się i czekali na twoje rozkazy. Od chwili twojego wybuchu, Zayn patrzył na ciebie z podziwem i szacunkiem. Ustawiłaś zespół, zrobiłaś parę zdjęć i poszłaś do biura bez pożegnania. Sprawnie obrobiłaś zdjęcia i zaniosłaś szefowej.
-Dobra robota,
-Czemu?
-Stwierdzili, że z tobą dobrze się wpółpracuje. Znając życie, sesja potrwa kilka dni, więc nie pojawiaj się tutaj do końca tygodnia. I pamiętaj....
-Nie spoufalaj się z nimi i godnie nas reprezentuj. Pamiętam.
Przez następne dni jeździłaś z zespołem po całym Londynie, robiąc im zdjęcia. Nawet ich polubiłaś, ale starałaś się tego nie okazywać, bo byłaś profesjonalistką. Każdego dnia Zayn zapraszał cię na randkę, ale ty odmawiałaś, ze względu na pracę. Chciałaś się z nim spotkać, ale znałaś zasady i to byłby koniec twojej kariery.
Miesiąc później dostałaś zaproszenie na imprezę, z okazji zakończenia albumu. Zgodziłaś się. Na ten wieczór ubrałaś błękitną sukienkę, przedłużaną z tyłu i czarne szpilki. Bawiłaś się jak nigdy w towarzystwie One Direction. Czułaś się jak normalna nastolatka, a nie dziewętnastoletnia dziewczyna, która pracuje jako fotograf.
Po imprezie Zayn zaproponował, że cię odprowadzi do domu, bo trochę wypiłaś, ale daleko nie miałaś. Zaprosiłaś go do środka. Gdy zostawiłaś go na chwilę, on znalazł albumy ze zdjęciami, ale całkiem innymi niż te w piśmie. Te były magiczne i miały coś w sobie. Chciałaś mu je zabrać, ale nie miałaś szans ich odebrać.
-Masz talent. Dlaczego marnujesz się w pisemku dla nastolatek?
-A kto zatrudni dziewiętnastolatkę? Kiedyś będe na szczycie. To mój cel.
Gdy to mówiłaś, mulat pprzyglądał się twoim ustom, zresztą ty jego też. W tym momencie twoje potrzeby i uczucia wzięły górę. Usiadłaś mu na kolanach i zatraciliście się w pocałunku, podczas którego zaniósł cię do sypialni. Dobrze wiedziałaś z czym wiąże się twoje zachowanie, ale wtedy liczył się tylko on i ta chwila.
Rano obudziły cię delikatne pocałunki, którymi obdarowywany był twój kark. Pamiętałaś dokładnie, co się wydarzyło, ale teraz zaczęłaś myśleć o konsekwencjach. Wstałaś, ubrałaś bieliznę i stanęłaś przed oknem. Od razu poczułaś oddech Zayn'a na karku. Nie reagowałaś, więc usiadł na parapecie przed tobą i przyciągnął do siebie, żeby zwrócić twoją uwagę.
-Co cię martwi, piękna?
-Musisz stąd iść, Zayn.-spojrzałaś mu w oczy, a on cię pocałował
-O tym myślisz. A co z nocą?-zażartował, ale tobie nie było do śmiechu
-Idź już. Właśnie przez tę noc mogę stracić pracę, ale nie żałuję.
-Rozumiem.
Wstał i ubraliście się, anirazu na siebie nie patrząc i nieodzywając się. Dopiero przy drzwiach objął twoją twarz i czule pocałował w usta.
-Zadzwoń, kiedy to będzie legalne. Jak coś, to wiesz gdzie mnie szukać.
Wyszedł, a ty kilka minut po nim udałaś się do pracy. Weszłaś do swojego biura, w którym nie było żadnych twoich rzeczy na wierzchu, tylko w pudle na biurku. Bez zastanowienie pobiegłaś do biura szefowej.
-
-Co to ma znaczyć?!
-Też chciałabym wiedzieć.
Rzuciła ci jakąś kopertę. Sprawdziłaś jej zawartość. To były zdjęcia twoje i Malik'a z imprezy, ze spaceru, gdy staliście rano przy oknie i jak wychodzi z twojego domu, a ty zaraz po nim. Otworzyłaś usta, żeby coś powiedzieć, ale nie mogłaś się wysłowić.
-Myślałaś, że będziecie mogli się ukrywać. On jest sławny, śledzą każdy jego krok. Myślałam że jesteś inna, a jednak. Jesteś dobra, ale zasady to zasady.
Wyszłaś z biura, trzaskając drzwiami. Zabrałaś swoje rzeczy i pojechałaś do chłopaków, żeby pogadać z mulatem. Drzwi otworzył ci Niall, który od razu go zawołał i poszliście do jego sypilani, gdzie uroniłaś kilka łez.
-Ktoś nas śledził i zrobił nam zdjęcia. Wyleciałam.
-Tak mi przykro. Ale damy sobie radę.
-Nie my, Zayn. Tylko ja. Dobrze wiedziałam jak to może się skończyć, ale i tak przespałam się z tobą. Po rpostu chciałam, żebyś wiedział że tam mnie nie znajdziesz. Poza tym masz trasę i wiele nie zdziałasz.
Pocałowałaś go na pożegnanie i wyszłaś.
Następnego dnia zadzwoniono do ciebie z propozycją pracy w amerykańskim 'Teen Vogue'.
-Proponujemy podwójną pensję, jako fotograf i premię przy każdej pomocy innym. Jak się spiszesz, to przerzcuimy cię wyżej. I u nas nie ma zasady, że nie można spotykać się ze współpracownikami.
-Skąd pani o tym wie?
-Zayn Malik nam ciebie polecił, wysłał zdjęcia i wytłumaczył zaistniałą sytuację. I mów do mnie Lexi.
-Dobrze. Do zobaczenia w poniedziałek w pracy, Lexi.
Spakowałaś się i poleciałaś do Nowego Jorku. Tam znalazłaś mieszkanie i szybko zorientowałaś się w terenie. Chciałaś skontaktować się z Zayn'em, ale on tylko napisał 'Nie ma za co. Kiedyś się odwdzięczysz.'
*pół roku później*
W pracy szło ci świetnie. Oprócz fotografowania, byłaś stylistką i pomagałaś przy projektach. Ułożyłaś sobie życie od nowa.
Dostałaś zlecenie, żeby zrobić sesje idolom nastolatek dla 'Teen Vogue', choć juz dawno cię przenieśli. Rozkładałaś sprzęt, gdy usłyszałaś dobrze znane ci krzyki. Myślałaś że masz de ja vu. Drzwi się otworzyły, a wtedy ktoś objął cię od tyłu i zaczął kręcić dookoła. Gdy juz stałaś na ziemi, odwróciłaś się i wpiłaś się w wargi Zayn'a z tęsknotą.
-Nie w pracy,
Odsunęłaś się od niego, lekko speszona tą całą sytuacją.
-Tęskniłem.-szepnął ci do ucha chłopak
Podoba się?
Nowy blog
Zapraszam was na mojego nowego bloga. Tym razem o Harry'm.
http://icantlivewithout.blogspot.com/
Chcę poznać waszą opinie. I proszę o komentarze także na tym blogu, bo chcę żebyście się udzielały.
http://icantlivewithout.blogspot.com/
Chcę poznać waszą opinie. I proszę o komentarze także na tym blogu, bo chcę żebyście się udzielały.
czwartek, 23 sierpnia 2012
Liam Part 2
Jeszcze tylko osiem godzin. Niby nic, w porównaniu z tymi pięcioma latami, które tutaj spędziłaś. Tyle że za te osiem godzin masz opuścić miejsce, które zastępowało ci dom, jakby...
Czwarta rano, a ty siedzisz na piętrowym łóżku, próbując wypatrzeć coś zza krat. Pomijając fakt, że jest ciemno, dostrzegasz jedynie zarys muru i drutu kolczastego, którym jest zakończony. To właśnie na tym kończył się twój świat, wtoje życie, a niedługo stanie się przeszłością. Tylko do czego wracasz? To pytanie męczyło cie od dłuższego czasu, a gdy się nad tym zastanawiałaś, twoja dłoń wędrowała pod lewą pierś, zupełnie jakby to miejsce paliło. Nie musiałaś widzieć tego, żeby rozróżnić poszczególne litery tatuażu, które tworzyły imię, które tyle dla ciebie znaczyło - Liam.
Właśnie, Liam..... Nie pomyliłam się, pisząc w czasie przeszłym. Na początku widywałaś się z nim bardzo często, przy każdej możliwej okazji. Z czasem zaczął przychodzić raz na jakiś czas, a dwa i pół roku temu był u ciebie ostatni raz.
Gdy się zorientowałaś, że widziałaś go ostatni raz, zrobiłaś sobie tatuaż w kształcie małej dziury po kuli, dokładnie w miejscu serca.
Nadal nie wiesz, czemu cię zostawił. Nie chciał mieć nic wspólnego ze skazaną? Choć poświęciłaś się dla niego? Znudziłaś mu się? Znalazł sobie lepszą, ładniejszą? Odstraszyłaś go swoim stanem? Przecież schudłaś w więzieniu i to sporo, byłaś bledsza, straciłaś ten blask w oku, miałaś tatuaże, znowu przebijałaś różne części ciała - język, wargę, brew, uszy.
Ale obiecałaś mu, że nie będizesz się pakowała w kłopoty, że będziesz się starać o wcześniejsze zwolnienie, za dobre sprawowanie. Tak też było, ale kiedy cię zostawił, to po co?
Wybiła dwunasta. W końcu ujrzałaś świat poza murami więzienia. Inaczej to sobie wyobrażałaś. Łudziłaś się w podświadomości, że jednak Liam będzie na ciebie czekał, ale nie. Pewnym siebie krokiem ruszyłaś do domu. Ludzie mierzyli cię wzrokiem, szczególnie bogaci i wytapetowane dziewczyny. Twój wzrok, kierowany do nich, był pełen pogardy.
W mieszkaniu panował porządek, żadnego kurzu, choć nie było ciebie tam przez pięc lat, ale nia zastanawiałaś się nad tym. Włączyłaś swoją ulubioną płytę Limp Bizkit i zniknęłaś w łazience. Spędziłaś tam parę godzin, wsłuchana dokładnie w każdy moment muzyki, która była zbyt agresywna dla twojego BYŁEGO chłopaka, więc wtedy słuchałaś tego rzadziej i ciszej. Teraz nikt cię nie kontrolował.
Na dworze zapanowała już ciemność, gdy skończyłaś doprowadzać się do porządku. Naciągnęłaś na siebie dżinsy z obniżonym krokiem i bokserke. Wychodząc z łazienki, spodziewałaś się ciemności, ale tak nie było. Dodatkowo źródłem światła były neoświetliki (jak w Step Up 3). Podążyłaś za nimi an zewnątrz, po dordze zakładając adidasy i kurtkę. Światło doprowadziło cię nad Tamizę. W ten sposób trafiłaś na London Eye. Bez problemu dostałaś się do odpowiedniej kapsuły, gdzie światła zapaliły się dopiero, gdy kapsuła się zamknęła się. Wtedy zobaczyłaś Liam'a. Chciałaś to zronić od dawna. Podeszłaś do niego i wymierzyłaś mu najmocniejszy policzek, na jaki było cię stać. Brunet przyjął go, nadstawił drugi i czekał na cios. Nie zamachnęłaś się po raz drugi.
