piątek, 28 września 2012

29

Ściemniało się, więc wróciłyśmy do domu. Nikogo w środku nie było, tylko liścik, że poszli na plażę posurfować. Dobrze wiedziałam gdzie dokładnie byli. Przebrałam się, chwyciłam deskę i ruszyliśmy w odpowiednie miejsce, znane tylko miejscowym. Liam i Adam surfowali, Harry z Niall'em pływali, a reszta siedziała przy ognisku. W drodze do wody, podbiegłam do Zayn'a i go pocałowałam.
-Dobra, panowie.-powiedziałam, gdy byłam w wodzie-Pokażę wam, jak to się robi.
-Chyba śnisz. Może z nim wygrasz, ale to ja jestem mistrzem.-Liam dumnie się wypiął
-To może mały zakład?
-Zgoda, ale na razie nie mówimy co zrobi przegrany. Kto dłużej się utrzyma.
Akurat zbliżała się wielka fala, bo dzisiaj wypadał przypływ. Wytrzymaliśmy tyle samo i wygrałabym, gdyby nie piłka do rugby, którą oberwałam. Zachwiałam się i wywróciłam. Wściekła wyszłam z wody, nei zwracając uwagi na deske, która dryfowała w stronę brzegu. Podeszłąm do sprawców z piłką w ręku. Znałam ich ze studiów i imprez. Cisnęłam w nich piłką z całej siły.
-Jesteście zadowoleni!!! Zatłuke was za to!!!
-An, spokój. To był wypadek. Postawimy ci drinka na przeprosiny.
-Przez was przegrałam zakład!!! Alkohol akurat tego nie naprawi!!!
W tym momencie podbiegł do mnie Zayn. Mocno mnie przytulił i pocałował, żeby się uspokoiła.
-O co to krzyki? Dawno nie było takiej histerii.
-Przez tych debili przegrałam zakład z Liam'em. A dla nich drink wystarczy.
-I to wsyzstko?-zaśmiał się-Przecież to Li, uspokój się. A co do drinka - tu zwrócił się do chłopaków- To moja dziewczyna i od tego i innych rzeczy jestem ja.
-Dobra, daj znać, jakby co, An.
-Pewnie. Bye. -odeszliśmy od nich- Zazdrośnik. Nie martw się, nie zdradzę cię. Co jak co, ale wierna to jaj jestem.
-Kocham cię.
-Ja ciebie też, gwiazdo.
Wróciliśmy do reszty i do willi. Starałam się przemknąć do pokoju niezauważona. Miałam nadzieję, że zapomną o zakładzie. Myliłam się.
-Annie, a ty dokąd?-Liam musiał mnie zaczepić- Musimy się rozliczyć.
Zrezygnowana podeszłam tam i usiadłam na skraju kanapy.
-Gadaj, czego chcesz?
-Pomysł podrzucił mi Hazza, przypominając, że z nim przegrałem. I teraz muszę załatwić mu kota.
-O nie. Nie zgadzam się.-wiedziałam o czym myśli- Zayn???
-Zakład to zakład.
-Ale jak ktoś to nagra, to jego trup zostanie znaleziony poćwiartowany na plaży.-zagroziłam
Es z El przyczepiły mi ogon, uszy i narysowały wąsy. Musiałam wyglądać bardzo dziwnie. Payne kazał mi zachowywać się jak kot, czyli łasić się, miauczeć i mruczeć, bo miało być wiarygiodnie. Zrobiłam, co musiałam i oddaliłam się.
-Debile.-skomentowałam
Wzięłam gorący prysznic, ubrałam się i wgramoliłam na łóżko. Zayn poszedł do łazienki, a gdy wrócił miał mokre włosy i  ubrany był jedynie w bokserki. Kochałam ten widok. Usiadł na łóżku, a ja wskoczyłam na jego kolana.
-Pięknie wybrnęłaś z sytuacji.
-Daj spokój. To było żałosne. Nawet po pijaku bym tego nei zrobiła.
-Nieprawda. Też chcę takiego kota, szczerze mówiąc.
-Myślałam że wolisz psy.
-Dla takiego kociaka zrobię wyjątek.