-Na co czekasz?-uśmiechnął się drwiąco- Przecież zasłużyłem, a ty chcesz to zrobić.
-Żal mi ciebie. Dlaczego?
Nie musiałaś kończyć, bo dobrze wiedział o co ci chodzi.
-Wiem, co myślisz. Wykorzystałem cię i znalazłem inną. Wstydziłem się ciebie, bo psułaś moją reputację. Ale to nie tak.
-A jak? Menedżer ci zabronił? Zespół był ważniejszy?
-Nie. Chciałem nam oszczędzić bólu tych rozstań.
-Nam? Nie żartuj ze mnie. Chyba sobie. Byłam w tym piekle tylko dla ciebie. A ty co? Zostawiłeś mnie, bo nie chciałeś cierpieć. A to ja powinnam narzekać, przecież to ja spędziłam pięć lat w wiezieniu. Robiłam sobie tatuaże i kolczyki, bo to przyzwyczajało do bólu i miałam spokój.
-Masz rację, tamto wyjaśnienie sobie wmawiałem. Chcę cię prosić o drugą szansę i nie wyjdziemy stąd, aż jej nie dotanę.
Teraz zauważyłaś że zatrzymaliście się na samej górze. Nie żartował.
-Myślisz, że mogę ci znów zaufać?
-Kochasz ryzyko, więc próbuj.
-Już zaryzykowałam i zobacz, co mi po tym zostało.
Pokazałaś mu tatuaż z imieniem i raną.
-Rozumiem.-zadzwonił gdzieś-Ściągajcie mnie na dół.
Na dole, brunet wyszedł jako pierwszy i chciał zniknąć jak najszybciej. Ty stałaś i wpatrywałaś się w jego sylwetkę, aż zniknęła. Dopiero wtedy wróciłaś do mieszkania. Rzuciłaś się na łóżko i starałaś się zapomnieć. Nie mogłaś, nie byłaś w stanie. Przemyślałaś wszystko jeszcze raz.
Założyłaś buty i ruszyłaś do domu chłopaków. Wiedziałaś, że spottkasz tam tylko Liam'a, bo reszta siedziała albo w klubie albo u swoich sympatii. Zapukałaś do drzwi, a właściwie to waliłaś w nie pięściami, aż w końcu chłopak ci otworzył. Był wyraźnie zaskoczony twoją wizytą, o takiej porze. W końcu była czwarta rano.
-Oferta nadal aktualna?
-Zawsze.
Wpuścił cię do środka i skierowałaś się do jego sypialni. Tam już miałaś pewność, że podjęłaś właściwą decyzję. To, co widziałaś wzruszyło cię i zalało falą ciepła. Całą ścianę przy łóżku pokrywały zdjęcie, twoje z Liam'em. Podeszłaś bliżej. Zauważyłaś parę zdjęć z więzienia, co udowodniło że nigdy cię nie zostawił. Brunet był speszony całym tym zjeściem i obawiał się twojej reakcji. Rzuciłaś mu się w ramiona.
-Byłeś obok, zawsze. Jak anioł stróż.
-Bardziej jak bezgranicznie zakochany idiota.
-Teraz już wiem.
-Co?
-Że cię kocham.
Pocałował cię, delikatnie, z czułością, której tak bardzo ci brakowało przez te lata. Jemu zresztą też. Pragnęłaś czegoś więcej, ale odsunął cię lekko, jak na złość. Zaczął gładzić twój policzek kciukiem.
-Może chociaż resztę nocy byś przespała? Założę się, że jesteś na nogach conajmniej dobę. Przebierz się i chodź spać.
Niechętnie poczłapałaś do garderoby, bo czułaś się w pełni sił. Tam spotkały cię kolejne niespodzianki. Pół garderoby zapełniały twoje ubrania i jeszcze jakieś nowe, w twoim rozmiarze. Szybko się przebrałaś i wskoczyłaś do łóżka, obok chłopaka, którego pocałowałaś w polik.
-Ile jeszcze niespodzianek na mnie czeka?
-Jutro będzie ostatnia, jeśli pójdziesz już spać.
-Dobranoc.
Zamknęłaś oczy i w tej samej chwili odpłynęłaś.
Następnego dnia naprawdę była ta niespodzianka - zaręczyliście się, żeby już nic wam nigdy nie stanęło na przeszkodzie.
Jest wyczekiwana druga część!!! Chyba końcówkę zepsułam. Czekam na dziesięć komentarzy i tak będzie do końca, bo dałyście sobie radę i teraz też dacie.
+ mam nowy pomysł na bloga. Trochę inny niż ten i tym razem o Harry'm. Będziecie czytać? Czy może znowu o Zayn'ie pisać?
+ jeśli mam go zacząć, to może pomożecie mi i podrzucicie pomysły na imię głównej bohaterki? Tylko nie polskie, najlepiej jakieś egzotyczne;*
Czwarta rano, a ty siedzisz na piętrowym łóżku, próbując wypatrzeć coś zza krat. Pomijając fakt, że jest ciemno, dostrzegasz jedynie zarys muru i drutu kolczastego, którym jest zakończony. To właśnie na tym kończył się twój świat, wtoje życie, a niedługo stanie się przeszłością. Tylko do czego wracasz? To pytanie męczyło cie od dłuższego czasu, a gdy się nad tym zastanawiałaś, twoja dłoń wędrowała pod lewą pierś, zupełnie jakby to miejsce paliło. Nie musiałaś widzieć tego, żeby rozróżnić poszczególne litery tatuażu, które tworzyły imię, które tyle dla ciebie znaczyło - Liam.
Właśnie, Liam..... Nie pomyliłam się, pisząc w czasie przeszłym. Na początku widywałaś się z nim bardzo często, przy każdej możliwej okazji. Z czasem zaczął przychodzić raz na jakiś czas, a dwa i pół roku temu był u ciebie ostatni raz.
Gdy się zorientowałaś, że widziałaś go ostatni raz, zrobiłaś sobie tatuaż w kształcie małej dziury po kuli, dokładnie w miejscu serca.
Nadal nie wiesz, czemu cię zostawił. Nie chciał mieć nic wspólnego ze skazaną? Choć poświęciłaś się dla niego? Znudziłaś mu się? Znalazł sobie lepszą, ładniejszą? Odstraszyłaś go swoim stanem? Przecież schudłaś w więzieniu i to sporo, byłaś bledsza, straciłaś ten blask w oku, miałaś tatuaże, znowu przebijałaś różne części ciała - język, wargę, brew, uszy.
Ale obiecałaś mu, że nie będizesz się pakowała w kłopoty, że będziesz się starać o wcześniejsze zwolnienie, za dobre sprawowanie. Tak też było, ale kiedy cię zostawił, to po co?
Wybiła dwunasta. W końcu ujrzałaś świat poza murami więzienia. Inaczej to sobie wyobrażałaś. Łudziłaś się w podświadomości, że jednak Liam będzie na ciebie czekał, ale nie. Pewnym siebie krokiem ruszyłaś do domu. Ludzie mierzyli cię wzrokiem, szczególnie bogaci i wytapetowane dziewczyny. Twój wzrok, kierowany do nich, był pełen pogardy.
W mieszkaniu panował porządek, żadnego kurzu, choć nie było ciebie tam przez pięc lat, ale nia zastanawiałaś się nad tym. Włączyłaś swoją ulubioną płytę Limp Bizkit i zniknęłaś w łazience. Spędziłaś tam parę godzin, wsłuchana dokładnie w każdy moment muzyki, która była zbyt agresywna dla twojego BYŁEGO chłopaka, więc wtedy słuchałaś tego rzadziej i ciszej. Teraz nikt cię nie kontrolował.
Na dworze zapanowała już ciemność, gdy skończyłaś doprowadzać się do porządku. Naciągnęłaś na siebie dżinsy z obniżonym krokiem i bokserke. Wychodząc z łazienki, spodziewałaś się ciemności, ale tak nie było. Dodatkowo źródłem światła były neoświetliki (jak w Step Up 3). Podążyłaś za nimi an zewnątrz, po dordze zakładając adidasy i kurtkę. Światło doprowadziło cię nad Tamizę. W ten sposób trafiłaś na London Eye. Bez problemu dostałaś się do odpowiedniej kapsuły, gdzie światła zapaliły się dopiero, gdy kapsuła się zamknęła się. Wtedy zobaczyłaś Liam'a. Chciałaś to zronić od dawna. Podeszłaś do niego i wymierzyłaś mu najmocniejszy policzek, na jaki było cię stać. Brunet przyjął go, nadstawił drugi i czekał na cios. Nie zamachnęłaś się po raz drugi.
-Na co czekasz?-uśmiechnął się drwiąco- Przecież zasłużyłem, a ty chcesz to zrobić.
-Żal mi ciebie. Dlaczego?
Nie musiałaś kończyć, bo dobrze wiedział o co ci chodzi.
-Wiem, co myślisz. Wykorzystałem cię i znalazłem inną. Wstydziłem się ciebie, bo psułaś moją reputację. Ale to nie tak.
-A jak? Menedżer ci zabronił? Zespół był ważniejszy?
-Nie. Chciałem nam oszczędzić bólu tych rozstań.
-Nam? Nie żartuj ze mnie. Chyba sobie. Byłam w tym piekle tylko dla ciebie. A ty co? Zostawiłeś mnie, bo nie chciałeś cierpieć. A to ja powinnam narzekać, przecież to ja spędziłam pięć lat w wiezieniu. Robiłam sobie tatuaże i kolczyki, bo to przyzwyczajało do bólu i miałam spokój.
-Masz rację, tamto wyjaśnienie sobie wmawiałem. Chcę cię prosić o drugą szansę i nie wyjdziemy stąd, aż jej nie dotanę.
Teraz zauważyłaś że zatrzymaliście się na samej górze. Nie żartował.
-Myślisz, że mogę ci znów zaufać?
-Kochasz ryzyko, więc próbuj.
-Już zaryzykowałam i zobacz, co mi po tym zostało.
Pokazałaś mu tatuaż z imieniem i raną.
-Rozumiem.-zadzwonił gdzieś-Ściągajcie mnie na dół.
Na dole, brunet wyszedł jako pierwszy i chciał zniknąć jak najszybciej. Ty stałaś i wpatrywałaś się w jego sylwetkę, aż zniknęła. Dopiero wtedy wróciłaś do mieszkania. Rzuciłaś się na łóżko i starałaś się zapomnieć. Nie mogłaś, nie byłaś w stanie. Przemyślałaś wszystko jeszcze raz.
Założyłaś buty i ruszyłaś do domu chłopaków. Wiedziałaś, że spottkasz tam tylko Liam'a, bo reszta siedziała albo w klubie albo u swoich sympatii. Zapukałaś do drzwi, a właściwie to waliłaś w nie pięściami, aż w końcu chłopak ci otworzył. Był wyraźnie zaskoczony twoją wizytą, o takiej porze. W końcu była czwarta rano.
-Oferta nadal aktualna?
-Zawsze.
Wpuścił cię do środka i skierowałaś się do jego sypialni. Tam już miałaś pewność, że podjęłaś właściwą decyzję. To, co widziałaś wzruszyło cię i zalało falą ciepła. Całą ścianę przy łóżku pokrywały zdjęcie, twoje z Liam'em. Podeszłaś bliżej. Zauważyłaś parę zdjęć z więzienia, co udowodniło że nigdy cię nie zostawił. Brunet był speszony całym tym zjeściem i obawiał się twojej reakcji. Rzuciłaś mu się w ramiona.
-Byłeś obok, zawsze. Jak anioł stróż.
-Bardziej jak bezgranicznie zakochany idiota.
-Teraz już wiem.
-Co?
-Że cię kocham.
Pocałował cię, delikatnie, z czułością, której tak bardzo ci brakowało przez te lata. Jemu zresztą też. Pragnęłaś czegoś więcej, ale odsunął cię lekko, jak na złość. Zaczął gładzić twój policzek kciukiem.
-Może chociaż resztę nocy byś przespała? Założę się, że jesteś na nogach conajmniej dobę. Przebierz się i chodź spać.
Niechętnie poczłapałaś do garderoby, bo czułaś się w pełni sił. Tam spotkały cię kolejne niespodzianki. Pół garderoby zapełniały twoje ubrania i jeszcze jakieś nowe, w twoim rozmiarze. Szybko się przebrałaś i wskoczyłaś do łóżka, obok chłopaka, którego pocałowałaś w polik.
-Ile jeszcze niespodzianek na mnie czeka?
-Jutro będzie ostatnia, jeśli pójdziesz już spać.
-Dobranoc.
Zamknęłaś oczy i w tej samej chwili odpłynęłaś.
Następnego dnia naprawdę była ta niespodzianka - zaręczyliście się, żeby już nic wam nigdy nie stanęło na przeszkodzie.
Jest wyczekiwana druga część!!! Chyba końcówkę zepsułam. Czekam na dziesięć komentarzy i tak będzie do końca, bo dałyście sobie radę i teraz też dacie.
+ mam nowy pomysł na bloga. Trochę inny niż ten i tym razem o Harry'm. Będziecie czytać? Czy może znowu o Zayn'ie pisać?
+ jeśli mam go zacząć, to może pomożecie mi i podrzucicie pomysły na imię głównej bohaterki? Tylko nie polskie, najlepiej jakieś egzotyczne;*
piątek, 17 sierpnia 2012
27
Do Zayn'a podeszła jakaś blondynka. Perrie Edwards, o ile dobrze pamiętam. Na pewno ona. Dosłownie rzuciła się an niego, starając się pocałować, ale odepchnął ją od siebie z taką siłą że wylądowała na piasku. Nie zwróciła na to uwagi i zaraz się podniosła, jak gdyby nic się nie stało.
-Co ty wyprawiasz!?-Malik był wściekły-Już raz zniszczyłaś mi życie! Nie pozwolę co zrobić tego znowu, szczególnie że w końcu ją odnalazłem!
-Nie denerwuj się tak.-blondi była nadzwyczaj spokojna-Co to za materiał na dziewczynę, skoro nie wierzy własnemu chłopakowi? Jedno zdjęcie i jej świat runął. Teraz też tak może być.
Zaczęła się do niego zblizać. Musiałam to przerwać, ale nie mogłam się na nią rzucić, bo by mnie pozwała do sądu. Miałam lepszy plan... Stanęłam tak, żeby tylko mulat mnie widział i wskazałam na wodę. Zrozumiał o co mi chodzi i mrugnął. Rozebrałam się do bielizny i po cichu wbiegłam do wody. Schowałam się tak, żeby wszystko ich widzieć, ale żeby oni nie widzieli mnie.
-Masz rację.-usłyszałam-Po co mi ona, skoro mogę mieć każdą, w tym ciebie?
Podszedł do niej, zaczął całować i wziął na ręce. Poczułam ukłucie zazdrości, choć wiedziałam że to tylko gra, a on cały czas zerkał do wody, szukając mnie wzrokiem. Zaniósł ją do wody, po drodze rzucając buty, telefon i koszule. Gdy wszedł do wody tak, że sięgała im do ramion, postawił ją w końcu i odsunął od siebie.
-Czyli Zerrie istnieje znowu.-za te słowa mogłabym zabić.
W tym momencie wkroczyłam ja. Zanurkowałam i podpłynęłam do nich. Bez problemu rozpoznałam gdzie kto stoi, bo wypadała pełnia. Uszczypnęłam Perrie i spojrzałam do góry. Pewnie pomyślała że to Zayn, więc zrobiłam to jescze raz i otarłam się o jej nogi. Dzięki temu zaczęła panikować. Żeby ją jeszcze trochę postraszyć, wciągnęłam chłopaka pod wodę i kawałek odpłynęliśmy. Gdy się wynurzyliśmy, to on był bardziej zsapany, choć to ja spędziłam parę minut pod powierzchnią.
-Dobra robota.-szepnął-Postaraj się, bo chłopacy to kręcą.
Wsakazał na miejsce, gdzie stała reszta zespołu, Eleanor i Adam, z czego wszyscy faceci z telefonami w rękach.
Wzięłam głeboki oddech i wróciłam do zabawy. Edwards zaczęła wołać Zayn'a i machać nogami, przez co prawie oberwałam. Gdy uciekała z wody z krzykiem, ściągnęłam jej buta i zakopałam, jako nauczkę. Wybiegła z wody, a ja wtedy się wynurzyłam i zaczęłam ją parodiować.
-Zayn! Kochanie! Ratuj!
Jak go wołałam, tak się pojawił tuż obok mnie. Rzuciłam mu się w ramiona, jak w filmach.
-Mój wybawca!
Nawet z tamtąd słyszałam śmiech przyjaciół. Blondi patrzyła na nas nafukana. Pokazałam jej środkowy palec, akurat ten na którym miałam wytatuowany napis 'Fuck You'. Dziwny zbieg okoliczności, co nie?
-Przepraszam, przeszkodziłam?-zaszydziłam z niej
Odwróciła się i z dumnie podniesioną głową, starała się odejśc z godnością. Nie wyszło jej to, ze względu na przemoczony strój i brak jednego buta.
-Powiedziałaś do mnie kochanie?-wyrwał mnie z zachwytu Zayn
-Musiało być wiarygodnie, a wcześniej też nie pozwoliłeś mi dokończyć. Chyba że wolisz przemoczony tleniony blond, to się odsunę.
Chciałam odpłynąć, ale mi nie pozwolił. Gdy na niego spojrzałam, pocałował mnie gwałtownie, natarczywie i namiętnie. Przywarłam do niego całym ciałem, jakby to miał być nasz ostanie pocałunek. Brakowało mi tego uczucia.
-Tęskniłam za tym.-wysapałam
-Nie uderzyłaś mnie w twarz, ani nic, więc....
-Jesteśmy parą.
Mój chłopak (jak to fajnie brzmi) wyciągnął coś z kieszeni. To był mój dawny naszyjnik, którym w niego rzuciłam dawno temu. Założył mi go zpowrotem na szyję, czyli tam gdzie jego miejsce.
Wyszliśmi z wody, szczęśliwi i przytuleni do siebie. Dopiero teraz sobie przypomniałam, że jestem w samej bieliźnie, więc wzięłam jego koszulę i się zakryłam. Zabralismy swoje rzeczy i ruszyliśmy do willi.
Obstawiam, że będziecie mnie hejtować, za pojechanie po Perrie. Sama twierdzę, że przesadziłam. Chciałam napisać o kimś innym, ale ona była wcześniej i nie mogłam nagle zmieniać. Dla waszej informacji-to że za nią nie przepadam, nie oznacza, że napisałam to z nienawiści. Gdyby tak było, wyszłabym na sukę, więc.... Mam nadzieję, że mi wybaczycie ten rozdział i obiecuję że już nigdy tak po nikim nie pojadę.
Zostało mi do napisania ok. dziesięć rozdziałów, więc podbijam komentarze do dzięsięciu. Wtedy zaczynam bloga z imaginami, a tutaj dodam jeszcze drugą część o Liam'ie, bo mam pomysł. Nadal chcecie?
-Co ty wyprawiasz!?-Malik był wściekły-Już raz zniszczyłaś mi życie! Nie pozwolę co zrobić tego znowu, szczególnie że w końcu ją odnalazłem!
-Nie denerwuj się tak.-blondi była nadzwyczaj spokojna-Co to za materiał na dziewczynę, skoro nie wierzy własnemu chłopakowi? Jedno zdjęcie i jej świat runął. Teraz też tak może być.
Zaczęła się do niego zblizać. Musiałam to przerwać, ale nie mogłam się na nią rzucić, bo by mnie pozwała do sądu. Miałam lepszy plan... Stanęłam tak, żeby tylko mulat mnie widział i wskazałam na wodę. Zrozumiał o co mi chodzi i mrugnął. Rozebrałam się do bielizny i po cichu wbiegłam do wody. Schowałam się tak, żeby wszystko ich widzieć, ale żeby oni nie widzieli mnie.
-Masz rację.-usłyszałam-Po co mi ona, skoro mogę mieć każdą, w tym ciebie?
Podszedł do niej, zaczął całować i wziął na ręce. Poczułam ukłucie zazdrości, choć wiedziałam że to tylko gra, a on cały czas zerkał do wody, szukając mnie wzrokiem. Zaniósł ją do wody, po drodze rzucając buty, telefon i koszule. Gdy wszedł do wody tak, że sięgała im do ramion, postawił ją w końcu i odsunął od siebie.
-Czyli Zerrie istnieje znowu.-za te słowa mogłabym zabić.
W tym momencie wkroczyłam ja. Zanurkowałam i podpłynęłam do nich. Bez problemu rozpoznałam gdzie kto stoi, bo wypadała pełnia. Uszczypnęłam Perrie i spojrzałam do góry. Pewnie pomyślała że to Zayn, więc zrobiłam to jescze raz i otarłam się o jej nogi. Dzięki temu zaczęła panikować. Żeby ją jeszcze trochę postraszyć, wciągnęłam chłopaka pod wodę i kawałek odpłynęliśmy. Gdy się wynurzyliśmy, to on był bardziej zsapany, choć to ja spędziłam parę minut pod powierzchnią.
-Dobra robota.-szepnął-Postaraj się, bo chłopacy to kręcą.
Wsakazał na miejsce, gdzie stała reszta zespołu, Eleanor i Adam, z czego wszyscy faceci z telefonami w rękach.
Wzięłam głeboki oddech i wróciłam do zabawy. Edwards zaczęła wołać Zayn'a i machać nogami, przez co prawie oberwałam. Gdy uciekała z wody z krzykiem, ściągnęłam jej buta i zakopałam, jako nauczkę. Wybiegła z wody, a ja wtedy się wynurzyłam i zaczęłam ją parodiować.
-Zayn! Kochanie! Ratuj!
Jak go wołałam, tak się pojawił tuż obok mnie. Rzuciłam mu się w ramiona, jak w filmach.
-Mój wybawca!
Nawet z tamtąd słyszałam śmiech przyjaciół. Blondi patrzyła na nas nafukana. Pokazałam jej środkowy palec, akurat ten na którym miałam wytatuowany napis 'Fuck You'. Dziwny zbieg okoliczności, co nie?
-Przepraszam, przeszkodziłam?-zaszydziłam z niej
Odwróciła się i z dumnie podniesioną głową, starała się odejśc z godnością. Nie wyszło jej to, ze względu na przemoczony strój i brak jednego buta.
-Powiedziałaś do mnie kochanie?-wyrwał mnie z zachwytu Zayn
-Musiało być wiarygodnie, a wcześniej też nie pozwoliłeś mi dokończyć. Chyba że wolisz przemoczony tleniony blond, to się odsunę.
Chciałam odpłynąć, ale mi nie pozwolił. Gdy na niego spojrzałam, pocałował mnie gwałtownie, natarczywie i namiętnie. Przywarłam do niego całym ciałem, jakby to miał być nasz ostanie pocałunek. Brakowało mi tego uczucia.