Wybaczcie, nie mam czasu pisać. Mam zawalony cały tydzień i w przerwach coś zawsze wystukam. Mało czasu, mam nadzieję, że zrozumiecie.

sobota, 15 września 2012

Louis

Starałaś się zatracić w muzyce. Chciałaś zapomnieć o ludziach dookoła ciebie. Nie wiedziałaś już po co przyjechałaś na Woodstock. No tak, chciałaś zrobić na przekór ludziom, którzy mówili że to zły pomysł. Zrobiłaś po swojemu. Mimo muzyki, nie pasowałaś tu. Gdziekolwiek szłaś lub patrzyłaś, spotykałaś to samo - grupki napitych, naćpanych i chętnych do bójek. Słyszą Woodstock, myślałaś raczej o pokoju niż wojnie. Byłaś jak kot na wystawie psów, tak to można ująć. Wydawało ci się, że każdy czeka na twój ruch, żeby mieć pretekst. Nie ufałaś tu nikomu.
Środek nocy, a właściwie wschód słońca.... Mniejsza z tym. Właśnie skończył się występ twojego ulubionego polskiego zespołu - Happysad. Twoim jedynym marzeniem był powrót do hotelu, kąpiel i zasłużony sen. Po drodze natrafiłaś na bójkę. Chciałaś ich wyminąć, uciec od kłopotów.... Właśnie przed tym cię przestrzegali - trafiłaś w sam środek zamieszania. Byłaś uwięziona w klatce z ludzkich ciał. Choć cię nie zauważali, nie chcieli wypuścić. Ciosy mijały cię ledwo co, a ty modliłaś się o koniec albo o rycerza, który cię uratuje - nic głupszego nie przyszło ci do głowy.  A jednak.... Stał się cud. Poczułaś szarpnięcie i znalazłaś z dala od bójki, obok swojego wybawcy. Też tutaj nie pasował, co wywnioskowałaś z jego stroju - bluzka w paski, czerwone spodnie i vansy. Był zbyt kolorowy i zadbany jak na taką impreze. Otworzyłaś usta, żeby mu podziękować, gdy poczułaś palący ból z tyłu głowy. Później nie czułaś już nic.

Resztką sił otworzyłaś oczy, ale nie byłaś w stanie zrobić nic więcej. Z poprzedniej nocy pamiętasz tylko tajemniczego chłopaka, który wyłonił się z łazienki, jak na zawołanie. Nie obyło się bez gwizdu na widok jego klaty.
-Widzę, że się w końcu obudziłaś. Jestem Louis.
- Wytłumaczysz mi, co się dzieje, bo ja nie w temacie? Bo wiesz, nie codziennie budzę się w hotelu, a po pokoju biega półnagi chłopak, który wczoraj mnie uratował.
Ze względu na twoją uwagę, ubrał się i usiadł obok ciebie.
-Wczoraj trafiłaś w sam środek bójki, a ja ci pomogłem. Zaraz po tym ktoś uderzył cię w tył głowy i zemdlałaś, więc zabrałem cie do szpitala. Parę szwów i zabrałem cię tutaj, bo znalazłem w twoich rzeczach klucz.
-Dziękuje.
Tylko tyle powiedziałaś, choć na usta cisnęły ci się tysiące pytań. Nie wytrzymałaś, musiałaś zaspokoić swoją ciekawość.
-Nie pasujesz tutaj. Dlaczego tu jesteś?
-Nie uwierzysz albo mnie wyśmiejesz.
-Próbuj, nie masz nic do stracenia.
-W innych kręgach jestem sławny. Wielki Louis Tomlinson, jedna piąte One Direction. Byłem przekonany, że ludzie przesadzają, mówiąc, że nie mogę nikomu ufać. Ale jednak... Eleanor była ze mną dopóki jej kariera się nie rozwinęła. Wtedy stwierdziła, że to nie ma przyszłości.
-A czemu jesteś tutaj?
-Wpadłem na głupi pomysł. Skoro nie mogę ufać ludziom, którzy wiedzą o mojej sławie i chcą ją wykorzystać, to postanowiłem szukać w kręgach trochę innego rodzaju. Przyjechanie na Woodstock wydawało mi się idealnym planem. Jednak nie, a wczoraj miałem wrócić do Londynu. Wtedy zauważyłęm ciebie. Byłaś inna, więc chciałem ci pomóc. A twoja historia?
-Kocham ten rodzaj muzyki, chciałam wszystkiego doświadczyć. Każdy mówił, że zgłupiałam, co mnie bardziej motywowało. Chciałam im udowodnić, że dam sobie radę, mimo piętnastu lat. Nie wyszło, jak chciałam, ale jak zaczęłam to skończę.
-Mogę ci towarzyszyć? We dwójkę zawsze raźniej.
-Jasne, tylko nie rozpędzaj się. Jesteś ode mnie starszy o...
-6 lat. Spokojnie, nie jestem taki.