-Tęskniłam za tym.-wysapałam
-Nie uderzyłaś mnie w twarz, ani nic, więc....
-Jesteśmy parą.
Mój chłopak (jak to fajnie brzmi) wyciągnął coś z kieszeni. To był mój dawny naszyjnik, którym w niego rzuciłam dawno temu. Założył mi go zpowrotem na szyję, czyli tam gdzie jego miejsce.
Wyszliśmi z wody, szczęśliwi i przytuleni do siebie. Dopiero teraz sobie przypomniałam, że jestem w samej bieliźnie, więc wzięłam jego koszulę i się zakryłam. Zabralismy swoje rzeczy i ruszyliśmy do willi.
Obstawiam, że będziecie mnie hejtować, za pojechanie po Perrie. Sama twierdzę, że przesadziłam. Chciałam napisać o kimś innym, ale ona była wcześniej i nie mogłam nagle zmieniać. Dla waszej informacji-to że za nią nie przepadam, nie oznacza, że napisałam to z nienawiści. Gdyby tak było, wyszłabym na sukę, więc.... Mam nadzieję, że mi wybaczycie ten rozdział i obiecuję że już nigdy tak po nikim nie pojadę.
Zostało mi do napisania ok. dziesięć rozdziałów, więc podbijam komentarze do dzięsięciu. Wtedy zaczynam bloga z imaginami, a tutaj dodam jeszcze drugą część o Liam'ie, bo mam pomysł. Nadal chcecie?
środa, 15 sierpnia 2012
26
Koncert trwał w najlepsze. Siedziałam Adamowi na ramionach, aby lepiej widzieć scene. Gdy puścili 'Mama Do The Hump' chłopak puścił moje nogi i zaczął tańczyć, przez co zaczęłam się chwiać.
-Adam, ja zaraz spadne!-próbowałam przekrzyczeć tłum, ale mi nie szło
I stało się. Poczułam że lecę w dół, a on nie zdążył zareagować. Na szczęście ktoś, kto stał za mną, asekurował mnie i złapał w porę.
-Bardzo miłe powitanie po tak długim rozstaniu.-postawił mnie na ziemi
-Liam!-krzyknęłam i mocno go przytuliłam
Dopiero gdy się oderwałam od niego ujarzałam całą resztę. Każdego po kolei wyściskałam i działało to też w drugą stronę.
-Skąd się tu wzieliście? Kto się wygadał o mojej kryjówce?
-To moja zasługa.-Adam się dumnie wypiął, a ja chciałam mu się roześmiać prosto w twarz. Darowałam to sobie.
-Czyli to uknuliście? Jacy przyjaciele...
-Gniewasz się?-Es się zasmuciła
-W życiu. Po prostu... Przeżyłam szok.
Resztę koncertu przegadaliśmy, a później przyszedł czas na imprezę. Poszliśmy na nią wszyscy, z wyjątkiem Es i Niall'a. Ona naprawdę nie może nigdzie iść sama, myślałam że przesadza.
Przez ponad pierwsze dwie godziny siedzieliśmy przy stoliku, pijąc i gadając-trochę jak za starych dobrych czasów, z tym że nie mogłam spojrzeć Zayn'owi w oczy na dłuższy czas.
Po kolei każdy znikał od stolika, aż w końcu zostałam tylko ja i Malik. I my zawsze uchodziliśmy za największych imprezowiczów. Żadne z nas się nie odzywało i poraz pierwszy mnie to denerwowało. W pewnym momencie wstał i wyciągnął do mnie ręke. Nie ruszyłam się ani o milimetr, tylko wpatrywałam się w moje prawie wypite mojito, więc złapał mnie za ręke i zaciągnął na parkiet. Akurat poleciało 'Bound To You'-chyba ktoś na górze świetnie się bawi. Bez zastanowienia mulat złapał mnie w pasie, a mi zostało jedynie objąć go za szyję i schowałam twarz w zagłębieniu jego szyi.
-Tęskniłam za tobą.-wyszeptałam, ale nie chciałam żeby to usłyszał
-Ja za tobą też. Cały czas cię szukałem.
-I znalazłeś.-uśmiechnęłam się i postanowiłam coś wyznać-Zayn, ja....
Nie dokończyłam, bo zadzwonił jego telefon. Spojrzał na wyświetlacz i przestał się uśmiechać. Rozejrzał się na boki.
-Przepraszam. Zaraz wracam.
I poszedł, zostawiając mnie samą na wśród ludzi zajętych sobą nawzajem.'O nie, nie pozwolę na takie coś'-pomyślałam i ruszyłam za nim. Dotarłam na plażę i ukryłam się za skałami, widząc że się zatrzymuje.
I co będzie dalej? Nadal 7 komentarzy, please. Wpadłam na pomysł, żeby po tym blogu założyć kolejnego, tym razem z imaginami. Będziecie czytać?
Co myślicie o nowym tatuażu Zayn'a? Dopiero dostałam się do kompa, a tu pierwsze co widzę to Zap. Przez chwilę miałam rozkminę czy jest prawdziwy i modliłam się, żeby nie. Jak dla mnie zaczyna przesadzać lekko.....
-Adam, ja zaraz spadne!-próbowałam przekrzyczeć tłum, ale mi nie szło
I stało się. Poczułam że lecę w dół, a on nie zdążył zareagować. Na szczęście ktoś, kto stał za mną, asekurował mnie i złapał w porę.
-Bardzo miłe powitanie po tak długim rozstaniu.-postawił mnie na ziemi
-Liam!-krzyknęłam i mocno go przytuliłam
Dopiero gdy się oderwałam od niego ujarzałam całą resztę. Każdego po kolei wyściskałam i działało to też w drugą stronę.
-Skąd się tu wzieliście? Kto się wygadał o mojej kryjówce?
-To moja zasługa.-Adam się dumnie wypiął, a ja chciałam mu się roześmiać prosto w twarz. Darowałam to sobie.
-Czyli to uknuliście? Jacy przyjaciele...
-Gniewasz się?-Es się zasmuciła
-W życiu. Po prostu... Przeżyłam szok.
Resztę koncertu przegadaliśmy, a później przyszedł czas na imprezę. Poszliśmy na nią wszyscy, z wyjątkiem Es i Niall'a. Ona naprawdę nie może nigdzie iść sama, myślałam że przesadza.
Przez ponad pierwsze dwie godziny siedzieliśmy przy stoliku, pijąc i gadając-trochę jak za starych dobrych czasów, z tym że nie mogłam spojrzeć Zayn'owi w oczy na dłuższy czas.
Po kolei każdy znikał od stolika, aż w końcu zostałam tylko ja i Malik. I my zawsze uchodziliśmy za największych imprezowiczów. Żadne z nas się nie odzywało i poraz pierwszy mnie to denerwowało. W pewnym momencie wstał i wyciągnął do mnie ręke. Nie ruszyłam się ani o milimetr, tylko wpatrywałam się w moje prawie wypite mojito, więc złapał mnie za ręke i zaciągnął na parkiet. Akurat poleciało 'Bound To You'-chyba ktoś na górze świetnie się bawi. Bez zastanowienia mulat złapał mnie w pasie, a mi zostało jedynie objąć go za szyję i schowałam twarz w zagłębieniu jego szyi.
-Tęskniłam za tobą.-wyszeptałam, ale nie chciałam żeby to usłyszał
-Ja za tobą też. Cały czas cię szukałem.
-I znalazłeś.-uśmiechnęłam się i postanowiłam coś wyznać-Zayn, ja....
Nie dokończyłam, bo zadzwonił jego telefon. Spojrzał na wyświetlacz i przestał się uśmiechać. Rozejrzał się na boki.
-Przepraszam. Zaraz wracam.
I poszedł, zostawiając mnie samą na wśród ludzi zajętych sobą nawzajem.'O nie, nie pozwolę na takie coś'-pomyślałam i ruszyłam za nim. Dotarłam na plażę i ukryłam się za skałami, widząc że się zatrzymuje.
I co będzie dalej? Nadal 7 komentarzy, please. Wpadłam na pomysł, żeby po tym blogu założyć kolejnego, tym razem z imaginami. Będziecie czytać?
Co myślicie o nowym tatuażu Zayn'a? Dopiero dostałam się do kompa, a tu pierwsze co widzę to Zap. Przez chwilę miałam rozkminę czy jest prawdziwy i modliłam się, żeby nie. Jak dla mnie zaczyna przesadzać lekko.....
czwartek, 9 sierpnia 2012
Liam
Należałaś do typowych buntowniczek. Żyłaś w przekonaniu, że nikt cię nie rozumie. Kilka razy uciekłaś z domu, aż w końcu wyprowadziłaś się parę miesięcy przed swoją osiemnastką. Zrobiłaś to zaraz po wyjściu z poprawczaka. Trafiłaś tam za, między innymi, wandalizm i kradzież.
Tuż po wejściu, naciągnęłaś kaptur na głowę, tak jak reszta. Weszliście na salę, pełną wrzeszczących dziewczyn. Nie rozumiałaś co widzą w pięciu chłoptasiach, którzy nawet się nie starali. Poczekaliście, aż koncert będzie trwał w najlepsze i wyciągnęliście z torby pistolety na kulki z farbą. Mieliście ich nastraszyć, ale wyszło inaczej. Właśnie celowałaś w bruneta w koszuli w kratę, gdy usłyszałaś huk dochodzący zza twoich pleców. Zrozumiałaś co się szykowało-twoi kumple mieli prawdziwą broń, a ty nic nie wiedziałaś, aż do teraz.
Ludzie w panice starali się wydostać z pomieszczenia, tworząc kompletny zamęt. Zauważyłaś ochroniarzy biegnących w twoją stronę. Zostałaś sama, reszta cię zostawiła. Próbowałaś się przepchać przez tłum, nie udało ci się na czas. Nie zdążyłaś nawet trzeźwo pomyśleć, a na twoich rękach już znajdowały się kajdanki i byłaś prowadzona w stronę tylnego wyjścia. Po drodze zobaczyłaś wasze ofiary. Nikomu nic się nie stało, więc odetchnęłaś z ulgą. Teraz już nie wiedziałaś, dlaczego to zrobiłaś. Żałowałaś, jak jeszcze nigdy. Gdy im się przyglądałaś, chłopak, w którego celowałaś, spojrzał ci w oczy. Nie były przepełnione odrazą ani nienawiścią, jak reszty, tylko smutkiem i troską. Przez te oczy spóściłaś głowę i przestałaś się wyrywać.
Na komisariacie byłaś częstym gościem, więc nikt nie był zdziwiony twoją wizytą, raczej twoim zachowaniem. Zawsze byłaś bezczelna wobec każdego, kto się odezwał i przyznawałaś się z dumą do czynu. Tym razem bez zbędnych obelg próbowałaś ich przekonać do twoich zamiarów, ale ci nie wierzyli. Szydzili z ciebie, a potem zamknęli w celi.
Rano pojechałaś do domu, żeby się przebrać i umyć przed rozprawą. Byłaś pewna, że nie masz żadnych szans, bo to gwiazdy, a ty-nie pausjąca do reszty społeczeństwa dziewczyna bez niczego i nikogo. Dopiero w łazience zobaczyłaś jak szkaradnie wyglądasz. Blada, z workami pod przestraszonymi oczami i sinymi ustami. Musiałaś to zmienić, na co miałaś parę godzin.
Ubrałaś jeden ze swoich ulubionych stroi i wyszłaś z kamienicy, w stronę radiowozu.
Przez pierwsze minuty rozprawy wpatrywałaś się w swoje krwistoczerwone paznokcie. Nawet gdy kazano ci wstać, nie zaszczyciłaś nikogo wzrokiem. W końcu podniosłaś głowę i ujrzałaś te same oczy, co poprzedniego dnia. Nadal widziałaś w nich te same uczucia. Tym razem reszta chłopaków patrzyła na ciebie podpobnie, ale nie z taką szczerością.
Reszte rozprawy spędziłaś zamyślona, czekając na ostateczny werdykt.
-Ze względu na 'bogatą' kartotekę, powinniśmy panią skazać na dwa lata pozbawienia wolności. Jednakże, pan Liam Payne, i reszta One Direction, stawił się za panią. Dzięki temu, przez następne osiem miesięcy będziesz pracować u boku zespołu.
Kiwnęłaś głową na znak, że rozumiesz i ruszyłaś do drzwi, zaraz po ściągnięciu kajdanek.
Przez następne tygodnie twój dzień był rutyną. Wstawałaś wcześnie i jechałaś do chłopaków. Przez cały czas byłaś do ich usług-sprzątałaś po nich, robiłaś pranie, gotowałaś..... Po prostu spełniałaś ich zachcianki. Z czasem było ich coraz mniej i zostaliście przyjaciółmi. Nie mieli ci za złe już tego wyskoku na koncercie. Podczas tego okresu bardzo zbliżyliście się do siebie z Liam'em, ale menedżer był przeciwny ujawnianiu tego związku, jak narazie.
-Pa, kochanie.
Pocałowałaś bruneta i wysiadłaś z samochodu. Szybkim krokiem ruszyłaś do mieszkania, tak jak cię prosił. Zatrzymałaś się na widok swojej dawnej paczki, przez którą prawie wylądowałaś w więzieniu. Blokowali przejście, nie miałaś szans. Wzięłaś głeboki wdech i ryszyłaś dalej. Dobrze obstawiałaś, myśląc że czekają na ciebie.
-Gdzie ci się spieszy? Już nawet nie przywitasz się z przyjaciółmi?
-Nie jesteście nimi. Zostawiliście mnie.
-Poradziłaś sobie, nie siedzisz. Tylko od kiedy sypiasz z pedałami?
-Liam nie jest pedałem! To mój problem z kim sypiam! On przynajmniej ma odwagę i nie ucieka!
Poniosły ci emocje i uderzyłaś autora wyzwisk w kierunku twojego chłopaka. Rzuciłaś się biegiem po schodach. Dotarłaś do mieszkania, które zamknęłaś na klucz. Słyszałaś pogróżki zza drzwi i dobijanie się. Wyciągnęłaś deskę z podłogi w szafie i wyciągnęłaś pistolet, który trzymałaś na wszelki wypadek. Nie wypuściłaś broni z rąk nawet, gdy zrobiło się cicho.
Zadzowniłaś po Liam'a, który zjawił się niedługo potem. Słysząc otwierające się drzwi, naładowałaś pistolet i wycelowałaś w chłopaka.
-, co ty do cholery robisz?! Odłóż to!
Posłusznie odłożyłaś pistolet na miejsce i rzuciłaś się w jego ramiona. Opowiedziałaś mu całe zdarzenie, a on cię uspokajał, aż zasnełaś.
Rano spakowaliście najważniejsze rzeczy, bo zgodziłaś się zamieszkać z nim i resztą. Przed domem chłopaków stało parę radiowozów. Musieliście się dowiedzieć, o co chodzi.
Okazało się, że odnaleźli narkotyki w rzeczach Liam'a. Wiedziałaś że to sprawka gangu, za wczorajszą akcję i kara za odejście. Mogłaś zrobiż tylko jedno.
-To moje.
To wyznanie zszokowało wszystkich domowników. Kłamałaś, ale żeby ratować swojego ukochanego. Zbyt mocno go kochałaś, żeby pozwolić mu zrujnować swoje życie. Pozwoliłaś się zakuć w kajdanki i wsadzić do radiowozu.
-Przepraszam.-wyszeptałaś-Kocham cię, Liam.
Patrzyłaś na jego zorzpaczoną postać, ledwo powstrzymując łzy.
Musiałam dodać imagina, bo dodałam z każdym oprócz Liam'a. Podoba się? Wymyślić drugą część? Chce to dać na konkurs, opłaca się? Czekam na upragnione 7 komentarzy, ale i tak dodam dopiero za tydzień, chyba że do wieczora będą komy.
PS Polecacie jakieś filmy? Każdego rodzaju-komedie, romanse, horrory, thilery, sesnacyjne... Bo nie mam pojęcia co oglądać.
Tuż po wejściu, naciągnęłaś kaptur na głowę, tak jak reszta. Weszliście na salę, pełną wrzeszczących dziewczyn. Nie rozumiałaś co widzą w pięciu chłoptasiach, którzy nawet się nie starali. Poczekaliście, aż koncert będzie trwał w najlepsze i wyciągnęliście z torby pistolety na kulki z farbą. Mieliście ich nastraszyć, ale wyszło inaczej. Właśnie celowałaś w bruneta w koszuli w kratę, gdy usłyszałaś huk dochodzący zza twoich pleców. Zrozumiałaś co się szykowało-twoi kumple mieli prawdziwą broń, a ty nic nie wiedziałaś, aż do teraz.
Ludzie w panice starali się wydostać z pomieszczenia, tworząc kompletny zamęt. Zauważyłaś ochroniarzy biegnących w twoją stronę. Zostałaś sama, reszta cię zostawiła. Próbowałaś się przepchać przez tłum, nie udało ci się na czas. Nie zdążyłaś nawet trzeźwo pomyśleć, a na twoich rękach już znajdowały się kajdanki i byłaś prowadzona w stronę tylnego wyjścia. Po drodze zobaczyłaś wasze ofiary. Nikomu nic się nie stało, więc odetchnęłaś z ulgą. Teraz już nie wiedziałaś, dlaczego to zrobiłaś. Żałowałaś, jak jeszcze nigdy. Gdy im się przyglądałaś, chłopak, w którego celowałaś, spojrzał ci w oczy. Nie były przepełnione odrazą ani nienawiścią, jak reszty, tylko smutkiem i troską. Przez te oczy spóściłaś głowę i przestałaś się wyrywać.
Na komisariacie byłaś częstym gościem, więc nikt nie był zdziwiony twoją wizytą, raczej twoim zachowaniem. Zawsze byłaś bezczelna wobec każdego, kto się odezwał i przyznawałaś się z dumą do czynu. Tym razem bez zbędnych obelg próbowałaś ich przekonać do twoich zamiarów, ale ci nie wierzyli. Szydzili z ciebie, a potem zamknęli w celi.
Rano pojechałaś do domu, żeby się przebrać i umyć przed rozprawą. Byłaś pewna, że nie masz żadnych szans, bo to gwiazdy, a ty-nie pausjąca do reszty społeczeństwa dziewczyna bez niczego i nikogo. Dopiero w łazience zobaczyłaś jak szkaradnie wyglądasz. Blada, z workami pod przestraszonymi oczami i sinymi ustami. Musiałaś to zmienić, na co miałaś parę godzin.
Ubrałaś jeden ze swoich ulubionych stroi i wyszłaś z kamienicy, w stronę radiowozu.
Przez pierwsze minuty rozprawy wpatrywałaś się w swoje krwistoczerwone paznokcie. Nawet gdy kazano ci wstać, nie zaszczyciłaś nikogo wzrokiem. W końcu podniosłaś głowę i ujrzałaś te same oczy, co poprzedniego dnia. Nadal widziałaś w nich te same uczucia. Tym razem reszta chłopaków patrzyła na ciebie podpobnie, ale nie z taką szczerością.
Reszte rozprawy spędziłaś zamyślona, czekając na ostateczny werdykt.
-Ze względu na 'bogatą' kartotekę
Kiwnęłaś głową na znak, że rozumiesz i ruszyłaś do drzwi, zaraz po ściągnięciu kajdanek.
Przez następne tygodnie twój dzień był rutyną. Wstawałaś wcześnie i jechałaś do chłopaków. Przez cały czas byłaś do ich usług-sprzątałaś po nich, robiłaś pranie, gotowałaś..... Po prostu spełniałaś ich zachcianki. Z czasem było ich coraz mniej i zostaliście przyjaciółmi. Nie mieli ci za złe już tego wyskoku na koncercie. Podczas tego okresu bardzo zbliżyliście się do siebie z Liam'em, ale menedżer był przeciwny ujawnianiu tego związku, jak narazie.
-Pa, kochanie.
Pocałowałaś bruneta i wysiadłaś z samochodu. Szybkim krokiem ruszyłaś do mieszkania, tak jak cię prosił. Zatrzymałaś się na widok swojej dawnej paczki, przez którą prawie wylądowałaś w więzieniu. Blokowali przejście, nie miałaś szans. Wzięłaś głeboki wdech i ryszyłaś dalej. Dobrze obstawiałaś, myśląc że czekają na ciebie.
-Gdzie ci się spieszy? Już nawet nie przywitasz się z przyjaciółmi?
-Nie jesteście nimi. Zostawiliście mnie.
-Poradziłaś sobie, nie siedzisz. Tylko od kiedy sypiasz z pedałami?
-Liam nie jest pedałem! To mój problem z kim sypiam! On przynajmniej ma odwagę i nie ucieka!
Poniosły ci emocje i uderzyłaś autora wyzwisk w kierunku twojego chłopaka. Rzuciłaś się biegiem po schodach. Dotarłaś do mieszkania, które zamknęłaś na klucz. Słyszałaś pogróżki zza drzwi i dobijanie się. Wyciągnęłaś deskę z podłogi w szafie i wyciągnęłaś pistolet, który trzymałaś na wszelki wypadek. Nie wypuściłaś broni z rąk nawet, gdy zrobiło się cicho.
Zadzowniłaś po Liam'a, który zjawił się niedługo potem. Słysząc otwierające się drzwi, naładowałaś pistolet i wycelowałaś w chłopaka.
-
Posłusznie odłożyłaś pistolet na miejsce i rzuciłaś się w jego ramiona. Opowiedziałaś mu całe zdarzenie, a on cię uspokajał, aż zasnełaś.
Rano spakowaliście najważniejsze rzeczy, bo zgodziłaś się zamieszkać z nim i resztą. Przed domem chłopaków stało parę radiowozów. Musieliście się dowiedzieć, o co chodzi.
Okazało się, że odnaleźli narkotyki w rzeczach Liam'a. Wiedziałaś że to sprawka gangu, za wczorajszą akcję i kara za odejście. Mogłaś zrobiż tylko jedno.
-To moje.
To wyznanie zszokowało wszystkich domowników. Kłamałaś, ale żeby ratować swojego ukochanego. Zbyt mocno go kochałaś, żeby pozwolić mu zrujnować swoje życie. Pozwoliłaś się zakuć w kajdanki i wsadzić do radiowozu.
-Przepraszam.-wyszeptałaś-Kocham cię, Liam.
Patrzyłaś na jego zorzpaczoną postać, ledwo powstrzymując łzy.
Musiałam dodać imagina, bo dodałam z każdym oprócz Liam'a. Podoba się? Wymyślić drugą część? Chce to dać na konkurs, opłaca się? Czekam na upragnione 7 komentarzy, ale i tak dodam dopiero za tydzień, chyba że do wieczora będą komy.