Ludzie nie wierzyli w siłę waszego związku. Odległość, która was dzieliła i wiek, który budził kontrowersję. Minęło dziesięć lat od waszego spotkania i nadal trwacie przy swoim. Skończyłaś studia, znalazłaś pracę. Louis tak samo. One Direction skończyło swoją działalność i każdy rozpoczął swoje życie, ale nadal tworzą jedną wielką rodzinę, a ty byłaś jej częścią.



Miałam ochotę napisać dla was imagina i tak zrobiłam. Ale czy wyszedł? Zapraszam was do komentowania tego i mojego drugiego bloga. Chcę wiedzieć, czy jest sens pisania tego wszystkiego....

sobota, 8 września 2012

28

-Coś ty najlepszego odstawiła wczoraj?!-Es wparowała do mojego pokoju z krzykiem, aż podskoczyłam
-Uspokój się, pogadamy później. Chcę się wyspać.-odwróciłam się na drugi bok, dzięki czemu leżałam twarzą do Zayn'a, który spał. Uśmiechnęłam się i wtuliłam się w jego bok, a on automatycznie przyciągnął mnie bliżej, tak jak kiedyś.
-Jest 10. Trzeba było spać w nocy.
-Przepraszam cię bardzo.-odezwał się mulat. Czyli jednak nie spał.-To była nasza pierwsza wspólna noc od prawie pół roku. Myślisz, że traciliśmy czas na spanie? Poza tym trzeba skończyć zakład, a do kompletu Anne biegała wczoraj w samej bieliźnie.
-Nie mów że ci się nie podobało.-mruknęłam
-Jesteście parą seksoholików. Ale jesteście razem i jest dobrze. Lepiej niż...
-Es!-warknęłam-Jak zejdziemy za godzinę, to wyjdziesz?
-45 minut.
Wstałam i wyprowadziłam ciężarną z pokoju. Zamknęłam drzwi na klucz i włączyłam wieżę, żeby nie słyszeć jej paplania przez drzwi. Czasami to denerwuje, uwierzcie. Odsłoniłam okno i wróciłam do łóżka. Chciałam się jeszcze drzemnąć, ale Zayn mnie do siebie przygarnął i zaczął całować.
-Nie wystarczy ci jak narazie?-zażartowałam
-Muszę nadrobić te wszystkie samotne noce.
-Ale nie teraz. Wstawaj.
Ubraliśmy się i zeszliśmy na dół. Wszyscy siedzieli już w kuchni, jedząc tosty i śmiejąc się z czegoś. Usiadłam obok mojej przyjaciółki.
-Przyszły gwiazdy całego zamieszania.-skomentował Harry-Brawa!
Wszyscy zrobili to co kazał, ale nie wiem dlaczego. Malik tylko wzruszył ramionami, gdy na niego spojrzałam na niego dla wyjaśnienia. Dopiero po chwili wręczyli mi telefon i mogłam się dowiedzieć o co kaman. Mój chłopak stanął za mną i oparł brodę na moim ramieniu, czekając aż włącze filmik. Włączyłam i zobaczyliśmy całe wczorajsze zajście z Perrie. Po tym, jak wybiegła z wody pojawił się napis "Pirania 1D" i jak wynurzam się.
-Tak się kończy zadzieranie z dziewczynami One Direction.-przeczytałam-Ile to ma wejść?
-Tylko parę milionów.-odpowiedział Niall
-Tylko?!
-Daj spokój.-wtrącił się Liam-Przynajmniej jesteś sławna i nikt nie będzie zarywał do twojego Zayn'a.
Przyznałam mu rację. Przez resztę śniadania gadaliśmy o tym, co się działo gdy mnie nie było.
-Dobra, my tu gadu gadu, a na dworze jest taka pogoda.-powiedziałam, wstając
-Jaka pogoda?-nie byli stąd, więc nie wiedzieli o co chodzi
-Idealna na plażę i zakupy. Es? El?
-Bardzo chętnie.
Wzięłyśmy odpowiednie rzeczy i ruszyłyśmy na miasto. Oczywiście, Estera chciała zobaczyć Aleję Gwiazd i podniecała się prawie każdą gwiazdą. Nawet ja tak się nie zachwycałam na samym początku. Zdecydowałyśmy się pójść do kina. Wybrałyśmy się na "Jak urodzić i nie zwariować?"
-Mam nadzieję że urodzę jak ta żona rajdera.-powiedziała Es po filmie
-Na twoim miejscu bardziej bym się martwiła, żeby Niall nie był takim ojcem jak tamci.
-Tsaaa... Racja.
-A tak wogóle to jak mała będzie miała na imię?
-Ri. Po irlandzku.
-Pięknie.





Nie potrafię się długo na was gniewać i musiałam coś dodać. Mam nadzieję że wam się podoba.