PS Polecacie jakieś filmy? Każdego rodzaju-komedie, romanse, horrory, thilery, sesnacyjne... Bo nie mam pojęcia co oglądać.
wtorek, 7 sierpnia 2012
25
-Tęsknie za wami.-powiedziałam do ekranu laptopa
Siedziałam na Skype, po raz pierwszy od mojego wyjazdu, rozmawiając z Es. Minęło już pół roku. Jej brzuch był widoczny i strasznie się zmieniła. Wydawała się dojrzalsza, jak przystało na przyszłą mamę, ale nadal była moją kochaną przyjaciółką.
Ja też się zmieniłam, najbardziej z wyglądu. Miałam ciemniejszy kolor skóry od siedzienia na zewnątrz. Schudłam i nabrałam mięśni od surfingu, siłowni i basenu. Oprócz tego nurkowałam i trenowałam sztuki walki, a w tym kochany kickboxing.
-Kiedy przylecisz w odwiedziny?-spytała
-Nie wiem. Dopiero skończyłam pierwszy rok, muszę odpocząć. W normalnych okoliczmościach zaprosiłabym cię do siebie. Chyba że chcesz urodzić w LA.
-Tsaaa.... Wolę tutaj zostać. Jak długo masz zamiar się jeszcze ukrywać?
-Raczej niedługo. Zbyt za wami tęsknie. Za wszystkimi.-podkreśliłam
Zaczęłyśmy rozmawiać o błachostkach, gdy drzwi od pokoju Es otworzyły się, a do środka wdarło się One Direction. Sprintem podbiegłam do okna, żeby ukryć plażę przed nimi.
-Annie!-krzyknęli wszyscy naraz
-Hej boys.
Zaczęli kezyczeć, jeden przez drugiego. Chyba nikt ich nie rozumiał, nie-napewno. Tylko Zayn siedział cicho i mi się przyglądał. Sama na niego co chwilę zerkałam. Spojrzałam na Estere, czekając na zgodę do udpokojenia tych małp. Zasłoniła uszy i wydała pozwolenie na działanie. Wsadziłam sobie palce do ust i gwizdnęłam. Efekt oczekiwany został osiągnięty.
-Jak ty to zrobiłaś?-spytał Niall
-Muszę sobie tu jakoś radzić.
-No właśnie widzimy.-Harry zaczął mnie mierzyć wzrokiem
-Niech ktoś mu przyłoży ode mnie.-Zayn z Liam'em trzepnęli go w tył głowy-Dziękuje.
Miałam jeszcze coś dodać, ale Adam zaczął mnie wołać, że mam być na dole za 10 minut maks.
-Zostawcie nas w spokoju.-poprosiła moja przyjaciółka, ale się nie ruszyli-Nie denerwujcie kobiety w ciąży. Wynocha!
Tym razem posłuchali. Zanim Malik wyszedł, wskazałam na telefon, żeby zadzwonił. On na to tylko kiwnął głową, bez większego zainteresowania. Zdziwiło mnie to, bo nigdy się tak nie zachowywał. Odsłoniłam lekko okno, żeby w pokoju nie panowały egipskie ciemności i zaczęłam się przebierać.
-Dokąd się tak stroisz?
-Nie stroje się, po prostu muszę jakoś wyglądać na koncercie Rizzle Kicks. Zresztą, nieważne. Co u chłopaków?
-Niall cały czas się o mnie martwi i o maleństwo. Nigdzie nie mogę wyjść bez niego, albo obstawy.
-Jaki opiekuńczy chłopak.
-Przerażająco opiekuńczy. Liam spotkał się kilka razy z Blaze, ale nic z tego nie wyszło. A u reszty po staremu.
-Dokładniej poproszę.
-O kim?-spojrzałam na nią z miną Are You Fuckin Kiddin Me-Nie martw się, Zayn nikogo nie ma. Bardziej go chyba nurtuje, kim jest dla ciebie Adam.
-Wytłumaczysz mu?
-Pewnie. Nadal cię kocha. Zrobił się spokojniejszy. Na imprezę wyszedł parę razy, ale bardziej z przymusu i wracał po godzinie. Alkoholu prawie nie tyka. Za to pali jak smok.-zaśmiałam się
-Dobra, ja idę, bo Adam już nigdzie mnie nie zabierze.
-Pa, kochana.-posłała mi całusa i zerwałam połączenie.
Chwyciłam torebkę i zbiegłam na dół, gdzie chłopak już na mnie czekał.
-Następnym razem cię zostawie.-zagroził
-Mówisz to przed każdym wyjściem. A teraz rusz się, bo się spoźnimy.-przedrzeźniałam go
Tylko przewrócił oczami i wyszliśmy, a ja po drodze starałam się założyć buty.
Jest kolejny rozdział. Średnio wyszedł. Czekam na wasze opinie. Tym razem będe potworem i proszę was o 7 komentarzy. A jak będzie 10, to mogę pisać imaginy z dedykami. Podoba się pomysł? Tylko wtedy proszę anonimowych o podpisywanie się. I mogę was informować na tt, czy już dodałam.
Siedziałam na Skype, po raz pierwszy od mojego wyjazdu, rozmawiając z Es. Minęło już pół roku. Jej brzuch był widoczny i strasznie się zmieniła. Wydawała się dojrzalsza, jak przystało na przyszłą mamę, ale nadal była moją kochaną przyjaciółką.
Ja też się zmieniłam, najbardziej z wyglądu. Miałam ciemniejszy kolor skóry od siedzienia na zewnątrz. Schudłam i nabrałam mięśni od surfingu, siłowni i basenu. Oprócz tego nurkowałam i trenowałam sztuki walki, a w tym kochany kickboxing.
-Kiedy przylecisz w odwiedziny?-spytała
-Nie wiem. Dopiero skończyłam pierwszy rok, muszę odpocząć. W normalnych okoliczmościach zaprosiłabym cię do siebie. Chyba że chcesz urodzić w LA.
-Tsaaa.... Wolę tutaj zostać. Jak długo masz zamiar się jeszcze ukrywać?
-Raczej niedługo. Zbyt za wami tęsknie. Za wszystkimi.-podkreśliłam
Zaczęłyśmy rozmawiać o błachostkach, gdy drzwi od pokoju Es otworzyły się, a do środka wdarło się One Direction. Sprintem podbiegłam do okna, żeby ukryć plażę przed nimi.
-Annie!-krzyknęli wszyscy naraz
-Hej boys.
Zaczęli kezyczeć, jeden przez drugiego. Chyba nikt ich nie rozumiał, nie-napewno. Tylko Zayn siedział cicho i mi się przyglądał. Sama na niego co chwilę zerkałam. Spojrzałam na Estere, czekając na zgodę do udpokojenia tych małp. Zasłoniła uszy i wydała pozwolenie na działanie. Wsadziłam sobie palce do ust i gwizdnęłam. Efekt oczekiwany został osiągnięty.
-Jak ty to zrobiłaś?-spytał Niall
-Muszę sobie tu jakoś radzić.
-No właśnie widzimy.-Harry zaczął mnie mierzyć wzrokiem
-Niech ktoś mu przyłoży ode mnie.-Zayn z Liam'em trzepnęli go w tył głowy-Dziękuje.
Miałam jeszcze coś dodać, ale Adam zaczął mnie wołać, że mam być na dole za 10 minut maks.
-Zostawcie nas w spokoju.-poprosiła moja przyjaciółka, ale się nie ruszyli-Nie denerwujcie kobiety w ciąży. Wynocha!
Tym razem posłuchali. Zanim Malik wyszedł, wskazałam na telefon, żeby zadzwonił. On na to tylko kiwnął głową, bez większego zainteresowania. Zdziwiło mnie to, bo nigdy się tak nie zachowywał. Odsłoniłam lekko okno, żeby w pokoju nie panowały egipskie ciemności i zaczęłam się przebierać.
-Dokąd się tak stroisz?
-Nie stroje się, po prostu muszę jakoś wyglądać na koncercie Rizzle Kicks. Zresztą, nieważne. Co u chłopaków?
-Niall cały czas się o mnie martwi i o maleństwo. Nigdzie nie mogę wyjść bez niego, albo obstawy.
-Jaki opiekuńczy chłopak.
-Przerażająco opiekuńczy. Liam spotkał się kilka razy z Blaze, ale nic z tego nie wyszło. A u reszty po staremu.
-Dokładniej poproszę.
-O kim?-spojrzałam na nią z miną Are You Fuckin Kiddin Me-Nie martw się, Zayn nikogo nie ma. Bardziej go chyba nurtuje, kim jest dla ciebie Adam.
-Wytłumaczysz mu?
-Pewnie. Nadal cię kocha. Zrobił się spokojniejszy. Na imprezę wyszedł parę razy, ale bardziej z przymusu i wracał po godzinie. Alkoholu prawie nie tyka. Za to pali jak smok.-zaśmiałam się
-Dobra, ja idę, bo Adam już nigdzie mnie nie zabierze.
-Pa, kochana.-posłała mi całusa i zerwałam połączenie.
Chwyciłam torebkę i zbiegłam na dół, gdzie chłopak już na mnie czekał.
-Następnym razem cię zostawie.-zagroził
-Mówisz to przed każdym wyjściem. A teraz rusz się, bo się spoźnimy.-przedrzeźniałam go
Tylko przewrócił oczami i wyszliśmy, a ja po drodze starałam się założyć buty.
Jest kolejny rozdział. Średnio wyszedł. Czekam na wasze opinie. Tym razem będe potworem i proszę was o 7 komentarzy. A jak będzie 10, to mogę pisać imaginy z dedykami. Podoba się pomysł? Tylko wtedy proszę anonimowych o podpisywanie się. I mogę was informować na tt, czy już dodałam.
niedziela, 5 sierpnia 2012
24
W środku nocy obudziło mnie łkanie dochodzące z bliska. Obok mojego łóżka klęczała Es, a po jej policzkach spływały łzy. Bez słowa wciągnęłam ją na łóżko i przytuliłam.
-Przepraszam za moje wcześniejsze zachowanie.-wychlipiała
-Nic się nie stało. Powinnam ci od razu powedzieć co planuje.
-Nie w tym rzecz. Gdy wyjechałaś, wszystko się zmieniło, a ja.......... Jestem w ciąży, Anne. A maleństwo potrzebuje chrzestnej tak jak rodziców.
-Mówisz poważnie?-nie wierzyłam że moja przyjaciółka, która mi wypominała że się przespałam z Zayn'em, zajdzie w ciąże.
-W takich sprawach nie żartuje, a poza tym zorientowałabyś się czy kłamie. Dlatego tak zareagowałam. Niall wie.-uprzedziła moje kolejne pytanie
-Lepiej idź spać.-zasugerowałam-Jest trzecia nad ranem, a za trzy i pół godziny mam odprawę, a ty powinnaś sie wyspać.
-Zawieźć cie?
-Za wcześnie. Przyszła mama i dom wariatów musi się wyspać. Tylko nie mów dokąd jadę. To będzie nasza tajemnica.
-Obiecuje. Dobranoc.-dała mi buziaka.
Wstałam tak, żeby nie obudzić Es. Przebrałam się i uszykowałam do wyjścia. Klucze do mieszkania zostawiłam w kuchni na stole, razem z listem pożegnalnym dla wszystkich. Wyciągnęłam torby i wyszłam na dwór, po drodze wyciągając telefon, żeby zadzwonić po taksówke. Szybko przyjechała i zawiozła mnie na lotnisko. Na moje nieszczęście, trafiłam na kierowce, który musiał mi opowiedzieć o swoim trudnym rozwodzie. Miałam dosyć jego wywodu i zamknął się po moich słowach.
-Koleś, jakaś laska wrobiła mojego faceta, który jest gwiazdą, przez co przywaliłam mu w nos, który rozbiłam. Zaczęłam się ciąć i brać, a moi przyjaciele musieli mnie pilnować w każdej minucie. Później wywieźli mnie na odludzie, do domu wariatów. Zrobiłam sobie tatuaż, a teraz muszę od nich odejść i odlatuje na inny kontynent. Kto ma gorzej?!
Żałujcie, że nie widzieliście jego miny. Był wyraźnie zadowolony, gdy wysiadłam i zapłaciłam. Aż się za nim kurzyło, gdy odjeżdżał.
Odprawa nie trwała długo, co mnie bardzo ucieszyło. Przez cały czas rozglądałam się na boki, jak małe dziecko, które szuka swoich rodziców, bo się zgubiło. Tyle że ja sprawdzałam, czy nikt znajomy mnie nie widzi, albo nie rozpozna. Głupie, bo niby kogo mogłam spotkać przed siódmą rano na lotnisku? Ale lepiej się upewnić, że nikt nie wie dokąd lecę.
W samolocie wygodnie rozsiadłam się w fotelu, założyłam słuchawki i odpłynęłam słuchając piosenek z 'Burleski'.
Dopiero obudziła mnie stewardessa, z informacją że zaraz lądujemy i mam zapiąć pasy. Odebrałam bagaże i pojechałam do hotelu. Zabrałam karte od pokoju i przetransportowałam się tam.
Pierwsze co zrobiłam to szybki prysznic i, ze względu na upał panujący na zewnątrz, ubrałam zestaw, który raczej rzadko nosiłam, a właściwie to wcale, bo nadal były przy ubraniach metki. Zabrałam potrzebne rzeczy, napisałam sms'a że jestem na miejscu i wyszłam zobaczyć mój nowy dom.
Pobiegałam trochę po sklepach i, obładowana torbami z nowymi ubraniami, starałam się wrócić do hotelu. Próbując się połapać w planie miasta, wpadłam na jakiegoś chłopaka, przez co upuściłam wszystkie rzeczy.
-Uważaj.-zaczęłam- Łatwo zauważyć, że nie widzę dokąd idę, to chociaż ty mogłeś patrzeć.
-Jasne, wszystko na mnie.-chłopak przyjrzał mi się uważniej, sama skądś dgo kojarzyłam-Annie? Moja mała Annie? To ja, Adam.
Wziął mnie w objęcia i zaczął podrzucać, jakbym nic nie ważyła. W końcu postawił mnie na ziemi i pomógł pozbierać rzeczy.
-Jak długo tu jesteś?
-Od jakiś pięciu godzin.
Adam zabrał część tareb i pomógłmi się dostać do apartamentu. Sam mieszkał już tu pięć lat, więc znał LA jak nikt inny.
Cały czas gadaliśmy o tym, co się działo przez te lata rozłąki. Musiałam mu opowiedzieć dlaczego tu jestem, więc dowiedział się co przeszłam w ostatnim czasie. Stwierdził, że jestem głupia, bo tak bardzo to przeżyłam(pocieszny przyjaciel) i nie dałam sobie wszystkiego wytłumaczyć, tylko wpakowałam się w to gówno. Ale powiedział, że moja decyzja o przeprowadzce była w miarę sensowna.
-Zamieszkasz u mnie.-stwierdził, kładąc się moim łóżku-Dla ciebie to za mała przestrzeń.
-Skąd wiesz, że chcę u ciebie mieszkać.-droczyłam się z nim-Minęło parę lat i teraz możesz być jakiś zboczeńcem, który czeka na naiwne dziewczyny, żeby je wykorzystać.
-Znasz mnie od dziecka. Spaliśmy w jednym łóżku i nic ci nie zrobiłem. A nawet gdyby, to masz wystarczająco siły żeby się bronić, a krzyczeć potrafisz, aż uszy więdną.
-Ale mi się nie chce.-położyłam się obok niego
-To niedaleko.
Wstał i wpakował moje rzeczy do torby, którą przerzucił sobie przez ramie. Widząc, że nie mam zamiaru sie podnosić, zrzucił mnie na podłogę. Próbowałam go zabić wzrokiem, ale nie wyszło. On tylko się ze mnie śmiał.
Wstałam i zabrałam resztę rzeczy i podążyłam za moim przyjacielem. To naprawdę było blisko. Miejsce do którego mnie zabrał okazała się gigantyczna willa, niedaleko plaży. Zapomniałam, że Adam ma bogatych rodziców i może wszystko. Pędem rzuciłam się na piętro i otworzyłam drzwi na końcu korytarza. Pokój był ogromny, miał garderobę oraz łazienkę, dwuosobowe łóżko i wielki balkon z widokiem. Jak na mnie przystało, torby i walizke rzuciłam w kąt i położyłam się na łóżku.
Po chwili wstałam zobaczyć resztę posiadłości. Znalazłam siłownie, boisko do kosza i basen, a także pokój z deskami do surfingu, czego będe musiała się nauczyć jak najszybciej.
Jest kolejny rozdział. Czekam na 5 KOMENTARZY. Jak myślicie, co będzie dalej? Znowu zgadniecie, jak w przypadku ciąży? Jak wam się podoba nowy wygląd bloga? Nudziło mi się trochę. Bierzcie udział w ankiecie. Dzięki za każde wejście;*
-Przepraszam za moje wcześniejsze zachowanie.-wychlipiała
-Nic się nie stało. Powinnam ci od razu powedzieć co planuje.
-Nie w tym rzecz. Gdy wyjechałaś, wszystko się zmieniło, a ja.......... Jestem w ciąży, Anne. A maleństwo potrzebuje chrzestnej tak jak rodziców.
-Mówisz poważnie?-nie wierzyłam że moja przyjaciółka, która mi wypominała że się przespałam z Zayn'em, zajdzie w ciąże.
-W takich sprawach nie żartuje, a poza tym zorientowałabyś się czy kłamie. Dlatego tak zareagowałam. Niall wie.-uprzedziła moje kolejne pytanie
-Lepiej idź spać.-zasugerowałam-Jest trzecia nad ranem, a za trzy i pół godziny mam odprawę, a ty powinnaś sie wyspać.
-Zawieźć cie?
-Za wcześnie. Przyszła mama i dom wariatów musi się wyspać. Tylko nie mów dokąd jadę. To będzie nasza tajemnica.
-Obiecuje. Dobranoc.-dała mi buziaka.
Wstałam tak, żeby nie obudzić Es. Przebrałam się i uszykowałam do wyjścia. Klucze do mieszkania zostawiłam w kuchni na stole, razem z listem pożegnalnym dla wszystkich. Wyciągnęłam torby i wyszłam na dwór, po drodze wyciągając telefon, żeby zadzwonić po taksówke. Szybko przyjechała i zawiozła mnie na lotnisko. Na moje nieszczęście, trafiłam na kierowce, który musiał mi opowiedzieć o swoim trudnym rozwodzie. Miałam dosyć jego wywodu i zamknął się po moich słowach.
-Koleś, jakaś laska wrobiła mojego faceta, który jest gwiazdą, przez co przywaliłam mu w nos, który rozbiłam. Zaczęłam się ciąć i brać, a moi przyjaciele musieli mnie pilnować w każdej minucie. Później wywieźli mnie na odludzie, do domu wariatów. Zrobiłam sobie tatuaż, a teraz muszę od nich odejść i odlatuje na inny kontynent. Kto ma gorzej?!
Żałujcie, że nie widzieliście jego miny. Był wyraźnie zadowolony, gdy wysiadłam i zapłaciłam. Aż się za nim kurzyło, gdy odjeżdżał.
Odprawa nie trwała długo, co mnie bardzo ucieszyło. Przez cały czas rozglądałam się na boki, jak małe dziecko, które szuka swoich rodziców, bo się zgubiło. Tyle że ja sprawdzałam, czy nikt znajomy mnie nie widzi, albo nie rozpozna. Głupie, bo niby kogo mogłam spotkać przed siódmą rano na lotnisku? Ale lepiej się upewnić, że nikt nie wie dokąd lecę.
W samolocie wygodnie rozsiadłam się w fotelu, założyłam słuchawki i odpłynęłam słuchając piosenek z 'Burleski'.
Dopiero obudziła mnie stewardessa, z informacją że zaraz lądujemy i mam zapiąć pasy. Odebrałam bagaże i pojechałam do hotelu. Zabrałam karte od pokoju i przetransportowałam się tam.
Pierwsze co zrobiłam to szybki prysznic i, ze względu na upał panujący na zewnątrz, ubrałam zestaw, który raczej rzadko nosiłam, a właściwie to wcale, bo nadal były przy ubraniach metki. Zabrałam potrzebne rzeczy, napisałam sms'a że jestem na miejscu i wyszłam zobaczyć mój nowy dom.
Pobiegałam trochę po sklepach i, obładowana torbami z nowymi ubraniami, starałam się wrócić do hotelu. Próbując się połapać w planie miasta, wpadłam na jakiegoś chłopaka, przez co upuściłam wszystkie rzeczy.
-Uważaj.-zaczęłam- Łatwo zauważyć, że nie widzę dokąd idę, to chociaż ty mogłeś patrzeć.
-Jasne, wszystko na mnie.-chłopak przyjrzał mi się uważniej, sama skądś dgo kojarzyłam-Annie? Moja mała Annie? To ja, Adam.
Wziął mnie w objęcia i zaczął podrzucać, jakbym nic nie ważyła. W końcu postawił mnie na ziemi i pomógł pozbierać rzeczy.
-Jak długo tu jesteś?
-Od jakiś pięciu godzin.
Adam zabrał część tareb i pomógłmi się dostać do apartamentu. Sam mieszkał już tu pięć lat, więc znał LA jak nikt inny.
Cały czas gadaliśmy o tym, co się działo przez te lata rozłąki. Musiałam mu opowiedzieć dlaczego tu jestem, więc dowiedział się co przeszłam w ostatnim czasie. Stwierdził, że jestem głupia, bo tak bardzo to przeżyłam(pocieszny przyjaciel) i nie dałam sobie wszystkiego wytłumaczyć, tylko wpakowałam się w to gówno. Ale powiedział, że moja decyzja o przeprowadzce była w miarę sensowna.
-Zamieszkasz u mnie.-stwierdził, kładąc się moim łóżku-Dla ciebie to za mała przestrzeń.
-Skąd wiesz, że chcę u ciebie mieszkać.-droczyłam się z nim-Minęło parę lat i teraz możesz być jakiś zboczeńcem, który czeka na naiwne dziewczyny, żeby je wykorzystać.
-Znasz mnie od dziecka. Spaliśmy w jednym łóżku i nic ci nie zrobiłem. A nawet gdyby, to masz wystarczająco siły żeby się bronić, a krzyczeć potrafisz, aż uszy więdną.
-Ale mi się nie chce.-położyłam się obok niego
-To niedaleko.
Wstał i wpakował moje rzeczy do torby, którą przerzucił sobie przez ramie. Widząc, że nie mam zamiaru sie podnosić, zrzucił mnie na podłogę. Próbowałam go zabić wzrokiem, ale nie wyszło. On tylko się ze mnie śmiał.
Wstałam i zabrałam resztę rzeczy i podążyłam za moim przyjacielem. To naprawdę było blisko. Miejsce do którego mnie zabrał okazała się gigantyczna willa, niedaleko plaży. Zapomniałam, że Adam ma bogatych rodziców i może wszystko. Pędem rzuciłam się na piętro i otworzyłam drzwi na końcu korytarza. Pokój był ogromny, miał garderobę oraz łazienkę, dwuosobowe łóżko i wielki balkon z widokiem. Jak na mnie przystało, torby i walizke rzuciłam w kąt i położyłam się na łóżku.
Po chwili wstałam zobaczyć resztę posiadłości. Znalazłam siłownie, boisko do kosza i basen, a także pokój z deskami do surfingu, czego będe musiała się nauczyć jak najszybciej.
Jest kolejny rozdział. Czekam na 5 KOMENTARZY. Jak myślicie, co będzie dalej? Znowu zgadniecie, jak w przypadku ciąży? Jak wam się podoba nowy wygląd bloga? Nudziło mi się trochę. Bierzcie udział w ankiecie. Dzięki za każde wejście;*
czwartek, 2 sierpnia 2012
23
Wszyscy ucichli i spojrzeli w strone wejścia. Zrobiłam tak samo. W drzwiach stał On(kto by się spodziewał?). Mój wyraz twarzy zmienił się dyrastycznie.
-To mty wyjdziemy...-zaczęła Estera
-Nie. To ja wychodzę.
Buty nadal miałam na nogach, więc tylko chwyciłam za telefon i klucze i wyszłam z pomieszczenia, po drodze mijając Zayn'a. Wiedziałam jak się zachowa. Był przewidywalny.
-Anne! Czekaj! Chce to wyjaśnić!
Biegł, starając się mnie dogonić, choć wcale nie uciekałam. Wręcz przeciwnie, powoli zwalniałam. Dogonił mnie i złapał za ręke, żebym się zatrzymała. Dotarło do mnie, że za nim tęskniłam, ale musiałam być silna i niezależna. Uwolniłam ręke z uścisku.
-Masz pięć minut.
-To wszystko co widziałaś, te zdjęcia i inne, to kłamstwo. Jeden wielki spisek, uknuty przez Perrie. Nie mogła sobie poradzić z tym, że z nią zerwałem.-mówił szybko, nie przerywałam mu- Nigdy bym ci czegoś takiego nie zrobił, bo cię kocham. Ty jesteś jedyna w swoim rodzaju, do bólu szczera i nie ukrywasz tego co czujesz. Takich jak ona jest miliony, a ty tylko jedna. Wybacz mi, proszę.-w jego oczach widziałam skruchę. To była prawda.
-Załóżmy, że ci wierzę. W takim wypadku nie wybaczę ci, bo nic nie zrobiłeś. Ale i tak nie wrócę do ciebie. Może kiedyś, ale nie teraz. Nie po tym, co przeszłam. Żegnaj, Zayn.-zaczęłam odchodzić w tylko sobie znanym kierunku.
-Będe czekał. Wiedz, że nigdy cię nie opuściłem. Choć mnie nie widziałaś, to ja czuwałem.-mówił z oddali.
Te słowa odbijały się echem w mojej głowie przez dłuższy czas. Nadal go kochałam. Chlernie mocno. Mocniej, niż bym chciała.
Byłam na miejscu. Wzięłam głęboki oddech i otworzyłam mosiężne drzwi uniwersytetu. Byłam pewna tego, co chciałam zrobić. Weszłam do odpowiedniego pokoju, w którym siedziała kobieta za stertą papierów na biurku. Na mój widok uśmiechnęła się.
-Anne Evans.-upewniła się-Jesteś pewna?
-Tak. Chcę się przeniesć do Los Angeles.
-Kiedy?
-Jak najszybciej.-nie wachałam się
-Wszystko już załatwione. Najbliższy lot jutro. Pasuje?
-Tak. Muszę przestać żyć przeszłością i zacząć od nowa.
Spędziłam jeszcze kilka godzin w biurze, wypełniając papiery. Mary, bo tak miała na imię, była wyrozumiała i nie próbowała mnie powstrzymać. Dała mi wszystko, czego potrzebowałam do LA i wróciłam do domu.
W środku nikogo nie było. Poczułam się samotna, bo dopiero wróćiłam po dwóch miesiącach i nikogo nie było obok. Ale sama się tak załatwiłam.
Z drugiej strony to nawet lepiej, bo nikt nie spróbował mnie powstrzymać.
Spakowałam najważniejsze rzeczy i część ubrań do walizek i toreb i schowałam wszystko do szafy, dla pozoru. Wzięłam laptopa i usiadłam na łóżku z zamiarem zarezerwowania hotelu. Przy okazji ściągnęłam mapę miasta i ją przestudiowałam, żeby umieć się poruszać. Znalazłam także miejsca warte zobaczenia, gdzie jest uczelnia i mój rozkład zajęć.
Odłożyłam laptopa i zaczęłam przeglądać papiery, które dała mi Mary. Akurat w tym momencie do mojej sypialni wparowała Es, wraz z Niall'em. Zdążyłam schować wszystkie kartki, ale nie zamknąć stron o LA.
-Wow, dziewczyno.-powiedziała Estera, widząc mojego laptopa-Przypominam ci, że wakacje się kończą. chyba nam nie uciekasz,co?
Zażartowała, ale natychmiast przestała, gdy zauważyła że tylko ona się śmiała.
-Coś w tym stylu-mruknęłam i podałam jej papiery.
-Kiedy wrócisz?-spytał blondyn
-Nigdy. A nawet jeśli, to nie w najbliższych latach.
-Nie możesz!-moja przyjaciółka wstała-Nie teraz! Ja cię potrzebuje!
Wybiegła, nawet nie racząc mi powiedzieć, co się stało. Irlandczyk tylko na mnie spojrzał przepraszającym wzrokiem i też zniknął, zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć.
Z bezsilności opadłam ciężko na łóżko i zasnęłam.
Są komentarze-jest nowy post. Nadal pozostaje zasada.
Jak wam się podoba? Mi tak średnio. Co myślicie o Perrie? Ja, szczerze mówiąc, nie trawie jej. Tak po prostu, nie potrafie tego wytłumaczyć. Może jakbym ją znała, to bym osądzała, ale tak............
Jak będzie z 10 komentarzy to mogę dodać jakiegoś imagina. Chcecie?
-To mty wyjdziemy...-zaczęła Estera
-Nie. To ja wychodzę.
Buty nadal miałam na nogach, więc tylko chwyciłam za telefon i klucze i wyszłam z pomieszczenia, po drodze mijając Zayn'a. Wiedziałam jak się zachowa. Był przewidywalny.
-Anne! Czekaj! Chce to wyjaśnić!
Biegł, starając się mnie dogonić, choć wcale nie uciekałam. Wręcz przeciwnie, powoli zwalniałam. Dogonił mnie i złapał za ręke, żebym się zatrzymała. Dotarło do mnie, że za nim tęskniłam, ale musiałam być silna i niezależna. Uwolniłam ręke z uścisku.
-Masz pięć minut.
-To wszystko co widziałaś, te zdjęcia i inne, to kłamstwo. Jeden wielki spisek, uknuty przez Perrie. Nie mogła sobie poradzić z tym, że z nią zerwałem.-mówił szybko, nie przerywałam mu- Nigdy bym ci czegoś takiego nie zrobił, bo cię kocham. Ty jesteś jedyna w swoim rodzaju, do bólu szczera i nie ukrywasz tego co czujesz. Takich jak ona jest miliony, a ty tylko jedna. Wybacz mi, proszę.-w jego oczach widziałam skruchę. To była prawda.
-Załóżmy, że ci wierzę. W takim wypadku nie wybaczę ci, bo nic nie zrobiłeś. Ale i tak nie wrócę do ciebie. Może kiedyś, ale nie teraz. Nie po tym, co przeszłam. Żegnaj, Zayn.-zaczęłam odchodzić w tylko sobie znanym kierunku.
-Będe czekał. Wiedz, że nigdy cię nie opuściłem. Choć mnie nie widziałaś, to ja czuwałem.-mówił z oddali.
Te słowa odbijały się echem w mojej głowie przez dłuższy czas. Nadal go kochałam. Chlernie mocno. Mocniej, niż bym chciała.
Byłam na miejscu. Wzięłam głęboki oddech i otworzyłam mosiężne drzwi uniwersytetu. Byłam pewna tego, co chciałam zrobić. Weszłam do odpowiedniego pokoju, w którym siedziała kobieta za stertą papierów na biurku. Na mój widok uśmiechnęła się.
-Anne Evans.-upewniła się-Jesteś pewna?
-Tak. Chcę się przeniesć do Los Angeles.
-Kiedy?
-Jak najszybciej.-nie wachałam się
-Wszystko już załatwione. Najbliższy lot jutro. Pasuje?
-Tak. Muszę przestać żyć przeszłością i zacząć od nowa.
Spędziłam jeszcze kilka godzin w biurze, wypełniając papiery. Mary, bo tak miała na imię, była wyrozumiała i nie próbowała mnie powstrzymać. Dała mi wszystko, czego potrzebowałam do LA i wróciłam do domu.
W środku nikogo nie było. Poczułam się samotna, bo dopiero wróćiłam po dwóch miesiącach i nikogo nie było obok. Ale sama się tak załatwiłam.
Z drugiej strony to nawet lepiej, bo nikt nie spróbował mnie powstrzymać.
Spakowałam najważniejsze rzeczy i część ubrań do walizek i toreb i schowałam wszystko do szafy, dla pozoru. Wzięłam laptopa i usiadłam na łóżku z zamiarem zarezerwowania hotelu. Przy okazji ściągnęłam mapę miasta i ją przestudiowałam, żeby umieć się poruszać. Znalazłam także miejsca warte zobaczenia, gdzie jest uczelnia i mój rozkład zajęć.
Odłożyłam laptopa i zaczęłam przeglądać papiery, które dała mi Mary. Akurat w tym momencie do mojej sypialni wparowała Es, wraz z Niall'em. Zdążyłam schować wszystkie kartki, ale nie zamknąć stron o LA.
-Wow, dziewczyno.-powiedziała Estera, widząc mojego laptopa-Przypominam ci, że wakacje się kończą. chyba nam nie uciekasz,co?
Zażartowała, ale natychmiast przestała, gdy zauważyła że tylko ona się śmiała.
-Coś w tym stylu-mruknęłam i podałam jej papiery.
-Kiedy wrócisz?-spytał blondyn
-Nigdy. A nawet jeśli, to nie w najbliższych latach.
-Nie możesz!-moja przyjaciółka wstała-Nie teraz! Ja cię potrzebuje!
Wybiegła, nawet nie racząc mi powiedzieć, co się stało. Irlandczyk tylko na mnie spojrzał przepraszającym wzrokiem i też zniknął, zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć.
Z bezsilności opadłam ciężko na łóżko i zasnęłam.
Są komentarze-jest nowy post. Nadal pozostaje zasada.
Jak wam się podoba? Mi tak średnio. Co myślicie o Perrie? Ja, szczerze mówiąc, nie trawie jej. Tak po prostu, nie potrafie tego wytłumaczyć. Może jakbym ją znała, to bym osądzała, ale tak............
Jak będzie z 10 komentarzy to mogę dodać jakiegoś imagina. Chcecie?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)